Bateria, na którą fani czekali od 2020 roku
Jedną z najistotniejszych zmian w kontekście korzystania z ultraflagowca będzie na pewno przejście na nowoczesne ogniwo krzemowo-węglowe, z którego korzysta już cała chińska konkurencja. Dzięki temu bateria na pokładzie nadchodzącego S27 Ultra urośnie do 5700 mAh. To na pewno przełom, bo od lat najdroższy model z flagowej serii trwał przy 5000 mAh.
Co prawda 700 mAh więcej nie jest jakąś ogromną rewolucją, zwłaszcza gdy Xiaomi czy Oppo bez trudu przekroczyli już granicę 6000, a nawet 7000 mAh. Mimo wszystko to na pewno bardzo pożądane ulepszenie, zwłaszcza że Samsung zawsze był znany z bardzo dobrych optymalizacji oprogramowania, dzięki którym Ultra potrafił czasem wytrzymać na jednym ładowaniu dłużej niż lepiej wyposażona konkurencja.
Mnie martwi jednak kwestia żywotności ogniwa. Wiemy już, że tegoroczne składaki – również z technologią krzemowo-węglową – mają baterie, które wytrzymają około 1200 cykli, czyli 800 cykli mniej niż ich poprzednicy. Tak samo zapewne będzie również w przypadku kolejnych S-ek. W ten sposób, urządzenia z 7-letnim wsparciem będą musiały wylądować w serwisie po nieco ponad trzech latach, bo raczej nie spodziewam się, by zwiększona bateria wystarczyła już na dwa dni normalnego użytkowania. Gorsza żywotność wynika właśnie z nowej technologii, ale konkurencja omija to właśnie gigantycznymi bateriami – jeśli smartfon ładowany jest co dwa dni, to się mniej więcej równoważy.
Aparaty są ciekawe, ale ta wyspa (!)
Równie gorące dyskusje wywołuje zaplecze fotograficzne. Od dawna w sieci ścierają się dwie wykluczające się teorie. Znany informator Ice Universe od miesięcy przekonuje, że Samsung porzuci 3-krotny teleobiektyw i zrezygnuje z układu czterech obiektywów na rzecz skromniejszego, potrójnego modułu. Z kolei znany w branży Anthony twardo zaprzecza tym doniesieniom. Według niego specyfikacja aparatów w S27 Ultra przedstawia się następująco:
- Główna matryca: 200 Mpix,
- Obiektyw ultraszerokokątny: 50 Mpix,
- Pierwszy teleobiektyw: 50 Mpix z 5-krotnym zoomem optycznym,
- Drugi teleobiektyw: 50 Mpix z jeszcze większym zbliżeniem.
Dużą ewolucję przejdzie również przednia kamerka do selfie, w której rozdzielczość wzrośnie z 12 do 16 Mpix i otrzyma optyczną stabilizację obrazu. Mimo wszystko tym razem mnie bardziej interesuje konstrukcja wyspy aparatów niż same aparaty.
Czytaj też: Ultraflagowce Samsunga pożerają baterie jak szalone. Wszystkiemu winna aktualizacja
W ostatnich latach Samsung nieco bawił się wyglądem plecków ultraflagowca, ale ciężko powiedzieć, by były to jakieś gigantyczne zmiany w projekcie. Prostokątna, pozioma wyspa w S20 Ultra w kolejnej generacji ustąpiła miejsca modułowi zachodzącemu trochę na narożnik urządzenia. Z kolei rok później gigant po prostu wywalił wyspę, pozostawiając „gołe” sensory, które zostały z nami aż do serii z numerem 25. W międzyczasie ten minimalizm został nawet przeniesiony na wszystkie inne modele producenta. W tym roku natomiast na pleckach ultraflagowca pojawiła się pigułka, w której zamknięto część sensorów.




Wszystkie te zmiany oscylowały w granicy minimalizmu, jednak render, jaki leakerzy udostępnili w sieci, zupełnie od tego odbiega. W dodatku, stanowi silne nawiązanie do Apple’a. Jak bowiem widzicie, mamy tu dużą wyspę w kształcie poziomego prostokąta, rozciągającą się prawie na całą szerokość górnej części plecków. Sensory ułożone są symetrycznie w kwadrat. Podobno ma to pozwalać na lepsze ujęcia, ale prawda jest taka, że wszyscy i tak skupią się na tym, że Samsung kopiuje design z iPhone’ów.

Warto tu jeszcze wspomnieć, że w sicie krążą też koncepty z szerokim paskiem, trochę na wzór Pixeli, więc być może po prostu ktoś puścił wodze wyobraźni. Ile jest w tym prawdy, przekonamy się za kilka miesięcy. Tak czy inaczej, byłaby to ogromna zmiana, bo tak odważnych decyzji w kwestii konstrukcji, firma nie podejmowała od lat.
Moc bez najnowszych pamięci. W tle kryzys komponentów
Wewnątrz urządzenia znajdzie się procesor Qualcomm Snapdragon 8 Elite Gen 6 Pro for Galaxy, wspierany przez 12 GB lub 16 GB pamięci RAM. I tu pojawia się pierwszy poważny haczyk. Na rynku pamięci trwa potężny kryzys komponentowy. Ze względu na drastycznie rosnące koszty produkcji, Samsung najprawdopodobniej zrezygnuje z zastosowania najszybszych modułów nowej generacji, takich jak LPDDR6 czy pamięci masowej UFS 5.0. Zamiast tego nadchodzący flagowiec pozostanie przy doskonale znanych z Galaxy S26 Ultra rozwiązaniach LPDDR5X oraz UFS 4.0.
Czytaj też: Potężny skok czy rozczarowanie? Znamy pojemności baterii w Galaxy S27 Pro i Ultra
Pewne ciągłości zachowa też ekran. Zobaczymy ten sam świetny, 6,9-calowy panel AMOLED QHD+ o rozdzielczości 1440p. Nie zabraknie na nim autorskiej technologii Privacy Display, która zadebiutowała u poprzednika i uniemożliwia odczytanie treści podglądaczom patrzącym na wyświetlacz z boku. Co ciekawe, w tej generacji funkcja ta ma trafić do wszystkich czterech modeli z rodziny S27, a nie tylko do wariantu Ultra, a to na pewno dobra wiadomość.
Będą podwyżki?
Niestety, tu nie mam dobrych wiadomości. Brak najnowocześniejszych pamięci nie uchroni nas przed podwyżkami. Trwający kryzys dostaw sprawia, że drożeją niemal wszystkie urządzenia elektroniczne. Z przecieków podanych przez użytkownika @kro_roe wynika, że na rodzimym rynku w Południowej Korei cena startowa Galaxy S27 Ultra wzrośnie o około 150 000 wonów (co przekłada się na około 400 zł), a skoro Samsung nie oszczędzi nawet swojej ojczyzny, nam również się nie upiecze.
Czytaj też: Samsung przyspiesza z One UI 9.0. Testy trwają już na kilkudziesięciu urządzeniach
Chociaż podwyżka nie wydaje się aż tak gigantyczna, jak chociażby około 1000 złotych plotkowane przy okazji nadchodzących iPhone’ów, to nadal będzie odczuwalna. Nie ukrywajmy, Galaxy S Ultra już jest bardzo drogi, a kolejne kilkaset złotych jeszcze mocniej obciąży portfele klientów. Zwłaszcza, że spekulowane powiększenie baterii i nowy design mogą być dla wielu niewystarczającym argumentem, by zdecydować się na zakup.
Źródła: Ice Universe, The Galox, @kro_roe
