Test ECOVACS WINBOT mini 2. Koniec z ręcznym myciem okien?

Robot myjący okna od zawsze wydawał mi się dziwną fanaberią, z którą może być więcej problemów i poprawiania niż pożytku przez specyfikę tej czynności. Czy po sprawdzeniu w akcji ECOVACS WINBOT mini 2 zmieniłem co do tego zdanie?
Test ECOVACS WINBOT mini 2. Koniec z ręcznym myciem okien?

Jako że nie siedzę aż tak w rynku sprzętów do mycia okien, zdziwiłem się, że ECOVACS rozwija już te sprzęty od ponad dekady, więc nie jest to byle firemka, która z roku na rok zaczęła iść w tę niszę na rynku. WINBOT mini 2 jest zaś ewidentnie rozwinięciem wcześniejszych pomysłów i rozwiązań, a przede wszystkim wsłuchaniem się w wymogi klientów, co widać już na pierwszy oka wyposażenia robota, który doczekał się zintegrowanej linki zabezpieczającej z karabińczykiem dla dodatkowej (ostatniej formy) ochrony przed najgorszym.

Pudełko i wyposażenie ECOVACS WINBOT mini 2

W zestawie znajdziemy robota, zasilacz, linkę bezpieczeństwa, karabińczyk, 230 ml płynu czyszczącego, dwa dwustronne pady z mikrofibry oraz instrukcję. Nie ma więc tutaj żadnej przyssawki czy też większej stacji połączonej z robotem, która sama obsłużyłaby kilka okien. Trzeba więc pogodzić się z tym, że automatyzacja dotyczy samego ruchu po szybie, a nie całego procesu mycia od początku do końca, więc cały proces mycia wymaga znacznie więcej naszej uwagi od byle robota jeżdżącego po podłodze.

Jak można ocenić ten zestaw? Dosyć prosto. O ile producent słusznie dorzuca do zestawu dwa pady, które sumarycznie wytrzymają kilka sezonów, to samego płynu jest dosyć mało. Jest to o tyle ważne, że sam litrowy płyn do czyszczenia kosztuje około 120 zł za litr, a to dużo. Podobnie jak kosztująca tyle samo wymienna nakładka, choć na szczęście producent dorzuca w zestawie dwie identyczne nakładki. W przypadku płynu można też postawić na zamiennik pokroju nawet wody kranowej, ale trzeba się liczyć z tym, że wtedy skuteczność czyszczenia spadnie.

WINBOT mini 2 mini może nie jest, ale mały już tak

Pierwsze, co przemawia za WINBOT mini 2, to rozmiar. W przypadku robota do okien kompaktowa obudowa nie jest wadą, a zaletą, bo oznacza prostsze utrzymywanie się szyby, łatwiejsze manewrowanie na węższych przeszkleniach, mniejszy problem z oknami podzielonymi na segmenty i wygodniejsze przechowywanie poza sezonem. Zresztą przy takim sprzęcie, którego nie używa się codziennie, miejsce w szafce ma znaczenie. 

Jednocześnie nie jest to urządzenie bezprzewodowe w klasycznym sensie. WINBOT mini 2 pracuje z przewodem, a wbudowany akumulator pełni funkcję wyłącznie zabezpieczenia awaryjnego. Ma utrzymać robota na szybie przez około 30 minut po utracie zasilania, a nie zastępować kabel podczas normalnego mycia. To bardzo ważne, bo część osób mogłaby zobaczyć informację o akumulatorze i założyć, że robot działa jak odkurzacz automatyczny. Nie działa. Całkowita długość przewodu zasilającego wynosi 4,7 metra, z czego 3,5 metra przypada na przewód DC, a 1,2 metra na przewód AC. Linka zabezpieczająca ma z kolei 3,3 m, więc przed startem trzeba ocenić, gdzie podłączymy sprzęt i do czego go przypniemy.

Jak działa ECOVACS WINBOT mini 2?

