Testowana przeze mnie konfiguracja laptopa Zenbook 14 UX3480QA wykorzystuje 8-rdzeniowego Snapdragona X X1-26-100, 16 GB pamięci LPDDR5X, zintegrowaną grafikę Adreno X1-45, dysk SSD PCIe 4.0 o pojemności 512 GB oraz 14-calowy panel OLED o rozdzielczości 1920 x 1200 pikseli i odświeżaniu 60 Hz. Wszystko zasila akumulator o pojemności zaledwie 50 Wh. Nie będę w tym tekście rozwodził się nad tym, jak wygodnie nosi się ważącego nieco ponad kilogram Zenbooka, jak wypada jego obudowa czy jak sprawdza się podczas pracy na kanapie, bo o tym przeczytacie w moim bardziej life-stylowym teście.





Tym razem interesuje mnie to, co dzieje się pod spodem. Czy podstawowy Snapdragon X ma wystarczająco dużo mocy obliczeniowej? Ile kosztuje nas emulowanie aplikacji x86-64? Czy 16 GB pamięci RAM jest już ograniczeniem? Co z programowaniem, grami oraz wydajnością na akumulatorze? No i wreszcie – czy w 2026 roku Windows na ARM nadal wymaga od użytkownika specjalnego traktowania?


ASUS Zenbook 14 UX3480QA – specyfikacja
Snapdragony dla Windowsa stosunkowo łatwo wrzucić do jednego worka, ale w tej chwili byłoby to sporym błędem. X1-26-100 znajduje się niżej w hierarchii Qualcomma od układów takich jak najszerzej opisywane w mediach Snapdragon X Plus i X Elite. Właśnie taki procesor jest dla mnie zresztą znacznie ciekawszym sprawdzianem platformy niż flagowy X Elite. Jeżeli Windows na ARM ma bowiem kiedyś stać się absolutnie normalnym wyborem dla zwykłego klienta, to nie może bronić się tylko w drogich laptopach z najmocniejszymi układami. Musi również dobrze działać w takich komputerach, w których uruchamianie części klasycznych aplikacji x86-64 przez Prism dodatkowo obciąża ograniczone zasoby sprzętowe.
| Podzespół | ASUS Zenbook 14 UX3480QA |
| Procesor | Qualcomm Snapdragon X X1-26-100 |
| CPU | 8 rdzeni / 8 wątków |
| Maksymalne taktowanie | do 2,97 GHz |
| Cache | 30 MB |
| Architektura | ARM64 |
| GPU | Qualcomm Adreno X1-45 |
| Maksymalne taktowanie GPU | do 1,25 GHz |
| NPU | Qualcomm Hexagon |
| Wydajność NPU | do 45 TOPS |
| RAM | 16 GB LPDDR5X |
| Szybkość RAM | 8448 MT/s |
| SSD | 512 GB M.2 NVMe PCIe 4.0 |
| Ekran | 14 cali, OLED, 1920 x 1200, 60 Hz |
| Łączność | Wi-Fi 6E, Bluetooth 5.3 |
| USB-C | 2x USB 3.2 Gen 2 10 Gb/s, DisplayPort, Power Delivery |
| Pozostałe porty | USB-A 5 Gb/s, HDMI 2.1 TMDS, jack 3,5 mm |
| Akumulator | 50 Wh |
| Zasilacz | USB-C, 68 W |
| Masa testowanego egzemplarza | 1,148 kg |
| System | Windows 11 ARM64 |
Qualcomm klasyfikuje X1-26-100 jako podstawowy układ w rodzinie Snapdragona X. Ten chip ma osiem rdzeni CPU, 30 MB pamięci cache, zintegrowaną grafikę Adreno X1-45 oraz NPU osiągające do 45 TOPS. Rdzenie rozkręcają się do około 3 GHz, a GPU X1-45 do 1,25 GHz. NPU pozostaje natomiast zaskakująco mocne, bo osiąga te same 45 TOPS, które pozwalają komputerowi spełniać wymagania klasy Copilot+ PC.


