Stany Zjednoczone ograniczają chińskim producentom dostęp do ich rynku w sytuacji, gdy produkty oraz działania firm je tworzących mogą stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa krajowego. O tym, że nie zawsze taka opinia musi mieć poparcie w faktach, udowadniano już przy okazji oskarżeń wobec Huawei, które nigdy nie zostały potwierdzone. Firma z wiodącego gracza na rynku smartfonów z dnia na dzień musiała stworzyć swoją tożsamość od nowa.
To tylko jeden z wielu przypadków, bo już wkrótce tak stanie się też z samochodami chińskich marek mających oprogramowanie z Chin. Federalna Komisja Łączności coraz dokładniej przygląda się innym kategoriom konsumenckiego sprzętu, przez co nie można zarejestrować nowych dronów DJI i innych chińskich marek. Do tego grona produktów dołączą też roboty – humanoidalne, czworonożne, ale też i robotyczne ramiona oraz roboty sprzątające.
Praktycznie każdy robot sprzątający jest objęty zakazem
Napięcia między Stanami Zjednoczonymi a Chinami nie ustępują. Pekin oskarża USA o instrumentalne wykorzystywanie przepisów bezpieczeństwa narodowego i “zniekształcenie rynku”. Rząd Chin zapowiada przy tym działania odwetowe. To oczywiście zła wiadomość dla Unitree (ich robot w Polsce jest najbardziej znany jako Edward Warchocki) czy AGIBOT, które produkują humanoidalne konstrukcje.

Grono dotkniętych tym zakazem jest jednak znacznie szersze. Ucierpi na tym przemysł, gdzie na magazynach i taśmach produkcyjnych pojawiały się robotyczne ramiona z kamerami i sensorami. Tak naprawdę zakazem objęte jest niemal każdy kierowany oprogramowaniem z Chin robot, który porusza się po ziemi, waży ze stacją dokującą więcej niż 2 kilogramy i który może postrzegać środowisko, w którym się znajduje i korzysta z łączności bezprzewodowej.
Roboty sprzątające, ale i autonomiczne kosiarki, roboty dostarczające jedzenie czy maszyny pakujące i sortujące paczki też są objęte tym zakazem. Jedną z motywacji do wprowadzenia zakazu była sytuacja, w której jeden człowiek uzyskał dostęp do prawie 7000 robotów sprzątających DJI ze względu na słabe zabezpieczenia.
Podobnie jak w przypadku zakazu routerów, sytuacja ta efektywnie wyklucza większość graczy z amerykańskiego rynku. Nawet iRobot, który niedawno wrócił do żywych dzięki podwykonawcy Picea, jest teraz firmą z chińską produkcją. Nie tak dawno na chińską produkcję zdecydował się Dyson.
W Europie raczej nie odczujemy turbulencji, ale robotom warto się przyglądać
Ograniczenie eksportu do Stanów Zjednoczonych nie sprawi magicznie, że na nasz rynek trafią setki tysięcy robotów sprzątających w niższych cenach. Wiodący gracze: Roborock, Dreame, Ecovacs, Narwal czy Xiaomi są bowiem firmami chińskimi i tam mają wielokrotnie większy rynek zbytu.

Jednoczesny apel rządzących o to, by ci produkowali swoje sprzęty w Stanach Zjednoczonych, nie jest osadzony w realiach rynku także ze względu na produkcję części. Wykorzystanie ponad 65 procent komponentów ze Stanów Zjednoczonych oznacza, że nie tylko obudowy czy koła, ale i przynajmniej część jednostek obliczeniowych i sensorów także będzie musiało pochodzić z USA.
W Unii Europejskiej roboty sprzątające na razie mają się dobrze. Obowiązują je przede wszystkim wymogi związane z RODO, a w związku z AI Act roboty sprzątające nie mogą też wysyłać map oraz zapisywać rozpoznawanych obiektów na stałe i przechowywać ich na serwerach. Do tego akt o cyberodporności wymusza na producentach długotrwałe aktualizacje.

Europejskich alternatyw dla największych producentów robotów sprzątających nie ma zbyt wiele, a jeśli już są, to niekoniecznie na wiodących pozycjach na rynku. Przykładowo roboty Tefala produkuje Narwal. Karcher, Vorverk (ci od Thermomixa), Electrolux czy Bosch nie informują o zbyt wielu detalach produkcji swoich sprzętów, a jedynie w przypadku modelu Bosch Spotless Max mieliśmy potwierdzenie, że dane są przetwarzane wyłącznie na terenie Unii Europejskiej.
Czytaj także: Trochę późno, ale w końcu jest. WhatsApp Web dodaje funkcję, na którą wszyscy czekali od lat
Wychodzi na to, że rynkiem robotów sprzątających trzęsą Chińczycy i raczej nic nie zapowiada zmiany. Stany Zjednoczone muszą wesprzeć jednego z tamtejszych producentów, jeśli nie chcą zostać bez nowoczesnych sprzętów lub dokonywać odstępstw od najnowszych przepisów. Czy jednak obecne już na rynku roboty nie stanowią zagrożenia dla bezpieczeństwa kraju? Zakaz importu wydaje się impulsywny i być może ulegnie zrewidowaniu.