WINBOT mini 2 trzyma się szyby dzięki podciśnieniu. Podczas ruchu pracuje z siłą ssania 3400 Pa, a maksymalnie może osiągać 8000 Pa. Za generowanie tego podciśnienia odpowiada bezszczotkowy silnik, za odpowiednią “uszczelkę” między robotem a szybą ówcześnie zmoczony i wyciśnięty pad, a za samą trasę pracy system WIN-SLAM 4.0. Dzięki temu ostatniemu robot wykrywa ramy, przeszkody i krawędzie, potrafi wrócić do miejsca startu, kontynuować pracę po przerwaniu cyklu i daje się sterować ręcznie z aplikacji w czterech kierunkach. Efekt? Możemy wrzucić robota na niedostępną szybę zewnętrzną, a ten po jej wyczyszczeniu wróci do pozycji startu i pozwoli się “odzyskać”.

W praktyce najważniejsze jest to, że nie musimy prowadzić ECOVACS WINBOT mini 2 jak zabawki na kablu. Wybieramy tryb, przykładamy robota do szyby, urządzenie zasysa się do powierzchni, a potem samodzielnie planuje cały przejazd. Podczas niego WINBOT mini 2 korzysta z trzech głównych elementów do sprzątania – głównej nakładki z mikrofibry, czterech szczotek narożnych oraz ultradźwiękowego spryskiwania na bieżąco. Co do tego ostatniego, robot ma do dyspozycji cztery dysze, automatyczny natrysk i zbiornik o pojemności około 50 ml. Według specyfikacji taki zbiornik może wystarczyć maksymalnie na około 30 metrów kwadratowych powierzchni w trybie szybkim. 

Najciekawsze są jednak wspomniane narożniki i krawędzie, bo właśnie tam większość robotów do okien przegrywa z człowiekiem, który bez problemu “dojedzie” ściereczką do rogu szyby. ECOVACS zastosował tutaj ulepszone szczotki narożne odchylające się na boki, które mają docierać bliżej ramy i poprawiać czyszczenie przy brzegach. Sama konstrukcja pada ma 215 x 214 mm, czyli praktycznie pokrywa cały spód urządzenia, a to wszystko ma pomagać w równomiernym docisku i wypełnieniu powierzchni roboczej.

Bezpieczeństwo to podstawa. Chyba że chcecie zbierać robota z ziemi

Musimy pamiętać, że przy robotach do okien najważniejszy nie jest jednak sam tryb czyszczenia, liczba dysz ani nawet siła ssania. Najważniejsze jest to, czy sprzęt nie odklei się od szyby i nie poleci prosto w dół. ECOVACS nie bez powodu więc mocno eksponuje 10-stopniowy system ochrony, obejmujący zabezpieczenia sprzętowe, inteligentne zabezpieczenia przed upadkiem i awaryjne utrzymanie się szyby po utracie zasilania. W praktyce najważniejsze elementy obejmują więc mocne podciśnienie, bezszczotkowy silnik, awaryjny akumulator, linkę bezpieczeństwa przymocowaną wcześniej np. do nogi stołu czy karnisza, wykrywanie ram i krawędzi oraz reagowanie na wszelkie problemy z przyczepnością.

Przy myciu zewnętrznej strony okna wspomniana linka jest zresztą na wagę złota, bo robot może mieć dużo sprytnych zabezpieczeń, ale jeśli pracuje na wysokości, to użytkownik powinien traktować linkę jak obowiązkowy element, a nie byle opcjonalne akcesorium dla szczególnie ostrożnych. Szczególnie że robot waży około 1,3 kg, a taka masa spadająca z wysokości zaczyna już być zagrożeniem dla kogoś pod oknem.

Podoba mi się za to, że WINBOT mini 2 nie jest sprzętem do tylko jednej kategorii okien. Obsługuje szyby z ramami i bez ram, wykrywa ramę już od 1 mm, a przeszkodę od 2 mm. Minimalny rozmiar okna 25 x 25 cm też jest sensowny, bo mały robot może wejść tam, gdzie większe modele byłyby po prostu za nieporęczne. Nadal trzeba jednak pamiętać, że mówimy o płaskim szkle. Jeśli ktoś ma nierówne powierzchnie, stare, nietypowe przeszklenia albo skomplikowane podziały, powinien zachować ostrożność.

ECOVACS WINBOT mini 2 ma swoje ograniczenia

Jeśli zaś idzie o same obietnice w kwestii czyszczenia, to nie liczcie na to, że WINBOT mini 2 jest robotem do zadań specjalnych. Najlepiej sprawdza się bowiem przy regularnym utrzymywaniu szyb w czystości, a nie przy ratowaniu okna po kilku sezonach deszczu, pyłu, osadu, palców, owadów i zaschniętych kropek po wszystkim, co tylko może przykleić się do szkła. 

