400 metrów stali na gaz. Największy statek na LNG ruszył w trasę i ma pewien sekret

Wydaje mi się, że ten stalowy kolos zabierze pół miasta w kontenerach. CMA CGM Notre Dame pokazuje sobą jednak nie tylko wielkość, ale przede wszystkim to, jak trudna będzie zielona żegluga.
Statek transportowy – zdjęcie poglądowe /Fot. Unsplash

Statek transportowy – zdjęcie poglądowe /Fot. Unsplash

Samochód można zastąpić elektrykiem, autobus można podpiąć pod ładowarkę, nawet w lotnictwie coraz częściej rozmawiamy o wodorze i paliwach syntetycznych. Jednak kiedy patrzę na oceaniczny kontenerowiec, który przez dobre miesiące obsługuje jedną wielką dostawę między Azją i Europą, to wszelkie ładne hasła związane z ekologią natychmiast zderzają się z masą, odległością i logistyką. Dlatego wielkie statki przyszłości nie będą zbyt szybko “zielone”. Będą raczej potężnymi maszynami przejściowymi, które jedną nogą stoją w świecie paliw kopalnych, a drugą próbują już wejść w epokę algorytmów, optymalizacji, nowych paliw i pełnej kontroli zużycia energii. CMA CGM Notre Dame jest właśnie takim przypadkiem. Zachwyca skalą, imponuje technologią, ale nie pozwala mi udawać, że samo LNG rozwiązuje problem żeglugi.

400 metrów statku i 24 tysiące kontenerów, a to wszystko na gazie

CMA CGM Notre Dame ma 400 metrów długości, 62 metry szerokości i 75 metrów wysokości. Mówimy więc o jednostce, która rozmiarem bardziej przypomina pływający fragment infrastruktury niż klasyczny statek. Jej pojemność wynosi 24212 TEU, czyli jednostek odpowiadających standardowemu kontenerowi o długości około 6,1 metra. W praktyce nie oznacza to oczywiście 24212 identycznych skrzyń upchniętych jedna obok drugiej, bo współczesna logistyka kontenerowa korzysta z różnych wariantów ładunku. Skala jest jednak jednoznaczna – jeden rejs takiego statku oznacza logistykę nieosiągalną żadnym innym rodzajem transportu.

Czytaj też: Ceny miedzi wreszcie spadną? Opracowali unikalny materiał na ich zastąpienie

CMA CGM Notre Dame jest jednocześnie największym kontenerowcem pod francuską banderą i pierwszym z serii dziesięciu takich jednostek LNG, które mają trafiać do całej floty w latach 2026-2028. To nie jest więc jakiś pojedynczy pokaz możliwości, tylko początek konkretnej modernizacji floty na jednym z najważniejszych korytarzy handlowych świata. Statek wszedł na linię French Asia Line, łączącą m.in. Ningbo, Szanghaj, Yantian, Singapur, Le Havre, Rotterdam, Hamburg i Tangier Med, a pełna rotacja ma trwać około 102 dni.

CMA CGM Notre Dame korzysta ze skroplonego gazu ziemnego, czyli LNG. W porównaniu z tradycyjnymi paliwami okrętowymi taki napęd może mocno ograniczać emisje tlenków siarki i cząstek stałych, a przy odpowiedniej technologii także zmniejszać emisje dwutlenku węgla na etapie spalania. Na poziomie lokalnej jakości powietrza i norm portowych ma to znaczenie. Problem polega na tym, że LNG nie znika magicznie z rachunku klimatycznego. Jest to bowiem nadal paliwo kopalne, a jego podstawowym składnikiem jest metan. Ten z kolei potrafi uciekać w łańcuchu wydobycia, transportu i spalania. W żegludze pojawia się tu zresztą szczególnie niewygodne pojęcie emisji niespalonego metanu z silników, który może odpowiadać nawet za 24 procent raportowanych emisji gazów cieplarnianych statku zasilanego LNG w przeliczeniu na ekwiwalent dwutlenku węgla.

Gdyby tego było mało, w zależności od technologii silnika i pochodzenia LNG nowy statek na takie paliwo może wypadać gorzej w całym cyklu życia niż statek spalający paliwa konwencjonalne. Jednocześnie ta sama analiza podkreśla, że niskometanowe silniki dwusuwowe wysokociśnieniowe są dla nowych kontenerowców znacznie sensowniejszym kierunkiem niż starsze rozwiązania z wysokim poślizgiem metanu.

