Teleskop Webba sprawdził, gdzie istnieją sfery Dysona. Wynik tych poszukiwań zmieni przyszłość astronomii

Kilka miesięcy temu dwa niepozorne czerwone karły znalazły się w centrum zainteresowania astronomów poszukujących technosygnatur, czyli możliwych oznak istnienia zaawansowanych cywilizacji. Obiekty te wyróżniały się nadmiarem promieniowania podczerwonego, co teoretycznie mogłoby wskazywać na obecność sfer Dysona. Najnowsze obserwacje wykonane przez Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba miały zapewnić ostateczne rozwiązanie tej zagadki.
Teleskop Webba sprawdził, gdzie istnieją sfery Dysona. Wynik tych poszukiwań zmieni przyszłość astronomii

Sfera Dysona to jedna z najbardziej znanych koncepcji w astronomii i badaniach nad możliwością istnienia inteligentnego życia we wszechświecie. Zaproponowana przez fizyka Freemana Dysona idea zakłada, iż wystarczająco rozwinięta cywilizacja mogłaby otoczyć swoją gwiazdę gigantycznym systemem satelitów lub kolektorów energii, przechwytując znaczną część emitowanego przez nią promieniowania. Taka megastruktura nie byłaby widoczna bezpośrednio, lecz powinna emitować ogromne ilości ciepła w zakresie podczerwieni. To właśnie takich anomalii od lat poszukują astronomowie. 

Czytaj też: Łazik Perseverance natrafił na osobliwy ślad na Marsie. Poszukiwacze życia pozaziemskiego w ekstazie

W 2024 roku naukowcy działający w ramach projektu Hephaistos przeanalizowali dane z misji Gaia, 2MASS i teleskopu WISE, identyfikując kilkadziesiąt gwiazd wykazujących nietypową emisję w podczerwieni. Większość kandydatów udało się szybko wykluczyć, jednak siedem obiektów nadal wydawało się wyjątkowo intrygujących. Dwa z nich uznano za najbardziej obiecujące cele do szczegółowych obserwacji za pomocą teleskopu Jamesa Webba. 

Badacze wykorzystali instrument MIRI pracujący w średniej podczerwieni, który oferuje rozdzielczość wielokrotnie przewyższającą możliwości wcześniejszego teleskopu WISE. Już pierwsze obrazy przyniosły odpowiedź. Zamiast pojedynczego źródła promieniowania Webb zarejestrował dwa odrębne obiekty znajdujące się niemal na tej samej linii widzenia. Jeden z nich był pobliską gwiazdą, natomiast drugi okazał się znacznie bardziej odległą galaktyką. W danych z WISE oba obiekty zlewały się w jeden, przez co sprawiały wrażenie gwiazdy emitującej niezwykle silne promieniowanie podczerwone. 

Dalsze analizy spektroskopowe potwierdziły tę interpretację. W pierwszym przypadku źródłem nadmiaru podczerwieni była bardzo odległa galaktyka typu Hot DOG, czyli silnie przesłonięta pyłem galaktyka o wyjątkowo wysokiej temperaturze i intensywnej aktywności. Znajduje się ona w odległości odpowiadającej przesunięciu ku czerwieni około 0,9. Drugi przypadek dotyczył galaktyki położonej bliżej, przy przesunięciu ku czerwieni około 0,4. Była to galaktyka o nieregularnej budowie, w której zachodzi intensywne tworzenie nowych gwiazd, a ogromne ilości pyłu również powodują bardzo silną emisję w podczerwieni.

Czytaj też: Taniec gwiazd i mgławic. Kamera DECam uchwyciła kosmiczne arcydzieło

Zdaniem autorów artykułu mającego obecnie formę preprintu ich odkrycie będzie miało ogromne znaczenie dla przyszłych poszukiwań technosygnatur. Nie oznacza porażki programu, lecz pokazuje, jak łatwo obserwacje prowadzone przez teleskopy o niższej rozdzielczości mogą ulec iluzji wywołanej przez przypadkowe ustawienie odległych obiektów na tej samej linii widzenia. Webb po raz kolejny udowodnił, że potrafi rozdzielać źródła światła, które dla wcześniejszych instrumentów były nierozróżnialne.

Źródło: arXiv

Napisane przez

Aleksander Kowal

Redaktor
Z wykształcenia romanista (język francuski oraz hiszpański) ze specjalizacją z traduktologii. Dziennikarską przygodę rozpocząłem około piętnastu lat temu, początkowo w związku z recenzjami gier komputerowych i filmów. Obecnie publikuję zdecydowanie częściej na tematy związane z nauką oraz technologią. W wolnym czasie uwielbiam podróżować, śledzić kinowe i książkowe nowości, a także uprawiać oraz oglądać sport.