Czytaj też: Test ECOVACS DEEBOT mini – gdy rozmiar wreszcie staje się prawdziwą przewagą

Przy mocno zabrudzonych szybach trzeba liczyć się z koniecznością wcześniejszego zebrania najgorszego brudu, więc zdarza się, że musimy “umyć okno przed myciem robotem”. Paradoks? Delikatny, ale jeśli naprawdę się wam nie chce chwytać za szmatkę i płyn do mycia okien, to możecie uzbroić się w cierpliwość i przeprowadzić kilka cykli głębokiego czyszczenia z dokładnym płukaniem dołączonego pada po każdym cyklu. Na początku bowiem robot bardziej rozmazuje większy brud zamiast go usuwać.

Do wyboru są tryby szybkiego, głębokiego, dokładnego, krawędziowego, punktowego oraz zdalnego czyszczenia. Ten ostatni przydaje się wtedy, kiedy chcemy poprawić konkretny fragment albo doprowadzić robota w miejsce, które z jakiegoś powodu nas interesuje i jest omijane przez algorytm. W praktyce jednak nigdy nie zdarzyło mi się, że ECOVACS WINBOT mini 2 nie obejmował swoim działaniem pracy całej powierzchni okna. Nieważne, czy była to kabina prysznicowa, wąskie okienko czy wielkie przeszklenie.

Czas pracy na jeden metr kwadratowy okna w trybie szybkim (czytaj “odświeżenia”) wedle producenta wynosi około 2 minut i 30 sekund, z tolerancją około 10 sekund. Nie oznacza to oczywiście, że całe mycie okien w domu nagle zajmie kilkanaście minut bez naszej uwagi, bo między szybami trzeba robota przepinać, przygotowywać pady, uzupełniać płyn i pilnować przewodu oraz linki. Nadal jednak największa część fizycznej pracy przechodzi na urządzenie. Zamiast machać ręką po całej powierzchni, stajemy się operatorem procesu. Nadal trzeba być w pobliżu, ale wreszcie nie trzeba samemu szorować każdego centymetra.

ECOVACS WINBOT mini 2 w akcji

Znając już naturę tego robota do czyszczenia szyb, możemy przejść do tego, jak sprawdził się u mnie w praktyce. Na sam początek garść suchych informacji od producenta oraz wrażeń z użytkowania:

  • robot najlepiej sprawdza się przy temperaturze od 0 do 40 stopni Celsjusza, więc na wysokie upały czy mrozy nie powinien być stosowany
  • robot nigdy nie spadł z przeszklenia, nie wyjechał ponad ramę i umiejętnie omijał wszelkie uchwyty w przypadku szyb kabiny prysznicowej, ale zdarzało mu się napotkać błędy
  • po zaniku zasilania robot rzeczywiście daje o sobie głośno znać i utrzymuje się nawet uchylonej szyby, dając nam kilkadziesiąt sekund na reakcję
  • w przypadku wąskich okien spryskuje tylko raz atomizerem i chwilę później informuje o “wykryciu wąskiego okna i dostosowaniu drogi pracy” właśnie pod wąską przestrzeń
  • przewody i karabińczyk są upierdliwe w zarządzaniu, ale na tyle długie, że nie musiałem nigdy sięgać po przedłużacz do gniazdka
  • podczas procesu czyszczenia robot jest bardzo głośny
    • ~70 dBa z kilku metrów
    • ~75 dBA przy robocie
  • WINBOT mini 2 nie zżera dużo prądu
    • 60-70 watów podczas procesu sprzątania, ale średnio 63 watów
    • 54 watów po zakończeniu i oczekiwaniu na nasze działanie

Przechodząc zaś do samego procesu czyszczenia i efektów, najwięcej pokażą Wam te trzy zdjęcia:

Jest to wygląd najbardziej zabrudzonej szyby, jaką udało mi się znaleźć. Jej stan pełen zacieków i osadu jest przedstawiony odpowiednio przed czyszczeniem, po jednym czyszczeniu i po dwóch czyszczeniach w trybie dogłębnym. Czy wyszło idealnie? Nie do końca przy patrzeniu pod światło, ale kolejny szybki przejazd zebrał już prawie całość pozostałych zanieczyszczeń, których nie da się uchwycić na zdjęciu. Dlatego zresztą nie zamieszczam tutaj podobnego porównania z mycia samych szyb, bo po procesie czyszczenia były po prostu idealnie czyste (jak na moje oko). 

