Na samym początku musimy odpowiedzieć na najważniejsze pytanie, bo tak – sto złotych wystarcza na sensowną mysz do grania, ale tylko pod warunkiem, że nie damy się zahipnotyzować podświetleniu i pięciocyfrowemu DPI. Trzeba też pamiętać, że w tym budżecie sam kabel, a więc tryb przewodowy, jest zaletą. Producent nie musi bowiem płacić za akumulator, odbiornik ani układ radiowy, więc tym samym więcej budżetu może przeznaczyć na sensor, przełączniki i sztywną obudowę. Nie oznacza to naturalnie, że każda przewodowa mysz za stówę będzie dobra. Oznacza jedynie, że za tę samą cenę łatwiej znaleźć solidny model z kablem niż równie dopracowaną konstrukcję bezprzewodową.
Co naprawdę ma znaczenie w myszy za 100 zł?
Zacznijmy od sensora, ale nie od maksymalnej wartości DPI nadrukowanej na opakowaniu, którą producenci nierzadko przedstawiają tak, jakby był to kluczowy element specyfikacji. Nie jest. W rzeczywistości mało kto rzeczywiście potrzebuje 12000, 16000 albo 26000 DPI. Znacznie ważniejsze jest to, czy sensor działa stabilnie przy rozsądnych ustawieniach, nie gubi się podczas szybkich ruchów i nie dodaje nieprzewidywalnego wygładzania albo przyspieszenia.

Sam maksymalny poziom DPI nie opisuje więc jakości sensora. Liczą się również prędkość maksymalna, przyspieszenie, stabilność raportowania, wysokość odcięcia oraz zgodność rzeczywistej czułości z ustawioną wartością. Tego ostatniego często nie da się ocenić na podstawie specyfikacji, dlatego własne testy i niezależne pomiary pozostają ważniejsze od liczby umieszczonej na pudełku.

W przypadku taniej myszy równie istotne są kształt, masa, przewód i ślizgacze. Powód jest prosty – właśnie te elementy czuć przy każdym ruchu. Tradycyjna częstotliwość raportowania na poziomie 1000 Hz spokojnie wystarcza w tej klasie. Znacznie większą różnicę zrobi wygodna bryła i miękki kabel niż przejście z 1000 na kilka tysięcy herców.

Innymi słowy, od myszy do 100 złotych oczekiwałbym przede wszystkim dobrej podstawy. Nie potrzebujemy eksperymentalnych funkcji ani technologii mających zapewnić magiczną przewagę. Potrzebujemy konstrukcji, która nie będzie przeszkadzała dłoni, kabla niewalczącego z każdym ruchem oraz sensora, któremu można zaufać przy normalnej czułości.
5. HyperX Pulsefire Core – duża bryła i siedem przycisków za niewielkie pieniądze
Cena: około 60-100 zł | Masa: 87 g | Sensor: PixArt PAW3327, do 6200 DPI | Raportowanie: 1000 Hz | Przyciski: 7
HyperX Pulsefire Core jest jedną z najstarszych konstrukcji w tym zestawieniu, ale nadal może mieć sens przy odpowiednio niskiej cenie. Producent zastosował w tym modelu sensor PixArt PAW3327, siedem programowalnych przycisków oraz większą obudowę, która może lepiej pasować osobom szukającym wyraźniejszego podparcia dłoni. Mysz waży 87 gramów, więc na tle współczesnych lekkich konstrukcji zdecydowanie nie jest już byle piórkiem.


Jej największą zaletą jest właśnie połączenie większej bryły, siedmiu przycisków i niskiej ceny. Może sprawdzić się w RPG-ach, grach strategicznych, prostszych MMO oraz codziennej pracy, w której dodatkowe przyciski boczne rzeczywiście się przydają. Ustawienia DPI, makra i podświetlenie można zmieniać w oprogramowaniu HyperX NGENUITY, a jeden profil zapisać w pamięci urządzenia.
Pulsefire Core nie jest jednak ewidentnie myszką dla wymagającego gracza FPS. Masa jest wysoka, przewód pamięta starsze standardy, a cała konstrukcja wyraźnie odstaje świeżością od pozostałych modeli w rankingu. Nie miałem jej również w rękach w ramach testu, choć sprawdziłem wersję Pulsefire Haste, dlatego rekomendacja opiera się na specyfikacji, cenie i pozycji tego modelu względem nowszej konkurencji.


