Chiny wsadziły strategiczny ładunek na bombowiec. H-6N dostał ogromną rakietę jako część triady jądrowej

Przez lata triada jądrowa kojarzyła się z prostym podziałem na pociski lądowe, rakiety na okrętach podwodnych i broń przenoszoną przez samoloty. Dziś samo odhaczenie tych trzech pól już nie wystarcza. Liczy się przede wszystkim to, czy można połączyć je z rozpoznaniem, dowodzeniem i osłoną w jeden system zdolny do działania pod presją wywieraną przez wroga. Chiny właśnie pokazały, że chcą być postrzegane jako państwo, które taki system już buduje.
Chiński bombowiec H-6

Chiński bombowiec H-6

W nowym materiale Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej (PLA) możemy zauważyć, jak to bombowiec H-6N niesie pod kadłubem pojedynczy, ogromny pocisk, a obok lecą dwa myśliwce stealth J-20. Stanowi to nic innego, jak jednoznaczny pokaz brakującego elementu chińskiej triady jądrowej, a nawet sygnał, że Pekin chce łączyć starsze platformy z najnowszą bronią oraz siecią rozpoznania.

Chiński bombowiec H-6N przestał być ciekawostką

Samo nagranie pochodzi z finałowego odcinka dokumentu “Zhisheng”, emitowanego przez CCTV. Widzimy w nim H-6N z wielkim pociskiem zamontowanym centralnie pod kadłubem, a cała scena jest częścią symulowanego uderzenia na wrogie zgrupowanie okrętów. Chińskie media nie podały nazwy uzbrojenia, ale analitycy wskazali na JL-1, czyli pocisk balistyczny zdolny do przenoszenia głowicy jądrowej. Identyfikacja nie jest jednak stuprocentowo pewna, bo materiał pokazuje broń z daleka. Nie wiadomo też, czy był to egzemplarz bojowy, czy tylko makieta.

Jednocześnie sam fakt, że Chiny zdecydowały się pokazać H-6N właśnie w takiej konfiguracji, ma znaczenie. JL-1 został bowiem ujawniony podczas parady wojskowej w 2025 roku, ale wtedy był tylko jednym z wielu systemów ustawionych na lawecie. Teraz Chiny przedstawiają go jako element scenariusza operacyjnego, co tyczy się też samego bombowca.

Czytaj też: Nowy pocisk ma żywić się pędem powietrza. USA coraz bliżej broni o absurdalnym zasięgu

H-6N został publicznie pokazany w 2019 roku i od początku zwracał uwagę przebudowanym spodem kadłuba, przystosowanym do przenoszenia jednego bardzo dużego pocisku, oraz sondą do tankowania w locie. Pentagon od kilku lat wskazywał, że ta wersja bombowca ma stanowić powietrzny komponent rozwijanej przez Chiny triady nuklearnej.

Po co odpalać pocisk balistyczny z samolotu?

Na papierze taki pomysł może wyglądać jak zbędne komplikowanie sprawy. Chiny mają silosy, mobilne wyrzutnie i okręty podwodne z pociskami balistycznymi. Bombowiec jest z kolei większy, łatwiejszy do wykrycia i wymaga infrastruktury, którą można zniszczyć. Mimo to zapewnia coś, czego nie daje stacjonarna wyrzutnia – możliwość zmiany punktu startu. H-6N może wystartować z różnych baz, podejść z innego kierunku, skorzystać z tankowania w powietrzu i w razie zmiany sytuacji zawrócić. Samolot może więc służyć również jako narzędzie nacisku, bo można go poderwać i skierować w określony rejon bez przekraczania granicy, po której nie ma odwrotu.

