Sony wreszcie przypomniało, że PlayStation 5 nadal ma czym strzelać

Przez ostatnie lata wokół PlayStation narosła atmosfera dziwnego oczekiwania. Nie chodzi nawet o to, że PS5 nie ma gier, bo wprawdzie je ma, ale nie aż tyle, ile byśmy chcieli. Chodzi raczej o to, że Sony coraz częściej wygląda jak firma, która ma ogromne marki, świetne studia, rozpoznawalne uniwersa i jednocześnie problem z regularnym nadawaniem temu wszystkiemu odpowiedniego tempa. Czy więc niedawny pokaz State of Play wreszcie dowiózł?
Sony wreszcie przypomniało, że PlayStation 5 nadal ma czym strzelać

State of Play z 2 czerwca 2026 roku było ciekawe, bo pokazało aktualny stan tego, co Sony ma do zaoferowania. Formalnie nie był to pełny PlayStation Showcase, a tylko ponadgodzinny State of Play, ale skala prezentacji była większa niż w wielu poprzednich pokazach tego typu. Sony otworzyło wydarzenie nowym spojrzeniem na Marvel’s Wolverine, zamknęło je ujawnieniem God of War Laufey, a po drodze wrzuciło tak gęsty zestaw dat premier, powrotów marek i horrorów, że trudno potraktować ten pokaz jako zwykłe “uzupełnienie kalendarza”.

Wolverine wreszcie przestał być superbohaterską obietnicą

Najważniejszym materiałem otwierającym pokaz był ewidentnie Marvel’s Wolverine od Insomniac Games. Sony pokazało brutalniejszą, bardziej bezpośrednią wersję gry niż ta, którą można było sobie wyobrażać po wcześniejszych zapowiedziach. Logan nie wygląda tu jak Spider-Man z pazurami (twórcy wcześniej odpowiadali właśnie za “growych Spider-Manów”), tylko jak postać zbudowana pod agresywną walkę wręcz, ciężar ciosów, brutalne egzekucje i szybkie skracanie dystansu. Insomniac pokazało też Team X, Jean Grey oraz Reavers, czyli cybernetycznych łowców mutantów. Premiera została wyznaczona na 15 września 2026 roku na PS5.

Dla mnie to był ten moment prezentacji, w którym Sony musiało przestać mówić “mamy Wolverine’a”, a zacząć udowadniać, że ma z tego rzeczywiście pełnoprawną grę i to się udało, a przynajmniej na poziomie pierwszego mocnego wrażenia. Widać tu próbę wyraźnego odróżnienia się od Spider-Manów Insomniaca. Nadal mamy komiksowe DNA, ale tempo, cielesność i przemoc są już zupełnie inne. Jeśli studio utrzyma to w dłuższej strukturze gry, Wolverine może być dla PS5 tym, czym kiedyś były największe singleplayerowe premiery Sony.

God of War Laufey to najdziwniejsza i najodważniejsza zapowiedź pokazu

Największym zaskoczeniem było jednak God of War Laufey. Sony i Santa Monica Studio zapowiedziały kolejną odsłonę serii, ale nie przez prosty powrót Kratosa albo bezpieczne przejęcie sterów przez Atreusa. Tym razem główną postacią ma być Laufey, czyli Faye – żona Kratosa i matka Atreusa. Według opisu śmierć miała być końcem, ale dla niej staje się początkiem wyprawy przez zaświaty bogów pełne niebezpiecznej magii. Gra zmierza na PS5, ale bez konkretnej daty premiery.

Jest to ruch, który może wywołać świetne efekty albo solidne tarcia. Z jednej strony God of War od 2018 roku konsekwentnie udowadnia, że seria nie musi być wyłącznie historią gniewu Kratosa. Z drugiej strony Faye była dotąd jedną z tych postaci, które działały właśnie dlatego, że pozostawały wspomnieniem, a nie klasyczną bohaterką akcji na pierwszym planie. Mam jednak wrażenie, że Sony celowo wybrało ryzykowniejszą drogę. Po Ragnaroku prosty sequel z większym bossem i kolejną mapą wyglądałby zbyt przewidywalnie. Laufey daje serii inną perspektywę, ale też stawia pytanie, czy Santa Monica nie dopowie za dużo tam, gdzie wcześniej działała cisza. Kontrowersyjnie? Może. Zwłaszcza że marka God of War zaczyna się rozmywać i zrywać ze swoimi korzeniami w ogromnym stopniu.