HyperX ma sens przede wszystkim w okolicach 60-70 złotych. Przy cenie zbliżającej się do 100 złotych przestaje być atrakcyjny, bo w tym samym budżecie można kupić znacznie lżejszego ASUS-a lub nowocześniejszego Genesisa.
4. Logitech G102 LIGHTSYNC – najbezpieczniejszy, ale już nie najlepszy technicznie wybór
Cena: około 90-100 zł w promocji | Masa: około 85 g | Sensor: do 8000 DPI | Raportowanie: 1000 Hz | Przyciski: 6 programowalnych
Logitech G102 LIGHTSYNC przez lata był jednym z najłatwiejszych do polecenia modeli w okolicach 100 złotych i nadal pozostaje bezpiecznym zakupem. Podczas mojego porównania Logitech G102 LIGHTSYNC i Genesis Krypton 555 dobrze wypadły spasowanie, przyciski, przewód oraz oprogramowanie, a niewielka, symetryczna bryła zapewniała naturalną kontrolę przy chwycie palcami lub pazurem.

G102 nie wygrywa jednak już ani masą, ani nowoczesnością konstrukcji. Około 85 gramów jeszcze kilka lat temu nikogo nie dziwiło, ale dziś konkurenci schodzą w okolice 50-60 gramów bez stosowania wyjątkowo drogiej technologii. Sam sensor działa poprawnie przy typowej czułości, lecz nie daje Logitechowi przewagi nad nowszymi modelami.

Większa dłoń może nie dostać tutaj podparcia, którego potrzebuje, a przewód nie jest tak miękki jak w najlepszych współczesnych konstrukcjach. G102 ma jednak zaletę szczególnie ważną dla osoby kupującej swoją pierwszą mysz gamingową – trudno wpaść na ukrytą pułapkę. Obudowa jest sprawdzona, oprogramowanie Logitech G HUB rozbudowane, a ogromna popularność modelu ułatwia znalezienie poradników i gotowych ustawień.

Logitech nadal jest szeroko dostępny, ale jego opłacalność zależy od ceny. Poleciłbym go osobie, która chce po prostu podłączyć mysz, ustawić czułość i grać. Nie nazwałbym go jednak najlepszą technicznie myszą do 100 złotych, bo konkurencja zdążyła wyraźnie pójść do przodu.
3. ASUS TUF Gaming M3 Gen II – lekka i ergonomiczna mysz z pełną obudową
Cena: około 100 zł | Masa: 59 g | Sensor: do 8000 DPI | Raportowanie: 1000 Hz | Odporność: IP56 | Przyciski: 6
ASUS TUF Gaming M3 Gen II pokazuje, jak mocno potaniały lekkie myszy. Konstrukcja waży 59 gramów, a producent osiągnął ten wynik bez wycinania otworów w całej obudowie. Dla osób, które nie lubią konstrukcji przypominających plaster miodu, może to być jeden z najciekawszych modeli w tym budżecie.
Czytaj też: Test myszki Genesis Zircon 880 PRO. Pełen pakiet nowoczesnej myszki w niskiej cenie

M3 Gen II oferuje sensor o maksymalnej czułości 8000 DPI, częstotliwość raportowania 1000 Hz, sześć programowalnych przycisków oraz trzy profile zapisywane w pamięci. Obudowa otrzymała również deklarowaną odporność IP56 na kurz i wodę, a przełączniki mają wytrzymać do 60 milionów kliknięć. Na spodzie znalazły się z kolei ślizgacze wykonane z PTFE.


Najważniejszy jest jednak kształt. ASUS ma praworęczną, ergonomiczną bryłę, więc nie będzie równie uniwersalny jak G102 albo ROG Harpe Mini Core. Zwolennik symetrycznych myszy lub osoba leworęczna powinna skierować uwagę gdzie indziej. Kabel również nie wygląda na tak dopracowany jak ROG Paracord zastosowany w Harpe Mini Core.

Moja ocena opiera się jednak głównie na specyfikacji, aktualnej cenie oraz pozycji modelu względem konkurencji. Mimo tego uważam, że jest to sensowna propozycja dla gracza szukającego lekkiej, praworęcznej myszy z pełną obudową.
2. Genesis Krypton 660 – najlepszy stosunek ceny do możliwości
Cena: około 80 zł | Masa: 49 g | Sensor: PAW3327, do 12000 DPI | Raportowanie: 1000 Hz | Przyciski: 6
Genesis Krypton 660 przejmuje w tym zestawieniu miejsce starszego Kryptona 555. Nowszy model oferuje dziś lepszą podstawę w podobnej, a czasami nawet niższej cenie.

