Kosztuje prawie tyle co smartfon i z dumą nie robi nic pożytecznego. Ludzie i tak go pokochali

Elektronika powinna rozwiązywać jakiś problem lub chociaż ułatwiać życie, prawda? Cóż, tak zawsze powtarzają producenci sprzętów. Smartwatch miał poprawić zdrowie, inteligentny pierścień monitorować sen, a kolejne generacje asystentów AI obiecywały zwiększenie produktywności, uporządkowanie życia i najlepiej jeszcze przygotowanie prezentacji przed poranną kawą. Jednak czasem pojawiają się takie gadżety jak Starboy, które w zasadzie nie robią nic.
Kosztuje prawie tyle co smartfon i z dumą nie robi nic pożytecznego. Ludzie i tak go pokochali

To niewielkie urządzenie przypinane do torby, plecaka albo kluczy, które kosztuje od 200 do nawet 440 dolarów, wykorzystuje elementy sztucznej inteligencji, ma ekran OLED, kamerę i zestaw czujników, a mimo to jego twórcy otwarcie mówią, że nie ma zmieniać życia użytkownika. Nie ma zwiększać produktywności, nie ma zastępować telefonu, nie ma być terapeutą, trenerem ani cyfrowym asystentem. Ma po prostu… istnieć. I najwyraźniej właśnie za to ludzie zaczęli go kochać.

Gadżet dla ludzi zmęczonych gadżetami

Starboy przypomina skrzyżowanie Tamagotchi, breloczka i designerskiej biżuterii. Na pierwszy rzut oka wygląda jak niewielka gwiazdka z ekranem OLED, na którym wyświetlana jest animowana twarz. Nie jest to jednak zwykła animacja. Nad projektem postaci pracował były animator Disneya, a sam twórca urządzenia twierdzi, że dostępnych jest ponad 5000 wariantów oczu i ekspresji.

Urządzenie obserwuje otoczenie za pomocą kamery, reaguje na gesty, temperaturę i ruch. Jeśli potrząśniemy nim energicznie, dostanie zawrotów głowy. Jeśli pokażemy mu obraźliwy gest, obrazi się. Włożony do zamrażarki zacznie drżeć z zimna. Można też sprawdzić poziom baterii pokazując kciuk w górę, co należy do nielicznych funkcji mających jakikolwiek praktyczny sens. Reszta jest właściwie zabawą dla samej zabawy i właśnie tutaj zaczyna się najbardziej interesująca część całego projektu.

Przez ostatnie lata widzieliśmy wysyp urządzeń próbujących zastąpić smartfon albo przynajmniej przejąć część jego funkcji. Humane AI Pin, Rabbit R1 czy cała armia kolejnych asystentów AI próbowała przekonać użytkowników, że przyszłość nie będzie wyglądała jak ekran w kieszeni. Efekty były, delikatnie mówiąc, różne. Może dlatego twórcy Starboya uznali więc, że nie ma sensu uczestniczyć w tym wyścigu.

Czytaj też: To może być najbardziej absurdalny chatbot AI tego roku. A może nawet dekady

Urządzenie nie łączy się ze smartfonem. Nie ma aplikacji. Nie synchronizuje danych z chmurą. Nie wymaga abonamentu. Nie wysyła powiadomień. Nie próbuje przyciągać uwagi co kilka minut. Jeden z jego twórców, Daniel Kuntz, przyznaje wręcz, że brak integracji ze smartfonem jest decyzją bardziej filozoficzną niż technologiczną.

Nie nazywajcie go AI

Tutaj taka ciekawostka, bo chociaż Starboy faktycznie wykorzystuje elementy sztucznej inteligencji, to twórcy jakoś dziwnie odcinają się od tej etykiety, unikając używania słów „AI” w materiałach marketingowych niemal tak konsekwentnie, jak inne firmy próbują je wciskać do każdego zdania.

Według Kuntza urządzenie jest wręcz pewnego rodzaju odpowiedzią na modę na AI. Nie kolejnym asystentem próbującym udowodnić swoją przydatność, ale demonstracją tego, że technologia może czasem istnieć wyłącznie dla przyjemności. To dość przewrotne podejście, zwłaszcza gdy większość branży próbuje przekonać nas, że sztuczna inteligencja musi być rozwiązaniem każdego problemu, nawet jeśli nikt wcześniej nie uważał tego za problem.

Czytaj też: G-Shock zamienił zegarek w japoński lampion. I wygląda to zaskakująco dobrze

Najłatwiej byłoby nazwać Starboya elektronicznym zwierzakiem, ale to nie oddaje całego charakteru projektu. Twórcy częściej porównują go do luksusowych akcesoriów albo designerskich przedmiotów kolekcjonerskich niż do klasycznych gadżetów. Urządzenie powstaje w różnych wykończeniach, między innymi ze stali nierdzewnej i mosiądzu. Każdy egzemplarz ma własny zestaw animacji i indywidualny wygląd. W przyszłości Starboye mają komunikować się ze sobą przez Bluetooth, tworząc coś w rodzaju małej społeczności cyfrowych stworzeń.

Wydaje mi się, że dopiero tutaj można w końcu dostrzec sens (a raczej jego brak) tego projektu. Kiedy myślimy o nim w kategoriach elektroniki, to oczywiście, że wydawanie takich pieniędzy będzie bezsensowne. Jeśli jednak wejdziemy w kategorię luksusowych dodatków, to wszystko zmienia. Te bowiem nie muszą być użyteczne, mają po prostu wyglądać.

Ciężko więc powiedzieć, że Starboy jest komukolwiek potrzebny, bo nie jest. Nie zmieni magicznie życia i nie rozwiąże żadnego problemu. Jednak chyba właśnie o to w tym chodzi. Tu nikt nie próbuje niczego udawać, twórcy stawiają sprawę jasno i to całkiem odświeżające w końcu zobaczyć urządzenie, które wręcz mówi: „jestem tylko małym dziwnym stworkiem, który chce z tobą posiedzieć”. To absurdalne, niepraktyczne i zdecydowanie za drogie, ale może się podobać.

Źródło: Starboy

Napisane przez

Joanna Marteklas

Redaktor
Zajmuję się tematyką nowych technologii i ich wpływu na codzienne życie. Piszę o cyfrowej kulturze, innowacjach oraz trendach zmieniających sposób, w jaki pracujemy i komunikujemy się ze sobą. Szczególnie interesuje mnie relacja między rozwojem technologii a współczesną popkulturą. W wolnych chwilach zakopuję się w książkach i komiksach — najczęściej w fantastyce i wuxia.