Bombowiec H-6K

Odpalenie z wysokości daje również rakiecie początkowy zysk prędkości i energii. Nie oznacza to automatycznie ogromnego wzrostu zasięgu, bo dane o JL-1 nadal są niepełne, ale połączenie bombowca dalekiego zasięgu z pociskiem balistycznym zmusza przeciwnika do obserwowania większego obszaru i wielu kierunków ataku. Nawet jeśli nosiciel to konstrukcja o korzeniach sięgających radzieckiego Tu-16 z lat 50. XX wieku. Modernizacje zmieniły wprawdzie jego wyposażenie, ale nie uczyniły z niego samolotu stealth. Wielki pocisk pod kadłubem również nie pomaga w zmniejszaniu widoczności radarowej.

Czytaj też: USA wskrzesiły pomysł z zimnej wojny. Teraz ma leczyć raka i budować komputery kwantowe

Dlatego H-6N nie jest chińskim odpowiednikiem B-2 czy B-21. To raczej latająca wyrzutnia, która ma dotrzeć do odpowiedniej strefy, odpalić broń z daleka i zawrócić. Obecność dwóch J-20 pokazuje zresztą, jak Chiny wyobrażają sobie ochronę takiej misji. Myśliwce stealth mogą działać przed bombowcem, polować na samoloty przechwytujące i utrudniać przeciwnikowi zorganizowanie ataku. Nie traktowałbym jednak tej sceny jako dowodu na gotową procedurę bojową, bo to pokazówka, a nie coś, co z całą pewnością stanowi dokładne plany Chińczyków na wypadek działań wojennych tego typu.

Najgroźniejszy nie jest pocisk, a cała sieć

Wedle informacji w całym układzie drony wykrywają cele, dane trafiają do wspólnego systemu dowodzenia, a następnie do akcji wchodzą różne rodzaje sił zbrojnych. Pojawiają się pociski przeciwokrętowe DF-21D, okrętowy YJ-20, lotniczy YJ-12 oraz H-6N z wielkim pociskiem pod kadłubem. Właśnie ten fragment jest ważniejszy od samej rakiety, bo kolejny szybki pocisk niewiele zmienia, jeśli nie wiadomo, gdzie znajduje się cel, dane nie docierają do wyrzutni, a zakłócenia zrywają łączność.

Czytaj też: Nie wierzę, że to nastąpiło. USA wracają do zapomnianej broni. Tym razem pomoże atom

Współczesna wojna coraz mniej polega na pojedynczych “cudownych broniach”, a coraz bardziej na skracaniu czasu między wykryciem celu, decyzją i atakiem. Chiny pokazują więc wizję wojny sieciocentrycznej. Starszy bombowiec, myśliwce stealth, drony, okręty i pociski balistyczne mają działać jak elementy jednego organizmu. Taka sieć jest zarazem siłą i słabością systemu, bo można atakować nie tylko rakietę, lecz także lotniska, tankowce, łącza danych, satelity i samoloty dowodzenia.

Chiny pokazały swoje ambicję, ale nie broń nie do zatrzymania

Nagranie nie potwierdza, że Chiny potrafią przeprowadzić taką operację w realnej wojnie, kiedy przeciwnik zakłóca łączność, atakuje bazy i poluje na samoloty wsparcia. Nie znamy też zasięgu JL-1, liczby dostępnych pocisków, konfiguracji głowic ani stanu dyżurów bojowych. Powietrzny element chińskiej triady nadal jest zresztą ewidentnie mniej rozwinięty od sił lądowych.

Byłoby jednak błędem uznać cały pokaz za pustą propagandę. Chiny nie musiały udowodnić, że system zadziała w każdej sytuacji. Wystarczyło państwu pokazać, że przeciwnik będzie musiał brać pod uwagę kolejny kierunek ataku i kolejną klasę uzbrojenia. Osobiście jednak najciekawszy pozostaje dla mnie kontrast między samym H-6N a jego zadaniem. Bombowiec o korzeniach sięgających zimnej wojny stał się oto bowiem nosicielem pocisku balistycznego, leci pod osłoną J-20 i ma działać w sieci wspieranej przez drony oraz okręty.

Źródła: China Daily, FAS

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.