Jedno spojrzenie i wiadomo, że jego zadaniem nie jest próba udawania człowieka. Twórca zapewnia również, że robot nie ma również zastępować ludzkich przyjaciół, ani tym bardziej robić nam terapii. Zastosowano tutaj raczej bardzo ciekawy zabieg – celowe ograniczenie interakcji do tego, co faktycznie może działać na naszą korzyść.
Nie kolejny chatbot, ale fizyczny towarzysz
Dla mnie największym problemem w tych wszystkich gadżetach AI, jest fakt, że twórcy często stawiają na budowanie relacji między użytkownikiem a przedmiotem. To z kolei, choć na pierwszy rzut oka wydaje się nieszkodliwe, w rzeczywistości może pociągnąć za sobą przykre konsekwencje. Dziecko, które od dzieciństwa przedkłada relacje z maszyną nad ludzkie, trudno będzie zaadaptować się w społeczeństwie i znaleźć prawdziwych przyjaciół. U dorosłych może to pogłębiać samotność i poczucie odizolowania. Ja wiem, że piszę tu dość skrajnie, ale w dobie tak prężnie rozwijającego się segmentu towarzyszy AI lepiej nie bagatelizować tych problemów.
Tymczasem POCO powstał w odpowiedzi na coraz częściej pojawiające się pytania o to, jak powinna wyglądać relacja człowieka ze sztuczną inteligencją. Nie chodzi tutaj o analizowanie naszych zachowań, rozpoznawanie emocji czy przewidywanie potrzeb. Zamiast budować system, który próbuje wiedzieć o nas jak najwięcej, stworzyła robota opierającego się na koncepcji „konstruktywnej współzależności”. W praktyce oznacza to, że urządzenie jest obecne obok użytkownika, ale nie próbuje przejmować kontroli ani udawać, że potrafi rozwiązać każdy problem.

Ten uroczy robot komunikuje się z właścicielem w jasny sposób, pokazując swoje możliwości i ograniczenia. Nie udaje wszechwiedzącej sztucznej inteligencji ani nie tworzy iluzji, że rozumie człowieka lepiej niż sam człowiek. Twórczyni projektu uważa, że właśnie w takich granicach może kryć się większe zaufanie do technologii. Zamiast bez końca rozszerzać możliwości AI, warto czasem pokazać użytkownikowi, czego system zwyczajnie nie potrafi zrobić. To podejście mocno kontrastuje z trendem dominującym obecnie na rynku, gdzie producenci często próbują przedstawiać sztuczną inteligencję jako rozwiązanie praktycznie każdego problemu.
POCO został zaprojektowany, by go dotykać
Kiedy patrzę na zdjęcia POCO, to aż chcę go głaskać. Mehrnaz Amouei postawiła na formę, która w zasadzie przypomina trochę taką kupkę kolorowej bawełny albo waty. Nie wygląda jak zwierzę ani typowa zabawka, ale też na pewno nie jest odstręczający. Po prostu inny, w sumie trochę jak nowoczesny, designerski element wyposażenia wnętrz, który nie każdy rozumie, jednak ciężko na niego nie patrzeć.

Interakcja z tą kupką puchu odbywa się głównie za pomocą dotyku. Robot wykorzystuje czujniki pojemnościowe reagujące na trzymanie go w dłoniach czy delikatne głaskanie. Nie ma tutaj skomplikowanych gestów, komend głosowych czy wielkich ekranów pełnych informacji. Co ciekawe, sam smartfon użytkownika pełni funkcję jednostki obliczeniowej. Dzięki temu fizyczny robot może pozostać stosunkowo prosty, skupiając się przede wszystkim na budowaniu doświadczenia związanego z obecnością i interakcją.
Czytaj też: EBO Mini zmienia monitoring w zabawę. Uroczy robocik sprawdzi, co dzieje się w domu i jeszcze zabawi kota
Najbardziej charakterystycznym elementem POCO jest sposób reagowania. Zamiast rozmów i imitacji ludzkiej mimiki, mamy tu w zasadzie powolne, rytmiczne ruchy przypominające oddech, a także sygnały wizualne i dźwiękowe, by zaznaczać obecność bez przytłaczania nadmiarem bodźców. Równie istotny jest fakt, że POCO nie inicjuje kontaktu samodzielnie. Nie wysyła powiadomień, nie domaga się uwagi i nie próbuje na siłę angażować użytkownika. Interakcja rozpoczyna się wyłącznie wtedy, gdy człowiek wykona pierwszy krok.


Jeśli już mielibyście ochotę posadzić go obok na kanapie, to muszę was zmartwić. POCO pozostaje na razie projektem koncepcyjnym. Mimo tego już na tym etapie dobrze pokazuje, że rozwój robotyki nie musi oznaczać wyłącznie coraz bardziej zaawansowanych humanoidów czy kolejnych chatbotów zamkniętych w plastikowej obudowie.
Źródło: Mehrnaz Amouei
