W dodatku, najnowsze modele w końcu stały się bardziej kompaktowe, zyskując rozmiar 34 mm. Na tę zmianę czekało naprawdę sporo osób, zwłaszcza że Timex, podobnie zresztą jak inne marki, lubi spychać mniejsze koperty na margines lub traktować je jako warianty stricte damskie. A przecież mniejszy gabaryt to po prostu styl, zgrabność i niesamowity komfort noszenia na co dzień, zwłaszcza gdy ktoś ma nieco szczuplejszy nadgarstek albo po prostu nie lubi zahaczać rękawem o obudowę.
Zachwycająca prostota w ponadczasowym wydaniu
W nowej odsłonie otrzymujemy dwa bardzo konkretne warianty. Pierwszy z nich (oznaczony symbolem TW2Y86500) stawia na chłodniejszą kopertę w odcieniu klasycznego srebra, którą przełamano butelkowozielonym paskiem uszytym ze ekologicznej skóry.



Drugi wariant (TW2Y86600) idzie w stronę ciut cieplejszej, tradycyjnej elegancji, oferując obudowę w kolorze złota połączoną z głębokim, czarnym paskiem. Obie wersje wykonano z niskoołowianego mosiądzu, który wykończono wyważonym połączeniem szczotkowanych i polerowanych płaszczyzn. Proporcje ustalono tutaj po mistrzowsku: 34 mm średnicy, zaledwie 39.5 mm wysokości lug-to-lug i tylko 9 mm grubości sprawiają, że zegarek praktycznie „znika” na ręce.



Tarcza to z kolei ukłon w stronę czystego wzornictwa użytkowego. Kremowe tło oprawiono wyraźnymi, pełnymi cyframi arabskimi, a klasyczne wskazówki zyskały delikatną warstwę luminescencyjną ułatwiającą szybki odczyt godziny po zmroku. Całość osłania tradycyjne szkło mineralne, chroniące tarczę przed codziennymi zarysowaniami i uderzeniami. Nie ma tu żadnego udziwnienia ani zbędnych dodatków. To po prostu zegarki do odczytywania czasu, nic więcej. I to podoba mi się najbardziej.
Czytaj też: Ray-Bany Meta mają problem? Do gry wchodzą inteligentne okulary za grosze od Rollme
Od strony technicznej w obudowie pracuje bezobsługowy, japoński mechanizm kwarcowy zasilany standardową baterią SR626SW. Wodoszczelność ustalono na poziomie 50 metrów, co w praktyce oznacza pełny spokój przy przypadkowych zachlapaniach, ulewie czy szybkim myciu rąk.


Timex nie zapomniał również o znaku rozpoznawczym całej linii, czyli systemie slip-thru. Dwuwarstwowy skórzany pasek o szerokości 18 mm możemy bez problemu przeciągnąć i wymienić na inny wariant kolorystyczny lub parciany strap w kilka sekund, całkowicie bez użycia jakichkolwiek narzędzi zegarmistrzowskich.
Mniej znaczy więcej – zwłaszcza na nadgarstku
Tym, co zawsze było charakterystyczne dla tej serii, była rozsądna cena. To też się nie zmieniło. Zegarki zadebiutowały w amerykańskiej ofercie marki w cenie 129 dolarów za wersję srebrną oraz 139 dolarów za wariant w złotej obudowie. Ta klasyka nie zrujnuje waszego portfela. W sumie, kiedy tak patrzę na nowości, to podobne premiery zdarzają się zdecydowanie za rzadko. Zwykle producenci celują w efektowne formy, naszpikowane dodatkowymi bajerami lub na luksusowe wykończenia. Tymczasem Timex po prostu wziął wzór, który obronił się przez dekady, przyciął wymiary do niezwykle zgrabnego poziomu i zamknął w nim wszystko to, co w codziennym zegarku najważniejsze.
Źródło: Timex