Kontroler pamięci obsługuje LPDDR5X i według zapewnień firmy oferuje przepustowość do 135 GB/s. ASUS dorzuca zaś do tego 16 GB wlutowanej pamięci LPDDR5X oraz jeden nośnik pamięci masowej M.2 2280, a testowany wariant korzysta z SSD 512 GB wpiętego w slot M.2 działający w trybie PCIe 4.0 na czterech liniach. Już tutaj można więc zauważyć coś istotnego, bo to nie procesor X1-26-100 wydaje mi się na papierze największym potencjalnym ograniczeniem tego laptopa, a właśnie 16 GB pamięci operacyjnej. Zwłaszcza że mamy do czynienia z platformą wykorzystującą pamięć współdzieloną również przez zintegrowane GPU.
Czytaj też: Test ASUS ROG Zephyrus G16 (2025) GU605. Czy kompaktowa forma z GeForce RTX 5080 ma sens?




Nie zamierzam jednak przyznawać Snapdragonowi żadnej taryfy ulgowej w stylu “działa dobrze jak na ARM”. Procesor napędza system Windows 11, sam laptop kosztuje normalne pieniądze i konkuruje z modelami AMD oraz Intela. Będę więc traktował go dokładnie tak samo, jak typowe sprzęty, bo nadszedł już na to odpowiedni czas.
Windows 11 na ARM w 2026 roku. Co właściwie dzieje się z programami x86?
Zanim przejdziemy do wyników, trzeba wyjaśnić jedną rzecz, bo w przypadku tego komputera ma ona ogromne znaczenie. Windows 11 działający na ARM64 może uruchamiać kilka rodzajów aplikacji. Najlepszy scenariusz obejmuje oczywiście program przygotowany bezpośrednio dla ARM64. Wtedy system nie musi wykonywać żadnej translacji kodu i aplikacja może bezpośrednio wykorzystywać możliwości procesora. Problem w tym, że ogromna część pecetowego ekosystemu powstawała przez dekady z myślą o architekturze x86 oraz x86-64.
Tutaj do gry wchodzi Prism.


Windows 11 24H2 na komputerach ARM obsługuje aplikacje x86 oraz x64 poprzez warstwę emulacji Prism. Microsoft opisuje jej działanie jako tłumaczenie bloków instrukcji x86 na instrukcje ARM64 w locie, a przetłumaczony kod jest następnie buforowany, żeby ograniczyć narzut przy kolejnych wykonaniach. Prism został dodatkowo zoptymalizowany właśnie pod układy Snapdragon.
Czytaj też: Potęga GeForce RTX 5090 w laptopie. Test ASUS ROG Strix SCAR 18 (2025) G835





Brzmi to wprawdzie bardzo dobrze, ale emulacja to emulacja – daleko jej do ideału. Jeżeli aplikacja została skompilowana natywnie dla ARM64, sytuacja jest prostsza niż wtedy, kiedy między programem i procesorem znajduje się dodatkowa warstwa translacji. Jest jeszcze jeden problem. Prism zajmuje się kodem aplikacji, ale nie rozwiązuje magicznie problemu sterowników. Sama emulacja dotyczy kodu trybu użytkownika, podczas gdy komponenty jądra oraz sterowniki muszą być przygotowane dla ARM64.


Właśnie dlatego największych problemów z Windows ARM należy szukać niekoniecznie w Chrome czy Wordzie, ale w bardziej specjalistycznym oprogramowaniu, starszych urządzeniach, narzędziach ingerujących głęboko w system czy niektórych zabezpieczeniach gier.
Snapdragon X X1-26-100 w benchmarkach procesora
Zacznijmy od najbardziej klasycznych pomiarów i bezpośredniego porównania.