Oczywiście często jeden przejazd nie wystarczył. Co brudniejsze okna po zewnętrznej stronie wymagały aż trzech przejazdów, ale kiedy już sam pad po przejeździe był kompletnie czysty, to kolejny dodatkowy, szybki przebieg ogarniał całość praktycznie do perfekcji. Innymi słowy, jeśli waszym wrogiem są głównie zacieki po deszczu, to WINBOT mini 2 sprawdzi się w całym procesie czyszczenia wręcz wzorowo. Zwłaszcza przy regularnym czyszczeniu. Jeśli jednak liczycie na to, że cały proces będzie szybki i niewymagający waszej uwagi, to… no cóż, na to nie liczcie. Zwłaszcza jeśli macie zamiar myć tym robotem bardzo zanieczyszczone okna.

Sama aplikacja jest bardzo prosta i przejrzysta. Z robotem łączymy się po Bluetooth i na szczęście nie musimy wpinać go w Wi-Fi. Czuć jednak, że tłumaczenie było robione maszynowo i pod prostego użytkownika, a szkoda, bo osobiście chciałbym poznać szczegóły na temat różnic w trybach czyszczenia czy móc ustawić częstotliwość spryskiwania szyb środkiem.

Sprawdziłem też szybkość czyszczenia zależnie od trybu i okna. Prezentuje się to następująco:

  • Proces czyszczenia okna balkonowego z szybą o powierzchni około 200 x 60 cm
    • Tryb szybkiego czyszczenia (lekko zabrudzone okna wewnętrzne) – 3 min 30 sekund
    • Tryb dokładnego czyszczenia (bardzo zabrudzone okna zewnętrzne) – 6 min 30 sekund
    • Tryb gruntownego czyszczenia (lekko brudne okna zewnętrzne) – 5 min 40 sekund
  • Proces czyszczenia okna z szybą o powierzchni około 110 x 100 cm
    • Tryb szybkiego czyszczenia (lekko zabrudzone okna wewnętrzne) – 3 min 10 sekund
    • Tryb dokładnego czyszczenia (bardzo zabrudzone okna zewnętrzne) – 5 min 20-30 sekund
    • Tryb gruntownego czyszczenia (lekko brudne okna zewnętrzne) – 4 min 5-15 sekund

Słabość robota zauważyłem wyłącznie w przypadku kabiny prysznicowej, bo w niej kilka razy się zablokował, a nawet stracił przyczepność i zaprzestał dalszej pracy, choć nigdy w tych momentach nie spadał. Wymagał po prostu interwencji. Na większych przeszkleniach nie wracał też czasem idealnie do punktu startu, a nawet odjeżdżał na przeciwległy koniec okna, ale wtedy wystarczyło przejść na sterowanie ręczne i “podjechać” robotem tam, gdzie chcemy.

Co najbardziej mi się nie spodobało podczas testu? Przede wszystkim wpadka z projektem atomizerów oraz pojemnika na środek czyszczący. Tak się bowiem składa, że producent zaleca wylewanie środka czyszczącego po procesie sprzątania, ale jednocześnie w ogóle tego nie ułatwia, więc w praktyce lepiej nie napełniać zbiornika do pełna, a kontrolować jego stan na bieżąco i dolewać co jakiś czas między kolejnymi oknami. Nie rozumiem jednak skąd ten wymóg, jako że atomizery i sam korek nie przeciekają (tak przynajmniej zauważyłem po odwróceniu robota z płynem na kilka dni) Jednak to nie największy problem WINBOT mini 2.

Obserwując poczynania robota podczas sprzątania, zauważyłem jego problem z atomizerami, które to rozpylają płyn w formie mgiełki zwykle co każdy kolejny przejazd “w poziomej linii”. Problem w tym, że taka mgiełka jest bardzo, ale to bardzo podatna na wszelkie podmuchy wiatru. Ba, nawet w pomieszczeniach możemy zauważyć, że większa jej część zamiast trafiać na powierzchnię, po prostu unosi się w powietrzu obok. Innymi słowy, jak już zaczniecie myć tym robotem okna, sprawdźcie, czy aby nie za mocno wieje.

