Koniec gimnazjalnego koszmaru. Gmail w końcu pozwala naprawić błędy młodości

Pierwszy adres e-mail, najczęściej zakładany jeszcze w czasach nastoletnich, miał brzmieć fajnie. Wybieraliśmy więc wybierając jakiś świetnie brzmiący pseudonim, ulubioną postać z gry, filmu, albo po prostu losowy ciąg znaków, który w tamtym momencie wydawał się szczytem buntu i oryginalności. Wszystko było dobrze, podawało się go wszędzie, podpinając pod niego subskrypcje, banki, aplikacje. Aż przyszła dorosłość, konieczność stworzenia CV i zalezienia pracy. I nagle ten nasz adres Gmail, który kiedyś brzmiał „coo” stał się nagle potwornie żenujący. Pozostawało jedynie zrobić nowy, bardziej dorosły i żonglować oboma.
Koniec gimnazjalnego koszmaru. Gmail w końcu pozwala naprawić błędy młodości

Na szczęście z tym koniec, bo Google w końcu usłyszał nasze błagania o litość i wprowadził w Gmailu rewolucyjną funkcję, która pozwala oficjalnie zmienić adres e-mail i to bez utraty jakichkolwiek danych czy konieczności przenoszenia całego cyfrowego życia na nowe konto.

Święty spokój i profesjonalny wizerunek w kilka sekund

O tej rewolucji po raz pierwszy usłyszeliśmy pod koniec ubiegłego roku, a potem w marcu, kiedy to gigant wprowadził funkcję w USA. Teraz natomiast narzędzie oficjalnie i globalnie zalewa konta pozostałych użytkowników. Opcja jest wdrażana stopniowo, więc jeśli jeszcze nie widzicie jej u siebie, to tylko kwestia czasu, kiedy pojawi się w panelu.

Co niezwykle ważne, Google nie daje nam pełnej dowolności – wciąż poruszamy się wewnątrz ekosystemu, co oznacza, że stary adres kończący się na @gmail.com możemy wymienić wyłącznie na nowy, również z taką samą końcówką. Niby to wydaje się oczywiste, ale wdziałam już, że niektórzy na to narzekają, więc lepiej o tym wspomnieć. Sam proces jest jednak banalnie prosty i można go przeprowadzić zarówno z poziomu przeglądarki na komputerze, jak i w aplikacji mobilnej na Androidzie oraz iOS.

Całość sprowadza się do wejścia w ustawienia, wybrania opcji „Zarządzaj kontem Google”, a następnie przejścia do sekcji „Dane osobowe”. Tam, w zakładce „E-mail”, wystarczy kliknąć na swój dotychczasowy adres i wybrać zbawienną funkcję „Zmień adres na koncie Google”. Dalej system poprowadzi was za rękę.

Jeśli zaś chodzi o ten stary, wstydliwy adres, to nie ma się co martwić. Gigant go nie usunie i nie odetnie nas od dotychczasowych wiadomości. Po ustawieniu nowego, profesjonalnie brzmiącego maila, stary adres staje się automatycznie tzw. adresem dodatkowym. Oznacza to, że wiadomości wysyłane przez znajomych czy instytucje, które wciąż mają w swoich bazach stary login, bez problemu trafią do tej samej, jednej skrzynki odbiorczej. Najważniejsze jest jednak to, że stary adres nadal może służyć do logowania się we wszystkich usługach ekosystemu – na YouTubie, Mapach, Dysku Google czy w sklepie Google Play. Dostajemy więc idealną, czystą fasadę dla świata zewnętrznego, zachowując nienaruszone cyfrowe zaplecze.

Czytaj też: Kupujesz najtańszego flagowca? W przyszłym roku Samsung nie potraktuje Cię gorzej

Jak to zwykle bywa przy tak dużych zmianach systemowych, Google wprowadził też kilka twardych reguł, by uniknąć chaosu i masowego nadużywania tej opcji przez spamerów.

  • Maksymalnie 3 zmiany – w ciągu całego życia konta można utworzyć maksymalnie 3 nowe adresy e-mail. Łącznie, wliczając ten pierwotny, do jednego konta Google może być na stałe przypisanych 4 adresy.
  • Brak opcji usuwania – raz utworzonego, nowego adresu nie można ot tak skasować. Pozostaje on przypisany do naszego konta. Niemożliwe jest też „odpięcie” go i oddanie znajomemu czy użycie do założenia zupełnie nowego profilu od zera.
  • Roczna blokada – jeśli zmienicie zdanie, w dowolnym momencie możecie wrócić do poprzedniego adresu e-mail. Musicie jednak pamiętać, że po takim powrocie system zablokuje możliwość tworzenia kolejnego, nowego adresu na pełne 12 miesięcy.

Nowy początek w kilku prostych krokach

Ta nowość od Google to jedna z tych wyczekiwanych od lat zmian, które realnie poprawiają komfort psychiczny milionów użytkowników sieci. Wydanie tych kilku minut na przeklikanie ustawień i zamianę młodzieńczej fantazji na dorosłe, schludne imię i nazwisko to prawdopodobnie najlepsza darmowa inwestycja w swój profesjonalny wizerunek, jaką można zrobić w tym roku.

Czytaj też: OnePlus zwija żagle z Europy? Absurdalne decyzje serwisu i pustki na stronie tylko to potwierdzają

Koniec z kombinowaniem, zakładaniem kolejnych skrzynek-widm i żmudnym przekierowywaniem poczty. Gigant z Mountain View nareszcie pozwolił nam zamknąć tamten wstydliwy, młodzieńczy rozdział i wejść w dorosły świat technologii z podniesioną głową – bez konieczności palenia za sobą mostów i żegnania się z gigantycznym archiwum dotychczasowych wiadomości.

Napisane przez

Joanna Marteklas

Redaktor
Zajmuję się tematyką nowych technologii i ich wpływu na codzienne życie. Piszę o cyfrowej kulturze, innowacjach oraz trendach zmieniających sposób, w jaki pracujemy i komunikujemy się ze sobą. Szczególnie interesuje mnie relacja między rozwojem technologii a współczesną popkulturą. W wolnych chwilach zakopuję się w książkach i komiksach — najczęściej w fantastyce i wuxia.