Na tle innych testowanych przeze mnie laptopów Snapdragon X1-26-100 wypada ciekawiej, niż sugerowałaby jego pozycja w hierarchii Qualcomma. W Geekbench 6 wynik 2079 punktów dla jednego rdzenia praktycznie zrównał go z Core Ultra 5 115U w Ninkear S13 (2074 pkt) i pozostawił zaledwie około 5% za Core Ultra 5 125H w Lenovo Yoga Slim 7 (2186 pkt). Jeszcze lepiej wygląda test wielowątkowy, gdzie 10391 punktów jest niemal identycznym wynikiem jak 10553 punktów Yogi i wyraźnie wyższym od 7204 punktów Ninkeara. W 3DMark CPU Profile przy maksymalnej liczbie wątków Snapdragon osiągnął 4199 punktów, więc znalazł się pomiędzy tymi dwoma układami Intela.
Znacznie gorzej wygląda Cinebench R23. Tutaj 961 punktów Single-Core i 6894 Multi-Core pozostawia Snapdragona wyraźnie za Core Ultra 5 125H (1612 i 9318 pkt), a w teście jednowątkowym nawet za Core Ultra 5 115U (1247 pkt). Ta rozbieżność może częściowo wynikać z tego, że Geekbench działa natywnie na ARM64, podczas gdy starszy Cinebench R23 musi korzystać z warstwy Prism, choć oczywiście oba benchmarki wykorzystują też zupełnie inne obciążenia. W praktyce wydajność Snapdragona X zależy więc nie tylko od samego procesora, ale również od tego, czy konkretna aplikacja została już przygotowana pod ARM.
Nie jest to więc procesor, który próbuje konkurować z najwydajniejszymi mobilnymi układami pod względem czystej mocy obliczeniowej, ale jednocześnie jego osiągi w zadaniach jednowątkowych są całkiem przyzwoite. Nie kończmy jednak na tym.
| Benchmark | Wynik przy zasilaniu w trybie Najwyższej wydajności | Wynik na akumulatorze w trybie Zrównoważonym |
| Geekbench 6 Single-Core | 2079 | 2064 |
| Geekbench 6 Multi-Core | 10391 | 9085 |
| Cinebench R23 Single-Core | 961 | 939 |
| Cinebench R23 Multi-Core | 6894 | 6414 |
| 3D Mark CPU 1-thread | 531 | 527 |
| 3D Mark CPU max threads | 4199 | 4189 |
| Geekbench AI ONNX QNN | 52227 | 49248 |
| Geekbench AI ONNX | 5319 | 5080 |
Co zaś dzieje się po odłączeniu zasilacza i zmienieniu profilu zasilania z najwyższej wydajności na zrównoważony tryb? Zaskakująco niewiele w przypadku pojedynczego rdzenia. Geekbench 6 spadł z 2079 do 2064 punktów, Cinebench R23 z 961 do 939, a 3DMark CPU z 531 do 527 punktów. Mówimy więc o różnicach rzędu zaledwie 1-2%, których podczas zwykłej pracy nie sposób zauważyć. Większy spadek pojawia się dopiero przy wykorzystaniu wielu rdzeni. Geekbench 6 Multi-Core traci około 12,6% wydajności (10391 kontra 9085 punktów), a Cinebench R23 około 7% (6894 kontra 6414 punktów). Co ciekawe, 3DMark CPU przy maksymalnej liczbie wątków praktycznie się nie zmienił (4199 kontra 4189 punktów), więc skala ograniczenia zależy wyraźnie od rodzaju obciążenia.
Czytaj też: Test ASUS ROG Flow Z13 2025. Najwydajniejszy laptop w takim formacie, ale czy warty swojej ceny?