Krypton 660 waży zaledwie 49 gramów, ma sensor PixArt PAW3327 o maksymalnej czułości 12000 DPI, sześć przycisków oraz elastyczny przewód typu Paracord. Biała wersja kosztuje obecnie około 72 złotych, a czarna bywa nieco droższa, co sprawia, że Genesis jest jednym z najtańszych sposobów na wejście w świat naprawdę lekkich myszy.


Oczywiście niska masa nie bierze się znikąd. Obudowa została mocno podziurawiona, co nie każdemu przypadnie do gustu. Taka konstrukcja szybciej zbiera również kurz i jest trudniejsza do utrzymania w czystości niż zamknięta skorupa. Nie zakładałbym też automatycznie, że jakość bocznych przycisków i rolki będzie odpowiadała znacznie droższym modelom.

Nie testowałem Kryptona 660, więc nie chcę udawać, że wiem o nim wszystko. Na papierze oraz przy obecnej cenie wygląda jednak na najbardziej opłacalny model w zestawieniu. Za około 70-85 złotych trudno znaleźć drugą konstrukcję oferującą podobnie niską masę, rozsądny sensor i elastyczny przewód. Dlatego też model Krypton 660 poleciłbym przede wszystkim graczom szybkich strzelanek, którzy chcą możliwie lekkiej myszy i nie przeszkadza im perforowana obudowa.
1. ASUS ROG Harpe Mini Core – to najlepsza technicznie mysz do 100 złotych
Cena: około 100 zł | Masa: 52 g | Sensor: do 12000 DPI | Prędkość maksymalna: 300 IPS | Przyspieszenie: 35 G | Przyciski: 6
ASUS ROG Harpe Mini Core jest dla mnie największym zaskoczeniem tego zestawienia, a to dlatego, że za około 100 złotych łączy elementy, które jeszcze niedawno były zarezerwowane dla znacznie droższych modeli. Mysz waży 52 gramy, ma zamkniętą obudowę, sensor o maksymalnej czułości 12000 DPI, prędkości śledzenia do 300 IPS i przyspieszeniu do 35 G. Producent zastosował również ślizgacze wykonane w 100 procentach z PTFE, elastyczny przewód ROG Paracord oraz dodatkowy komplet stopek.
Czytaj też: Test myszki Razer DeathAdder V3 Pro, którą zachwycają się e-sportowcy

Najciekawsze są jednak gniazda Push-Fit Switch Sockets. Pozwalają one bowiem wymienić główne przełączniki bez lutowania, co w myszy za mniej niż 100 złotych jest wyjątkowo praktycznym dodatkiem. Zużyty albo wadliwy przełącznik nie musi od razu oznaczać końca całej myszy. Standardowe przełączniki ROG Micro Switch II mają przy tym deklarowaną trwałość do 100 milionów kliknięć.

Harpe Mini Core nie jest jednak modelem dla każdego. Obudowa jest kompaktowa, więc najlepiej powinna pasować do małej lub średniej dłoni oraz chwytu palm lub claw. Osoba szukająca dużej, ergonomicznej konstrukcji z mocnym podparciem wnętrza dłoni może lepiej dogadać się z ASUS-em TUF Gaming M3 Gen II albo HyperX-em.
Którą mysz do 100 zł kupić?
ASUS ROG Harpe Mini Core jest obecnie najlepszym technicznie wyborem, jeśli weźmiemy pod uwagę obietnice producenta. Łączy niską masę, pełną obudowę, miękki przewód, ślizgacze PTFE i wymienne przełączniki, czyli zestaw, którego trudno było oczekiwać w tej cenie jeszcze kilka lat temu. Genesis Krypton 660 wybrałbym wtedy, gdy najważniejszy jest stosunek ceny do możliwości. Za około 80 zł otrzymujemy wyjątkowo lekką konstrukcję, choć trzeba zaakceptować perforowaną obudowę.

Czytaj też: Test myszki Lamzu Atlantis Mini. To nie myszka, a sztuka
ASUS TUF Gaming M3 Gen II jest najciekawszy dla osoby szukającej lekkiej, praworęcznej i ergonomicznej myszy z zamkniętą skorupą. Logitech G102 LIGHTSYNC pozostaje natomiast najbezpieczniejszą rekomendacją opartą na sprawdzonej konstrukcji i moim własnym teście, ale nie jest już najlepszym modelem pod względem parametrów. Finalnie HyperX Pulsefire Core ma sens przede wszystkim przy wyraźnie niższej cenie oraz wtedy, gdy potrzebujemy większej bryły i siedmiu przycisków. W budżecie 100 złotych nie kupujemy magicznej przewagi w grze. Możemy jednak kupić sprzęt, który posłuży kilka lat i nie będzie irytował na co dzień.

