Japoński producent postanowił tym razem odłożyć na bok militarną estetykę i survivalowe skojarzenia, co zaowocowało limitowaną kolekcją, w której swój udział miała też popularna grupa muzyczna XG. Widać to już na pierwszy rzut oka, bo nowe modele stawiają przede wszystkim na kolor, indywidualizm i modowy charakter. To nadal są pełnoprawne G-Shocki, ale wyglądają tak, jakby ktoś postanowił przepuścić klasyczne wzornictwo marki przez filtr popkultury i współczesnego streetwearu.
G-Shock, który mieni się wszystkimi kolorami
Najciekawszym modelem w kolekcji wydaje się GM-S5600XG-1, bazujący na kultowej, kwadratowej konstrukcji G-Shocka. Na pierwszy rzut oka widać jednak, że nie jest to zwykła wersja znanego projektu. Największą uwagę przyciąga szkło wyświetlacza pokryte specjalną powłoką typu Rainbow Vapor Deposition. Dzięki procesowi osadzania oparów metali powierzchnia szkła zmienia kolory w zależności od kąta patrzenia i sposobu padania światła. Efekt przypomina trochę bańkę mydlaną albo opalizującą powierzchnię benzyny na wodzie. Raz dominuje fiolet, chwilę później pojawiają się odcienie zieleni, błękitu czy złota.


Najfajniejsze jest to, jak podkreśla Casio, że każdy egzemplarz będzie wyglądał nieco inaczej. Ze względu na specyfikę procesu produkcyjnego nie da się uzyskać dwóch identycznych układów kolorystycznych. To drobny detal, ale jakoś podkreśla znaczenie tej limitowanej edycji, bo tu faktycznie dostajemy coś, czego nikt inny nie będzie miał, nawet jeśli kupi ten model zaraz po nas. Żeby zachować równowagę, producent pozostawił resztę konstrukcji stosunkowo stonowaną. Czarna żywica, stal nierdzewna i klasyczna forma sprawiają, że mimo tęczowego wyświetlacza całość nie przekracza granicy wizualnego chaosu.
Różowy G-Shock? Dlaczego nie
Drugim modelem w kolekcji jest GMA-S110XG-4A, który pokazuje jeszcze odważniejsze podejście do kolorystyki. Tutaj główną rolę gra marmurkowy różowy pasek oraz bezel wykonane przy użyciu specjalnej techniki mieszania żywic podczas procesu produkcyjnego. Daje to zaskakująco ciekawy efekt, bo zamiast jednolitego koloru otrzymujemy nieregularne wzory przypominające marmur lub farbę rozlaną na wodzie. Podobnie jak w przypadku tęczowego szkła, każdy egzemplarz będzie nieco inny.


Projektanci nie poprzestali jednak na samym pasku. Analogowa tarcza otrzymała wielobarwne, spolaryzowane wykończenie, które zmienia wygląd w zależności od oświetlenia. To zdecydowanie jeden z tych zegarków, które trudno ocenić wyłącznie na zdjęciach. Sporą część efektu robi tutaj właśnie ruch i odbijające się światło, a to już trzeba zobaczyć na żywo.
Casio stawia na styl, ale nie zapomina o najważniejszym
Fanów niezniszczalnych modeli marki uspokajam – pod tęczowym szkłem i różowymi żywicami nadal kryją się klasyczne G-Shocki z pełną odpornością na wstrząsy i wodoszczelnością do 200 metrów. Po prostu zostały ubrane w inne kolory, ale fundamenty serii pozostały niezmienne. Oba modele oferują zestaw funkcji dobrze znanych fanom marki: stoper, timer, alarmy oraz podświetlenie LED. Wersja kwadratowa korzysta z baterii CR1616 zapewniającej około trzech lat pracy, natomiast model analogowo-cyfrowy wykorzystuje ogniwo CR1220 wystarczające na mniej więcej dwa lata działania.

To ważne, bo łatwo byłoby potraktować tę kolekcję wyłącznie jako modowy eksperyment. Tymczasem Casio nie poświęciło funkcjonalności na rzecz wyglądu. To nadal zegarki stworzone do codziennego użytkowania, tylko ubrane w znacznie bardziej odważną formę. Mimo wszystko widać w tym pewne zahaczenie o trend, który zaczyna powoli dominować w segmencie urządzeń ubieralnych. Jeszcze kilka lat temu zegarek był przede wszystkim narzędziem. Dziś nadal nim jest, ale jego rola coraz częściej jest znacznie większa i oprócz ekranu do sprawdzania godziny czy dodatkowych informacji, musi on jeszcze podkreślać styl właściciela.
Casio doskonale wie, że nie każdy kupuje G-Shocka dlatego, że planuje przeżyć tydzień w lesie bez dostępu do cywilizacji. Coraz więcej osób wybiera te zegarki po prostu dlatego, że lubi ich charakterystyczny design. Limitowana kolekcja z XG jest tego świetnym przykładem. Nadal dostajemy legendarną wytrzymałość, ale tym razem zamkniętą w formie, która bardziej przypomina modny dodatek niż sprzęt survivalowy. I wiecie co? Ten różowy, marmurkowy G-Shock w zasadzie mógłby być czymś, co nosiłabym na co dzień, bo mojej czarnej garderobie przydałoby się czasem trochę mocniejszego koloru.