Czytaj też: Gruz z budowy czy materiał przyszłości. Ten metal waży prawie trzy razy mniej niż powinien

W tym sensie Notre Dame jest dla mnie symbolem etapu przejściowego, a nie mety. Podobny problem opisywałem przy amoniakowych silnikach okrętowych, bo tam również sama obietnica paliwa przyszłości nie wystarcza, jeśli za nią nie idą bezpieczeństwo, infrastruktura, koszty i serwisowanie na skalę globalną. Jeszcze bliżej tego tematu jest Ocean Charger i ładowanie elektrycznych statków w sposób bezprzewodowy, gdzie sama technologia zasilania natychmiast wymusza pytanie o porty, sieć i dostępność energii.

Ten statek jest cyfrowy, bo inaczej nie da się już oszczędzać paliwa

W Notre Dame ważne jest nie tylko to, co trafia do zbiornika. Statek ma zbiornik LNG o pojemności 18600 metrów sześciennych, systemy zarządzania energią, aerodynamiczną osłonę ograniczającą opór oraz projekt pozwalający zabrać 280 dodatkowych kontenerów bez powiększania kadłuba. Do tego dochodzi 1600 gniazd dla kontenerów chłodniczych, a więc dla ładunków, które są energetycznie znacznie bardziej wymagające niż zwykłe kontenery z elektroniką, częściami czy odzieżą.

Nowoczesny kontenerowiec nie oszczędza więc swojego paliwa jedną genialną sztuczką. On oszczędza je przez setki drobnych decyzji, bo lepszy kształt, mniejszy opór, lepsze planowanie prędkości, bardziej precyzyjną obsługę chłodzenia, przewidywanie trasy, analizę portów, warunków pogodowych i nawet pracę załogi. Mostek tego statku jest w pełni cyfrowy, korzysta z narzędzi nawigacyjnych czasu bieżącego, rozszerzonej rzeczywistości, przewidywania trajektorii i wizualizacji 360 stopni. Pokładowe systemy AI mają zaś pomagać w optymalizacji tras, doborze prędkości i zarządzaniu energią, a całość jest wspierana przez centra floty w Marsylii, Miami i Singapurze.

Czytaj też: Chińczycy wzięli materiał z Księżyca i rzucili go na pustynię. Efekty mają powalić świat

Przy takiej skali człowiek nie traci znaczenia, ale przestaje być samotnym centrum decyzyjnym. Statek ma około 30 członków załogi, a jednocześnie działa jako element większego systemu, który jest stale monitorowany z lądu. Nie jest autonomicznym statkiem z fantazji o pustych mostkach, lecz pływającą platformą danych. Przy temacie statków widmo i systemu AIRIS już to zresztą zauważyłem, bo coraz częściej oceany przestają być przestrzenią, po której coś po prostu “płynie”. Stają się środowiskiem monitorowanym, analizowanym i coraz mocniej zależnym od danych.

Przyszłość jest teraz, ale nie w tak czystej formie, jak chcielibyśmy wierzyć

CMA CGM Notre Dame fascynuje mnie właśnie dlatego, że jest współczesny. Ma AI, cyfrowy mostek, rozszerzoną rzeczywistość, ogromny zbiornik LNG, rekordową pojemność i będzie podejmował trasy przez porty, od których zależy codzienne życie Europy. Jednocześnie nadal pokazuje, że przyszłość nie przychodzi jako nagła wymiana starego świata na nowy. Przychodzi jako hybryda. Trochę czystsza, bardziej policzalna, bardziej cyfrowa, ale wciąż uwikłana w paliwa, infrastrukturę i kompromisy. Największy statek na LNG nie zamyka więc rozmowy o dekarbonizacji żeglugi. On dopiero pokazuje, że sama skala technologii nie wystarczy, jeśli nie będziemy uczciwie liczyć metanu, całego cyklu życia paliwa i dziesięcioleci eksploatacji. Pokazuje też, że AI w transporcie morskim nie musi oznaczać od razu autonomicznych statków bez ludzi. Czasem oznacza po prostu mniej zmarnowanej energii, lepszą trasę, bezpieczniejsze manewry w porcie i szybszą reakcję na warunki, których człowiek nie ogarnie już samą intuicją.

Źródła: CMA CGM, CNV, ICCT

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.