Pamiętacie jeszcze, jakie zamieszanie wywołał dziesięć lat temu jubileuszowy iPhone X? Wtedy bezramkowy ekran i system Face ID wyznaczyły kierunek rozwoju dla całej branży na kolejne lata. Wygląda na to, że kolejny rocznicowy model ma powtórzyć ten sukces, a pierwsze przecieki z łańcucha dostaw zwiastują prawdziwą rewolucję w designie.
Prawie 7 cali na przednim panelu
Najnowsze doniesienia pochodzące od cenionego w branży leakera Digital Chat Station wskazują, że Apple aktywnie testuje w swoich laboratoriach największy wyświetlacz w historii marki. Mowa o panelu o przekątnej 6,96 cala, który marketingowo ma być promowany po prostu jako pełne 7 cali. Taki gabaryt niebezpiecznie zbliża smartfon do rozmiarów kompaktowych tabletów, takich jak chociażby iPad mini.
Co prawda 7 cali może przerażać, zwłaszcza że iPhone 17 Pro Max ma już 6,9”, więc różnica nie jest aż tak duża. Zwłaszcza że, zgodnie z przeciekami, gigant ma zachować dotychczasowe proporcje ekranu, co w połączeniu z ekstremalnie odchudzonymi ramkami sprawi, że smartfon będzie leżał w dłoni równie komfortowo jak obecne flagowce z serii Pro Max. Wszystko po to, by wcielić w życie wieloletnią wizję projektantów – stworzenie urządzenia, które z wyglądu przypomina idealnie jednolitą, gładką „taflę szkła”.
Czytaj też: iPhone 18 Pro z rewolucją w aparacie i procesorze. Mnie jednak dalej martwi cena
Żeby to osiągnąć, trzeba będzie też innych zmian. Pierwszą będzie zagięty z czterech stron ekran, co pozwoli na płynne, niemal bezszwowe przejście wyświetlacza w krawędzie obudowy. Dalej pod ekran trafi moduł rozpoznawania twarzy, co było plotkowane już od lat. Technologia Under-display Face ID sprawi, że czujniki odpowiedzialne za biometrię schowają się pod matrycą, eliminując wycięcia na przednim panelu.
Czytaj też: Apple znów podnosi ceny. Kryzysem na rynku pamięci tego nie da się już usprawiedliwić
Oprócz tego pojawiło się kilka innych informacji. Wedle nich, konstrukcja zyska też wzmocnioną powłokę Ceramic Shield na bokach oraz fizyczne przyciski haptyczne, które zastąpią tradycyjne, klikające elementy mechaniczne. Do tego dojdą potężne ogniwa zasilające – bateria w rocznicowym wariancie ma osiągnąć pojemność aż do 6000 mAh, a specyfikację dopełni wreszcie zwrotne ładowanie bezprzewodowe, pozwalające podładować na pleckach telefonu chociażby słuchawki AirPods. Taka pojemność sugeruje, że Apple może w końcu pójść w ślady chińskiej konkurencji i skorzystać z ogniw na bazie krzemu.
iPhone 20 czy nowa nazwa?
Z racji, że na dziesiątą rocznicę gigant wypuścił iPhone’a X, jest duża możliwość, że podobnie stanie się i przy okazji kolejnych okrągłych urodzin. To oznaczałoby limitowany, rocznicowy model sprzedawany po prostu osobno. Jednak to nie jedyny scenariusz, na jaki wskazują plotki. Inne źródła skłaniają się ku teorii, że Apple wszystkie te zmiany wprowadzi po prostu w ramach modeli Pro i zmieni ich nazwę z „dziewiętnastek”, jakie powinny pojawić się w przyszłym roku, na „dwudziestki”.
Warto tylko pamiętać, że został jeszcze ponad rok do premiery iPhone’a 20 (jak umownie go nazywamy), więc wszystko może się jeszcze zmienić.
Źródło: Digital Chat Station
