Gamescom to jedna z niewielu takich okazji w roku, by największe marki mogły zarówno pokazać najgorętsze tytuły, jak i powalczyć o serca graczy. Podczas, gdy Sony nie pojawia się oficjalnie w Kolonii, Xbox cały czas stara się udowodnić, że może jeszcze nie przegrał całkowicie tej generacji. Jak przyznał Phil Spencer, przegrał też poprzednią, a to właśnie wtedy gracze budowali szeroką bibliotekę gier.
O premierach marki na Gamescom można by napisać sporo, ale jedno jest pewne: Microsoft daje szansę swoim największym markom, by pomogły odzyskać marce blask. Bliska premiera Gears of War, Halo oraz zapowiedź Fable (która to już…) i Minecraft Dungeons II nie są przypadkowe. Firma szykuje strategię, która być może zmniejszy rolę konsol, ale zwiększy przepływ pieniędzy wokół marki Xbox.
Xbox Disc to Digital pozwoli na przenoszenie gier z płyt do cyfrowego świata
Użytkownicy konsol Xbox Series X, którzy są częścią programu Xbox Insider, mogą skorzystać z funkcji przypisania praw z fizycznej kopii gry do własnego konta. Rozwiązanie nie będzie dotyczyło wyłącznie najnowszych gier, a tysięcy tytułów, które ukazały się przez 25 lat istnienia konsol Xbox.
W komunikacie firma zaznacza, że nie wszystkie gry są obecne w programie, ale że w przyszłości będą dodawane kolejne. Na ten moment rozwiązanie ma działać z większością wydań na konsole Xbox One i Xbox Series X. Zapewne będzie podobnie jak ze wsteczną kompatybilnością: firma jest już gotowa, ale wydawcy muszą dać zielone światło. Możliwe, że w przyszłości studia i wydawcy będą zwlekali z takim dostępem do momentu, gdy sprzedaż się ustabilizuje.

Rozwiązanie działa tak, że po włożeniu płyty do napędu konsol i uruchomieniu gry otrzymujemy prawa do danej kopii gry. Te obowiązują do momentu, aż płyta nie zostanie uruchomiona na innej konsoli i następne konto nie przejmie kontroli. Nie znamy jeszcze szczegółów i nie wykluczałbym opcji, że poprzedni użytkownik będzie musiał potwierdzić zapytanie, a jeśli tego nie zrobi przez jakiś czas, dostęp zostanie przyznany następnej osobie.
Czytaj także: Przezroczysta zieleń wraca na 25-lecie Xboxa. Microsoft zapowiada serię nostalgicznych akcesoriów
Lata budowania biblioteki gier, które wychodzą jednocześnie na komputery osobiste, jak i na konsole, nie do końca sprzyjały poczuciu “ekskluzywności”, ale mogły przekładać się na zadowalające zarobki na rynku PC. Teraz Microsoft może jednym ruchem połączyć biblioteki z teoretycznie dwóch różnych platform. To jednak niejedyny sposób, w jaki firma walczy o sympatię dla marki Xbox.
Xbox i IKEA w niecodziennej współpracy YXSTABY. Czekają zarówno meble, jak i dekoracje
W ramach najnowszej kolekcji od 1 października do sklepów IKEA trafi 9 akcesoriów. Styl większości z nich nie narzuca mocnych skojarzeń z marką Xbox. Te najłatwiej da się zobaczyć w przypadku stołka, który może być także stolikiem, w kształcie długiej gałki analogowej oraz poduszki w kształcie D-Pada. Kolekcja powstała także po to, by przechować kontroler do Xboxa na różne sposoby.









Jest tu jednak miejsce na produkty niepowiązane bezpośrednio z konsolami, jak stojak na telewizor, który kryje rozwiązania do zarządzania kablami, wieszaki oraz półkę, na której można umieścić między innymi zasilacz czy pilota. Z kolei fotel ergonomiczny korzysta z siatki pod siedziskiem, gdzie można umieścić między innymi kontroler. Skojarzeń raczej nie znajdziecie też w stoliku na kołach z wysuwanymi schowkami, stojaku na monitor czy wieszaku na kontroler. Nie każdy dostrzeże je także w półmisku w kształcie D-pada z kontrolerów Elite.
W komunikacie IKEA zaznacza, że gadżety mają dobrze komponować się z meblami, które mamy już w mieszkaniu. Postawiono na delikatne kolory, a jedyny wyrazisty akcent to zieleń. Jest też miejsce na odrobinę połysku w mini gablotach oraz półmisku. Ikea nie ujawniła cen akcesoriów. Zapytałem polskiego oddziału firmy, czy kolekcja YXSTABY pojawi się w Polsce.
Za wcześnie, by ogłosić zwycięstwo, ale to może być impuls dla graczy
W przypadku współpracy z IKEĄ sytuacja wydaje się prosta. Oto marka, która wryła się w świadomość graczy chce dać coś dla tych, którzy żyją Xboxem. Choć osobiście jestem nieco rozczarowany brakiem rozbudowania kolekcji (w redakcji obstawialiśmy, że doczekamy się chociażby lampy), tak trzeba przyznać, że prezentowane meble i gadżety są w znacznej mierze przydatne, co gracze mogą docenić. Do tego niektóre designy mogą zyskać życie poza grami (jak chociażby w przypadku półmiska przypominającego d-pad).
Próba przypodobania się fanom nie jest niczym nowym dla marki Xbox. Tak należy rozpatrywać dodanie wstecznej kompatybilności do konsoli Xbox One w 2015 roku, zaledwie dwa lata po premierze konsoli, która była wizerunkowym fiaskiem. Wtedy to firma wyszła naprzeciw graczom, niejako wywierając presję na wydawcach, by zamiast remasterów podbijających rozdzielczość decydowali się na dodanie kompatybilności starszych tytułów.
Zagranie to stało się rynkowym standardem: PS5 jest kompatybilne z grami z PS4, a Nintendo Switch 2 uruchamia gry z pierwszej konsoli. Sony i Nintendo nie będą jednak miały łatwej drogi, by w podobny sposób zsynchronizować swoje gry chociażby ze Steamem (pomińmy na chwilę, że nie brzmi to jak coś, co Nintendo w ogóle mogłoby zrobić) czy jakimkolwiek innym sklepem, bo firmy te nie mają tak dużej obecności na komputerach oraz przewagi ekosystemu Windows, z której korzysta Microsoft.

Pytanie, na ile ma to sens w przypadku, gdy Project Helix najpewniej będzie czymś na wzór komputera, który jedynie wyznaczy ramy konsolowości dla maszyn będących komputerami (niczym seria Surface w świecie laptopów)? Graczy, którzy będą przenosić się między platformami, nie musi być aż tak wielu, jak Microsoft chciałby wierzyć. Należy jednak pamiętać, że ułatwienie procesu korzystania z gry bez płyty to mimo wszystko pewna dogodność (choć krążki w napędach kręcą się coraz rzadziej, a tytuł pobieramy).
Ważniejsze wydaje się być w tym przypadku cyfrowe dziedzictwo. Xbox chce za wszelką cenę zbudować bibliotekę cyfrową u graczy, z którą trudno będzie im się rozstać. Jeśli grę uruchomimy teraz i za 20 lat, zarówno na przenośnej konsolce, jak i stacjonarnym sprzęcie oraz komputerze i w chmurze, a do tego zachowamy przy tym stan zapisu, to wydaje się, że rozwiązanie to daje wyłącznie korzyści. Czy to wystarczy, by przekonać fanów? Niekoniecznie, ale może to być ciekawa zanęta na nowych graczy.

