Urządzenie ma do zaoferowania kilka naprawdę mocnych argumentów, jednak gdy spojrzymy na etykietę z ceną, uśmiech szybko znika z twarzy. Czy potężny akumulator i duży ekran wystarczą, by uzasadnić kwotę, która niebezpiecznie zbliża się do średniej półki?
Bateria, której nie wykończysz w jeden dzień
Bardzo podoba mi się fakt, że technologia krzemowo-węglowa nie jest już tylko domeną flagowców, a rozgaszcza się również w niższych segmentach. Nowy Redmi jest tego przykładem. Jego największą zaletą jest gigantyczny akumulator o pojemności aż 7500 mAh. Przy tak dużym ogniwie smartfon jest obietnicą bezproblemowej, kilkudniowej pracy na jednym ładowaniu bez konieczności ciągłego rozglądania się za gniazdkiem. Co ważne, producent nie pożałował wsparcia dla ładowania o mocy 45 W, dzięki czemu uzupełnianie energii w tak wielkim ogniwie nie powinno ciągnąć się w nieskończoność.
Dobre wrażenie robi również przestrzenny, 6,9-calowy wyświetlacz LCD. Choć jego rozdzielczość to podstawowe HD+ (1600×720 pikseli), wynagradza to płynne odświeżanie na poziomie 120 Hz. Całość zamknięto w konstrukcji o grubości 8,8 mm, która otrzymała certyfikat odporności na pył i zachlapania IP64.
Czytaj też: Siri zobaczy to, co Ty. Słuchawki Apple z aparatami mogą trafić na rynek szybciej niż sądzono
Po stronie aparatów smartfon oferuje główny moduł 50 Mpix (f/1.8), z przodu zaś 8 Mpix aparat do selfie. Smartfon działa pod kontrolą systemu Android 16 z autorską nakładką HyperOS 3.




O ile bateria i ekran wyglądają obiecująco, o tyle po zajrzeniu w głąb specyfikacji czar nieco pryska. Sercem telefonu został budżetowy układ MediaTek Helio G91 Ultra. W połączeniu ze skromnymi 4 GB pamięci RAM zestaw ten wystarczy do podstawowych zadań – sprawdzania wiadomości, przeglądania sieci czy obsługi komunikatorów – ale z pewnością nie pozwoli na oczekiwanie wyjątkowej płynności czy wybitnej wydajności w grach.
Czytaj też: Google znów nie utrzymał tajemnicy. Oto cała seria Pixel 11 na chwilę przed premierą
Patrząc na parametry, raczej spodziewalibyśmy się ceny, która będzie do tego pasować. Zwłaszcza że poprzednik, w dniu premiery, kosztował 649 złotych, a trzeba pamiętać, że chociaż miał mniejszą baterią i wolniejsze ładowanie (7000 mAh i 33W), to napędzał go lepszy Snapdragon 685 w połączeniu z 6 lub 8 GB pamięci RAM. Ile więc kosztuje Redmi 17 4G?
Za wersję 4/128 GB trzeba zapłacić 899 złotych, natomiast za wariant 256 GB – 1099 zł. Klienci mają do wyboru trzy warianty kolorystyczne: czarny, niebieski oraz zielony z subtelnym wzorem. Patrząc na parametry, wyjściowa cena ustalona na poziomie prawie 900 złotych za wariant podstawowy zakrawa na nieśmieszny żart i to niestety z dwóch powodów.
Czytaj też: Jednak będzie rewolucja? Galaxy S27 Ultra może zaskoczyć, ale nie wiem, czy we wszystkim pozytywnie
Ten pierwszy jest oczywisty – Xiaomi chce od nas tyle kasy za tak podstawowy model. Drugi natomiast jest taki, że to nie do końca kwestia chciwości producenta, a bolesny efekt rynkowych realiów. Szalejące ceny komponentów – a w szczególności pamięci, które w najtańszych urządzeniach stanowią lwią część kosztów produkcji – postawiły producentów pod ścianą. Xiaomi wolało podnieść cennik niż całkowicie wycofać się z segmentu budżetowego. Redmi 17 (4G) ma swoje niezaprzeczalne atuty w postaci genialnego akumulatora, ale przy obecnej wycenie stanie przed niezwykle trudnym zadaniem przekonania do siebie polskich klientów.
Źródło: Media Expert