Podobnie zachowują się testy AI. Geekbench AI z backendem QNN spadł z 52227 do 49248 punktów, czyli o około 5,7%, a klasyczny test ONNX z 5319 do 5080 punktów, czyli o około 4,5%. Snapdragon nie zachowuje więc pełnej wydajności w każdej sytuacji po przejściu na akumulator, ale co najważniejsze, nie ucina mocno osiągów tam, gdzie najbardziej odczuwamy je podczas zwykłej pracy. Dopiero dłuższe i mocno wielowątkowe zadania pokazują wyraźniejszą różnicę.
ARM to mniejszy problem niż 16 GB RAM
W trakcie codziennego użytkowania znacznie częściej od architektury procesora przypominało mi o sobie 16 GB pamięci RAM. Przy typowym zestawie obejmującym przeglądarkę z kilkunastoma lub nawet ponad 20 kartami, komunikator, edytor tekstu i film odtwarzany na drugim monitorze Zenbook nadal radził sobie dobrze. Windows potrafił wprawdzie usypiać nieużywane karty Edge’a, ale ich ponowne otwarcie pozostawało szybkie i podczas zwykłej pracy trudno było uznać to za poważny problem.

Sytuacja zmieniała się po uruchomieniu cięższych narzędzi. Sama przeglądarka z około 20 kartami zajmowała już około 13,6 GB pamięci fizycznej. Po uruchomieniu Unity wartość rosła do około 14,1 GB, a zestaw Unity, Visual Studio i przeglądarka dobijał do około 15 GB. W tym samym czasie rosło również wykorzystanie pamięci wirtualnej i pliku wymiany, więc system coraz mocniej ratował się dyskiem.



Szkoda, bo 24 lub 32 GB RAM znacznie rozszerzyłoby możliwości tego komputera. Przy zwykłej pracy 16 GB nadal wystarcza, ale programowanie, większe projekty, maszyny wirtualne czy intensywny multitasking bardzo szybko wykorzystują praktycznie cały dostępny zapas. Tym bardziej że pamięć jest wlutowana, a ASUS ogranicza UX3480QA do maksymalnie 16 GB LPDDR5X, więc tego ograniczenia nie da się później naprawić prostą rozbudową.
Adreno X1-45. Tutaj cudów nie ma
Zintegrowana grafika Adreno X1-45 jest zdecydowanie słabszym elementem Snapdragona X1-26-100. Qualcomm podaje dla tego wariantu taktowanie GPU do 1,25 GHz. Nie jest to jednak układ, który miał rywalizować z mocniejszymi Radeonami czy Intel Arc montowanymi w aktualnych procesorach mobilnych.
| Benchmark | Wynik przy zasilaniu w trybie Najwyższej wydajności | Wynik na akumulatorze w trybie Zrównoważonym |
| Steel Nomad Light | 1079 | 1075 |
| Steel Nomad | 225 | 223 |
| Solar Bay Extreme | 599 | 589 |
Rezultaty są niskie, ale jednocześnie bardzo charakterystyczne. Steel Nomad Light zakończył się wynikiem 1079 punktów, pełny Steel Nomad zaledwie 225 punktami, a Solar Bay Extreme 599 punktami, więc pod względem czystej wydajności graficznej Adreno X1-45 nie ma argumentów do walki z mocniejszymi współczesnymi iGPU. Znacznie ciekawsze jest jednak to, że przejście na zasilanie z akumulatora i tryb Zrównoważony praktycznie nie zmieniło rezultatów.

Na tle innych przetestowanych przeze mnie laptopów skala różnicy robi się jeszcze bardziej czytelna, bo 225 punktów w Steel Nomad to nawet wyraźnie mniej niż 643 punkty osiągnięte przez zintegrowanego Intel Graphics w Lenovo Yoga Slim 7, więc Adreno X1-45 rzeczywiście odstaje nie tylko od dedykowanych GPU, ale też od części współczesnych iGPU.
Gry na Snapdragonie X. Działać działają, ale…
Odpaliłem poniższe gry w rozdzielczości natywnej (1920×1200) i na zestawie ustawień niskich nie bez powodu. Adreno X1-45 to nie iGPU, które poradzi sobie z dużymi wyzwaniami.