Gra wizualnie robi jednak i tak świetne wrażenie, a główna bohaterka jest pełna charakteru. No cóż, tego jednak po żonie Kratosa się spodziewałem.

Końcówka 2026 roku wygląda jak korek na autostradzie premier

Najmocniejszy pośredni komunikat pokazu był prosty – Sony chce zatkać drugą połowę 2026 roku dużą liczbą premier. Dune: Awakening trafi na PS5 już 22 września 2026 roku w wersji z nowym trybem singleplayer, nowym rozdziałem historii i dodatkowymi ulepszeniami.

Control Resonant od Remedy dostało zaś datę 24 września 2026 roku i trailer fabularny z Manhattanem odkształconym przez paranormalne siły.

Silent Hill: Townfall również dostał datę 24 września 2026 roku, a nowy trailer pokazał Zoe, CRTV i kolejną istotę z Otherworldu.

Dzień później, 25 września, ma zadebiutować Onimusha: Way of the Sword, ale już teraz możemy ograć demo tej gry, które obejmuje około 30 minut początku gry i pozwala sprawdzić konkretne mechaniki.

Potem przychodzi 1 października z dwoma powrotami: Dynasty Warriors 3: Complete Edition Remastered oraz Rayman Legends Retold, a dzień później, bo 2 października, Ace Combat 8: Wings of Theve. To już nie wygląda jak spokojny kalendarz. To wygląda jak próba odzyskania narracji przed końcówką roku.

Najbardziej zastanawia mnie tu właśnie ta cała gęstość premier. Sony nie tylko pokazało jedną wielką premierę i kilka ozdobników, a serię tytułów, które mogą ze sobą walczyć o uwagę tych samych graczy. Horrory, akcja, remastery, lotniczy symulator walki, wielki survival na Arrakis i kolejne wysokobudżetowe marki. Ktoś tu chyba boi się GTA VI.

Tomb Raider: Legacy of Atlantis będzie po polsku!

Nigdy nie kupiła mnie Lara Croft, ale w całym tym zestawie powrotów wielkich marek najciekawszy jest dla mnie właśnie Tomb Raider: Legacy of Atlantis, który został zaplanowany na 12 lutego 2027 roku. Crystal Dynamics i Flying Wild Hog wracają do korzeni Lary Croft, a materiał pokazał między innymi fragmenty z Peru Lost Valley oraz znajome twarze. Wygląda to jak gra dla osób, które chcą Lary bardziej archeologicznej, bardziej przygodowej, a przy tym mniej podporządkowanej formule survivalu. Po latach rozciągania marki między restartami, remasterami i adaptacjami, powrót do ikonografii starego Tomb Raidera może okazać się dobrym wyborem.

Zwróciłem na tę produkcję uwagę zwłaszcza przez skuteczny lobbing polskich graczy, którzy (wygląda na to) wymusili na twórcach opracowanie polskiej wersji gry. Pokazuje to, że jako Polacy musimy wywierać na wydawcach presję lokalizacji gier, zamiast ulegle zgadzać się na angielskie wersje. To nie jest przejaw słabości w operowaniu językiem angielskim. To szacunek do języka i jego pielęgnacja w dziełach kultury.

Horrory dostały własny, bardzo mocny blok

Horror był jednym z wyraźniejszych tematów prezentacji. Wspomniany Silent Hill: Townfall dostał datę i nowy trailer, ILL pokazał pierwszoosobowy horror akcji z brutalnym systemem rozczłonkowywania, realistyczną fizyką i nieprzewidywalnymi potworami, a Until Dawn 2 zostało zapowiedziane jako samodzielna kontynuacja od Firesprite Games. Nowa odsłona ma wprowadzić nową obsadę, nowy świat i załogę łowców duchów, która trafia na opuszczoną tropikalną wyspę w ramach debiutanckiego odcinka dla stacji telewizyjnej. Premiera została zaplanowana na 2027 rok.

