Dziś granice zaczynają rozmywać się nie tylko między CPU, GPU i akceleratorami, ale nawet między fundamentami, na których od dekad budujemy oprogramowanie. Na ten temat pisałem nieco przy wchodzeniu Arm do laptopów z Windowsem czy zupełnie innych sposobach zwiększania możliwości układów obliczeniowych, a najnowszy procesor IBM jest tego wyjątkowo ciekawym przykładem.
Jeden rdzeń IBM rozumie dwa różne światy
IBM pokazał podczas Hot Chips 2026 swój pierwszy procesor mainframe o podwójnej architekturze, który powstaje z myślą o przyszłych systemach IBM Z oraz LinuxONE. Najbardziej fascynujące nie jest jednak to, że obsługuje zarówno architekturę IBM Z, jak i Arm. Ważniejsze jest bowiem to, jak IBM osiągnął ten efekt. Nie dostajemy bowiem tutaj układu, w którym część rdzeni odpowiada za oprogramowanie IBM, a obok siedzi kilka dodatkowych rdzeni Arm. Każdy z 11 wysokowydajnych rdzeni ma natywnie wykonywać zarówno instrukcje IBM Z, jak i AArch64, a to wszystko bez emulowania jednej architektury przez drugą.
Czytaj też: Komputer przyszłości może być żywy. Naukowcy stworzyli coś, w co trudno uwierzyć

Technicznie robi się jeszcze ciekawiej. Według informacji ujawnionych podczas Hot Chips implementacja obejmuje Armv9.3, rozszerzenia SVE i SVE2 oraz 2792 instrukcje AArch64. Procesor musi przy tym godzić dwa bardzo różne światy, bo środowisko Arm działa w modelu little-endian, podczas gdy z/Architecture wykorzystuje big-endian. Przełączenie środowiska ma następować w skali nanosekund, więc według IBM cały narzut w dłuższej pracy maszyny powinien być praktycznie pomijalny.
Świat nie dostaje więc kolejnego procesora, któremu producent dorzucił drugi typ rdzenia i nazwał całość rewolucją. IBM rozbudował sam rdzeń tak, żeby mógł obsługiwać dwa różne zestawy instrukcji.
Po co mainframe’owi Arm?
Może się wydawać, że mainframe’y to relikt czasów, kiedy komputer zajmował pół pomieszczenia, ale współczesne IBM Z są pod względem technologii unikalne. Obecny Telum II korzysta z procesu 5 nm, ma rdzenie pracujące przy 5,5 GHz, ogromną pamięć podręczną, specjalizowany DPU oraz sprzętowe przyspieszanie sztucznej inteligencji. Nowa konstrukcja idzie jednak jeszcze dalej, bo powstaje w procesie 2 nm, ma 11 rdzeni osiągających ponad 5,7 GHz taktowanie, zintegrowane akceleratory AI i osobny blok odpowiedzialny za przyspieszanie operacji wejścia-wyjścia.
Czytaj też: Naukowcy zbudowali hamulec dla światła. Optyczne komputery dostały brakujący element

Problem IBM od dawna leży więc gdzie indziej. Nawet najlepszy sprzęt traci część atrakcyjności, jeśli interesujące nas oprogramowanie powstaje przede wszystkim dla innych platform. Arm twierdzi zaś dziś, że jego ekosystem obejmuje ponad 22 mln deweloperów, a ta architektura dawno przestała być czymś kojarzonym głównie ze smartfonami. Procesory Arm znajdziemy już bowiem w serwerach AWS i Google, komputerach Apple, komputerach z Windowsem czy rozwijanej infrastrukturze AI.
IBM chce więc swoim nowym procesorem pozwolić przedsiębiorstwom uruchamiać natywne środowiska Linux dla Arm bez konieczności stawiania obok osobnych serwerów i przenoszenia na nie danych. Wyobraźcie sobie bank, który ma już krytyczne systemy transakcyjne na IBM Z, ale chce korzystać z nowoczesnego oprogramowania rozwijanego przede wszystkim dla Arm. Dzisiaj oznacza to często dodatkową warstwę infrastruktury. W przyszłości oba światy mają zmieścić się w jednej platformie.
Czy pokazuje to nowe oblicze komputerów?
Komputer przyszłości coraz mniej przypomina jednorodną maszynę z jednym procesorem wykonującym wszystko. CPU ma kolejne akceleratory. GPU wykonuje zadania niezwiązane wyłącznie z grafiką. NPU liczy modele AI. DPU przejmuje obsługę danych i sieci, a komputery kwantowe, o których pisałem przy przyszłości rozwijanej przez IBM technologii kwantowej, mogą kiedyś stać się jeszcze jednym wyspecjalizowanym elementem większej infrastruktury.
Teraz IBM dokłada do tego jeszcze możliwość obsługi dwóch ISA wewnątrz jednego rdzenia. Nie sądzę oczywiście, żeby za kilka lat każdy byle Ryzen albo Core nagle zaczął natywnie uruchamiać x86 i Arm. IBM działa w specyficznym segmencie, gdzie ogromne znaczenie mają zgodność ze starszym oprogramowaniem, bezpieczeństwo, dostępność oraz wieloletnie utrzymywanie tych samych systemów.
Jednocześnie trudno nie zauważyć, jak bardzo zmienił się Arm. Jeszcze kilkanaście lat temu pytanie brzmiało, czy architektura znana z urządzeń mobilnych może realnie zagrozić x86. Dziś IBM zastanawia się już nad tym, jak wpuścić cały ekosystem Arm bezpośrednio do swoich najpotężniejszych maszyn klasy enterprise. Pozostaje jednak jeden duży haczyk.
Czytaj też: 128 kubitów bez próżni i ciekłego helu. Komputery kwantowe wchodzą pod strzechy
Firma IBM pokazała technologię, a nie gotowy produkt stojący w serwerowniach klientów. Producent nie podał daty premiery systemów wykorzystujących nowy procesor, ceny ani wyników niezależnych testów. Nie wiemy więc jeszcze, jak całość zachowa się przy rzeczywistym mieszaniu obciążeń, ile będzie kosztować i jakie ograniczenia pojawią się poza kontrolowanym środowiskiem prezentacji.
Źródła: IBM, Arm, ServeTheHome