Hades II wypadł najlepiej. Na niskich ustawieniach średnia wyniosła 63,3 FPS, a 5. percentyl nadal trzymał 60 FPS. Pojedyncze większe skoki frametime się zdarzały, ale przez większość testu gra działała płynnie i stabilnie. Civilization VII również osiągnął średnio 64,1 FPS, choć tutaj znacznie słabiej wyglądały najwolniejsze klatki – 5. percentyl wyniósł 35,2 FPS, a 1% Low Average zaledwie 12 FPS, więc sama średnia nie oddaje całego obrazu.


Wiedźmin 3 był już wyraźnie cięższy. Na niskim presecie uzyskałem średnio 37,6 FPS, przy 29,3 FPS dla 5. percentyla i 22,8 FPS dla 1. percentyla. Cyberpunk 2077 pokazał natomiast granicę możliwości Adreno X1-45 – średnia wyniosła tylko 23,8 FPS, a przez zdecydowaną większość testu gra pracowała po prostu zbyt wolno, żeby mówić o komfortowym graniu.

Jeszcze ciekawiej wypadło moje DIGSITE ZERO. Demo uruchomiłem na najniższych ustawieniach i mogłem przejść je od początku do końca bez problemów z kompatybilnością. Całość zajęła mi około 40 minut, a poziom akumulatora spadł w tym czasie o 17%.

Nie zrobiłbym więc z Zenbooka 14 UX3480QA laptopa gamingowego. Adreno X1-45 zwyczajnie nie ma na to wystarczająco dużo mocy, ale sam fakt, że Hades II, Civilization VII, Wiedźmin 3, Cyberpunk 2077 i DIGSITE ZERO w ogóle działają na Windows ARM, pokazuje, jak bardzo poprawiła się kompatybilność. Największym problemem nadal pozostają gry korzystające z konkretnych sterowników, zabezpieczeń albo systemów antycheatowych, których ARM64 może po prostu nie obsługiwać.
SSD PCIe 4.0. 512 GB i tylko jedno gniazdo
Testowany Zenbook korzysta z dysku Samsunga o oznaczeniu MZVL8512HFLU-00BTW o pojemności 512 GB i wykorzystuje jedno jedyne dostępne gniazdo M.2 2280 PCIe 4.0 x4, więc możemy wymienić fabryczny nośnik, ale nie dołożymy drugiego SSD, a to wiąże się z koniecznością reinstalacji systemu.


512 GB przy komputerze biurowym powinno wystarczyć dużej części użytkowników, ale przy większych projektach, materiałach wideo czy bibliotece gier robi się ciasno wyjątkowo szybko. Szczególnie że pojemność widoczna dla użytkownika to około 477 GB przed uwzględnieniem systemu i partycji producenta.

Jeśli z kolei idzie o wydajność, to w sprzęcie takiej klasy nie ma na co narzekać. Wręcz przeciwnie, bo benchmark w CrystalDiskMark 8.0.6 pokazał, że nie jest to byle słaby dysk, który tylko udaje coś lepszego na PCie 4.0 x4. Osiągał jednak pod obciążeniem temperaturę 60-70 stopni Celsjusza, a więc nie poziom krytyczny, ale ewidentnie wysoki, co sugeruje brak jego chłodzenia. Czy to problem? W takim laptopie uważam, że nie.
Unity i Visual Studio na ARM, czyli jak 16 GB szybko przeszkadza
Programowanie jest jednym z ciekawszych sprawdzianów Windowsa na ARM, bo tutaj nie wystarcza już sama przeglądarka i pakiet Office. Na szczęście sytuacja wygląda dziś znacznie lepiej niż jeszcze kilka lat temu. Visual Studio 2022 działa natywnie na ARM64 od wersji 17.4, a Unity 6 również oferuje natywny edytor dla Windows 11 ARM64. Nie oznacza to jednak pełnej zgodności całego ekosystemu, bo problemem nadal mogą być paczki Unity korzystające z zewnętrznych bibliotek binarnych bez wersji ARM64.