Widać tu ciekawą rzecz, bo fakt, że gatunek horror na PS5 przestaje być tylko dodatkiem, a zaczyna wyglądać jak jeden z filarów oferty. Silent Hill gra ciężarem marki, ILL próbuje sprzedać ciało, fizykę i obrzydzenie, a Until Dawn 2 celuje w interaktywny thriller z wyborami. To trzy różne odpowiedzi na ten sam głód rynku. Gracze chcą horrorów, ale niekoniecznie jednego rodzaju horroru.

W mniejszych zapowiedziach było sporo charakteru

State of Play nie było wyłącznie paradą dużych marek. Bancho The Chef wygląda jak samodzielny prequel Dave the Diver, łączący symulator gotowania, podróżnicze RPG, koty, ryby i lokalne techniki kulinarne.

Kemuri od Unseen, studia prowadzonego przez Ikumi Nakamurę, ma być nadnaturalną przygodą w pionowym Kemuri City, z eksploracją dachów, zaułków i ruin, samotnie albo w kooperacji online do trzech osób.

The Lost Wild idzie z kolei w survival horror z dinozaurami, w którym kluczowa ma być ucieczka i przetrwanie, a nie klasyczna walka.

Do tego dochodzi znane graczom pecetowym No Rest for the Wicked, które trafi na PS5 w październiku i ma dostać ponad 100 godzin zawartości, nowe bronie, bossów, przeciwników, obszary oraz przebudowany system klas.

Phantom Blade Zero nie dostało pełnego rozbioru mechanik, ale zapowiedziano osobne State of Play latem 2026 roku i premierę na PS5 29 października 2026 roku. To akurat sprytne. Sony zostawiło sobie kolejny punkt programu, zamiast spalić cały materiał w jednym pokazie.

Bijatyka Marvela i Marathon przypomniały o graniu usługowym

W prezentacji pojawiło się też MARVEL Tōkon: Fighting Souls, czyli bijatyka Arc System Works i Marvela. Pokaz przyniósł trzy nowe postacie – Magneto, Green Goblina i Carnage’a, którzy razem z Doctorem Doomem tworzą Knights of Doom. To nadal wygląda jak jedna z tych gier, które mogą eksplodować w środowisku fanów bijatyk, ale jednocześnie wymagają bardzo precyzyjnego prowadzenia po premierze. Marvel daje rozpoznawalność, Arc System Works daje doświadczenie, ale w takim gatunku o długim życiu decyduje przyjęcie przez graczy i podejście twórców do długiego wsparcia.

Marathon pojawił się z kolei w kontekście drugiego sezonu i otwartego tygodnia gry od 2 do 9 czerwca, a to wszystko bez wymogu PlayStation Plus. W tym fragmencie najmniej czuć klasyczne PlayStation, a najbardziej nową rzeczywistość Sony, w której firma nie może polegać wyłącznie na wielkich grach singleplayer.

Nie wiem, czy Marathon stanie się dla Sony tym, czym wydawca chciałby, żeby się stał, ale sam fakt, że dostał miejsce obok Wolverine’a, God of Wara i Tomb Raidera, dobrze pokazuje zbudowane w ostatnich latach napięcie między dawną tożsamością PlayStation a próbą budowania czegoś bardziej powtarzalnego, sezonowego i stale obecnego. Umówmy się jednak – na sukces pokroju Arc Raiders czy tym bardziej Fortnite, nie ma już co liczyć.

Sony nie pokazało nowej konsoli, ale pokazało coś ważniejszego dla PS5

W tym pokazie nie było nowego sprzętu, wielkiego zwrotu usługowego ani jednej zapowiedzi, która zdominowałaby Internet na pół roku, jak takie GTA VI czy nowy Wiedźmin. Było za to coś, czego PlayStation potrzebowało bardziej – poczucie, że PS5 ma przed sobą konkretną, gęstą i gatunkowo różnorodną przyszłość. Dlatego też dla mnie State of Play z 2 czerwca 2026 roku było pokazem defensywnie-ofensywnym. Defensywnym, bo Sony musiało odpowiedzieć na poczucie, że zbyt długo każe graczom czekać na twarde daty i gameplaye. Ofensywnym, bo lista gier na końcówkę 2026 roku wygląda jak seria uderzeń chcąca uszczknąć kasę od graczy przed tym, nim zrobi to GTA VI.

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.