Z początku nie rozumiałem też, dlaczego nie dostajemy opcji zaplanowania np. dwóch cykli sprzątania jeden po drugim, bo po zakończeniu jednego robot po prostu czeka na naszą reakcję. Ma to jednak dużo sensu, jako że między sprzątaniami powinniśmy dbać o czystość i nawilżenie pada, a drugi cykl na zabrudzonej szmatce narobiłby więcej szkody niż pożytku.

Test ECOVACS WINBOT mini 2 – podsumowanie

ECOVACS WINBOT mini 2 nie zmieni mycia okien w proces całkowicie automatyczny, ale po kilku dniach testów przestałem patrzeć na takie roboty jak na dziwną fanaberię. To nadal nie jest sprzęt, który wyciągamy z pudełka, wciskamy jeden przycisk i po godzinie mamy czyste wszystkie przeszklenia w domu. Trzeba przygotować robota, zwilżyć i pilnować pada, uzupełniać płyn, przepinać przewód oraz linkę zabezpieczającą, myć ramy ręcznie i co jakiś czas interweniować. Różnica polega jednak na tym, że najbardziej męcząca część pracy, czyli mozolne przecieranie całej powierzchni szyby, faktycznie przechodzi na urządzenie.

Największą zaletą WINBOT mini 2 jest to, że na klasycznych oknach działa po prostu dobrze. Robot pewnie trzyma się szyby, rozsądnie planuje przejazd, zwykle obejmuje całą powierzchnię i potrafi wrócić do miejsca, z którego wystartował. Przy regularnym czyszczeniu efekty są bardzo dobre, a przy mocno zabrudzonych szybach da się dojść do świetnego rezultatu po kilku cyklach i przepłukiwaniu pada między przejazdami. Nie jest to więc cudowna maszyna do ratowania okien po kilku sezonach zaniedbań bez żadnej pomocy z naszej strony, ale jako sprzęt do utrzymywania szyb w czystości sprawdza się znacznie lepiej, niż początkowo zakładałem.

Trzeba jednak jasno powiedzieć, że WINBOT mini 2 ma kilka irytujących ograniczeń. Jest głośny, przewód i linka zabezpieczająca wymagają pilnowania, a atomizery rozpylające mgiełkę są zbyt podatne na podmuchy powietrza. Wystarczy lekki wiatr albo cyrkulacja powietrza w pomieszczeniu, żeby część płynu zamiast na szybę trafiała obok. Nie podoba mi się też sposób opróżniania zbiornika na płyn, skoro sprzęt zaleca się opróżniać po pracy, ale sam projekt wcale tego nie ułatwia. Do tego dochodzą niewymienne szczotki narożne, co przy sprzęcie tego typu wydaje mi się niezrozumiałą decyzją, bo ich zużycie z czasem może ograniczyć skuteczność czyszczenia przy krawędziach.

Najwięcej problemów robot sprawiał mi na kabinie prysznicowej. Tam kilka razy tracił stabilny rytm pracy, blokował się albo wymagał ręcznego przestawienia. Nie spadł, ale oszczędność czasu w takim scenariuszu robi się dyskusyjna, bo zamiast spokojnie zająć się czymś innym, trzeba pilnować urządzenia i pomagać mu w odzyskaniu poprawnej pozycji. Na większych, klasycznych przeszkleniach było znacznie lepiej, choć również zdarzało się, że po starcie z krawędzi albo narożnika robot błędnie odczytywał położenie i wymagał ręcznego skierowania bliżej środka szyby.

Mimo tych wad uważam ECOVACS WINBOT mini 2 za sprzęt udany, ale tylko dla konkretnego użytkownika. Jeśli ktoś oczekuje pełnej automatyzacji i myśli, że robot całkowicie zastąpi klasyczne mycie okien, szybko się rozczaruje. Jeśli jednak ktoś naprawdę nie lubi szorowania szyb, ma większe przeszklenia albo chce potraktować mycie okien jak proces do nadzorowania zamiast fizycznego machania ręką po każdym centymetrze szkła, WINBOT mini 2 ma sporo sensu. Można wtedy myć ramy, przekładać robota z okna na okno, przepłukiwać pad między cyklami i w międzyczasie robić coś innego.

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.