W praktyce na testowanym Zenbooku da się normalnie pracować w Unity i Visual Studio, ale znacznie szybciej niż sama architektura zaczyna przeszkadzać 16 GB RAM. Przy jednoczesnym uruchomieniu Unity, Visual Studio i przeglądarki wykorzystanie pamięci fizycznej dobijało u mnie do około 15 GB, a system coraz mocniej korzystał z pamięci wirtualnej. Przy mniejszym projekcie czy okazjonalnej poprawce nie jest to jeszcze problem, ale podczas normalnej pracy nad większą grą zaczyna brakować zapasu.
Ciekawie wypadło również samo budowanie projektu. Ten sam projekt potrzebował około 2 minut i 15 sekund na stworzenie buildu x64, podczas gdy wersja ARM64 powstawała w około 70 sekund. Nie traktowałbym tej różnicy jako prostego pomiaru kosztu emulacji Prism, bo zmienia się również architektura docelowego buildu, ale pokazuje ona, że natywna ścieżka ARM potrafi mieć bardzo praktyczne znaczenie również w pracy deweloperskiej.

Nie zrobiłbym więc z UX3480QA głównej stacji roboczej do dużego projektu Unity, ale nie dlatego, że Windows ARM kompletnie się do tego nie nadaje. Wręcz przeciwnie – Unity i Visual Studio są już natywnie dostępne na ARM64, a największym ograniczeniem tego konkretnego Zenbooka okazuje się po prostu niewielki zapas pamięci operacyjnej i umiarkowana wydajność samego Snapdragona X.
Ekran OLED 1920 x 1200 pod kolorymetrem
W swoim lifestyle’owym spojrzeniu na Zenbooka narzekałem przede wszystkim na dwie rzeczy – refleksyjność błyszczącego panelu oraz 60-Hz odświeżanie. Tym razem zamiast patrzenia “na oko” czas sprawdzić, co ta matryca rzeczywiście potrafi. Testowany egzemplarz wykorzystuje panel Samsung ATNA40KW01-0 o rozdzielczości 1920 x 1200 pikseli, a ASUS deklaruje 300 nitów jasności, 100% pokrycia DCI-P3, czas reakcji 0,2 ms oraz kontrast 1000000:1.

W podstawowym trybie Normal Spyder zmierzył 100% sRGB, 77% Adobe RGB oraz 80% DCI-P3. Gamma wyniosła około 2,3, a punkt bieli utrzymywał się w okolicach 6200-6300 K, więc charakterystyka tonalna jest bliska typowemu celowi 2,2, a temperatura barwowa tylko nieznacznie cieplejsza od referencyjnych 6500 K. Maksymalna jasność sięgnęła 307,5 cd/m², czyli nawet minimalnie przekroczyła deklarowane przez ASUS-a 300 nitów, podczas gdy minimum wyniosło bardzo niskie 14,4 cd/m². Zakres regulacji jest więc szeroki i bez problemu pozwala dopasować ekran zarówno do jasnego pomieszczenia, jak i pracy wieczorem.




Dokładność kolorów wypada przy tym bardzo dobrze. Średni błąd Delta E w trybie Normal wyniósł 0,88, a większość próbek bez problemu mieściła się poniżej wartości 2, choć pojedynczy kolor odjechał do 3,67. Równomierność barw również nie daje większych powodów do narzekań, bo maksymalne lokalne odchylenie zamknęło się w okolicach 1,5 Delta E. Słabiej prezentuje się za to równomierność luminancji – środek ekranu był najjaśniejszy, a w dolnych narożnikach różnica dochodziła do około 13%. Przy normalnym użytkowaniu nie jest to szczególnie uciążliwe, ale przy jednolitym jasnym tle można już zauważyć, że panel nie świeci wszędzie identycznie.



Znacznie ciekawiej robi się po przełączeniu profilu DCI-P3, bo właśnie wtedy panel pokazuje pełnię swoich możliwości. Spyder zmierzył 100% sRGB, 90% Adobe RGB i pełne 100% DCI-P3, czyli dokładnie tyle, ile obiecuje ASUS. Jeszcze lepiej wygląda dokładność kolorów – średni Delta E spadł do zaledwie 0,46, maksymalny wyniósł 0,91, a minimalny 0,14. Gamma nadal oscylowała wokół 2,3, a punkt bieli pozostawał w okolicach 6300 K. Jeśli więc zależy wam na szerokim gamucie i możliwie wiernych kolorach, to właśnie profil DCI-P3 wypada tutaj najlepiej.



W tym wszystkim nie przeszkadza mi natomiast rozdzielczość. 1920 x 1200 przy 14 calach nadal zapewnia sensowną ostrość obrazu, a jednocześnie oznacza mniej pikseli do napędzenia przez słabe Adreno oraz potencjalnie mniejsze zużycie energii niż w przypadku matrycy 3K. Znacznie bardziej boli mnie 60 Hz. Zwłaszcza w komputerze, na którym większość czasu spędza się w przeglądarce, dokumentach i przewijanych interfejsach. Po dłuższym korzystaniu z ekranów 120 Hz różnica jest natychmiast widoczna.
Najważniejszy test Snapdragona – pobór energii w praktyce
ARM trafił do laptopów przede wszystkim dlatego, że miał zapewnić bardzo dobrą efektywność energetyczną. Zenbook 14 UX3480QA jest świetnym sprawdzianem tej obietnicy, bo ASUS wsadził do niego akumulator o pojemności zaledwie 50 Wh. Dlatego przy użyciu miernika sprawdziłem pobór całego komputera w kilku scenariuszach, od zwykłego pulpitu po długotrwałe obciążenie wszystkich rdzeni. Trzeba przy tym pamiętać, że nie jest to pomiar samego Snapdragona X, lecz całego laptopa wraz z ekranem, pamięcią, dyskiem, układem zasilania i stratami na zasilaczu.
| Scenariusz | Pobór energii |
| Pulpit / bezczynność | około 6 W |
| Przeglądarka | około 8-12 W |
| Instalowanie aktualizacji Windowsa | około 30 W |
| Unity – rekompilacja | około 14-16 W |
| Cinebench R23 | 36-38 W, ze skokami do około 46 W |
| Unity – build | głównie około 14 W, skoki do 28 W |
| DIGSITE ZERO | około 16-22 W |
Dopiero tutaj wyniki zaczynają nabierać pełnego kontekstu. Przy lekkiej pracy komputer rzeczywiście potrafi być bardzo oszczędny. Około 6 W na pulpicie i przeważnie 8-12 W podczas korzystania z przeglądarki pokazuje, dlaczego ARM ma sens w sprzęcie, który większość czasu spędza na dokumentach, stronach internetowych, komunikatorach i innych niezbyt wymagających zadaniach. Co jeszcze ciekawsze, nawet realna praca programistyczna nie powoduje od razu ogromnego skoku zapotrzebowania na energię. Rekompilacja projektu w Unity przeważnie zamykała się w okolicach 14-16 W, a podczas budowania gry laptop przez większość czasu pobierał około 14 W i tylko chwilami zbliżał się do 28 W.

Podobnie wygląda DIGSITE ZERO. Pobór rzędu 16-22 W podczas grania nie brzmi źle jak na cały komputer, szczególnie że mówimy o uruchomionej grze, ekranie OLED i działającym Windowsie. W takich zastosowaniach zaczynam rozumieć, co Qualcomm próbuje osiągnąć ze Snapdragonem X. Procesor nie musi być najszybszym układem na rynku, jeśli podczas wykonywania rzeczywistej pracy potrafi ograniczyć zużycie energii do poziomu, przy którym aktywne chłodzenie nie musi cały czas walczyć z kilkudziesięcioma watami generowanego ciepła.

Pełne obciążenie pokazuje jednak drugą stronę tej historii. Cinebench R23 podnosił pobór całego laptopa do około 36-38 W, a krótkotrwale widziałem nawet około 46 W. Trudno więc mówić, że samo przejście na ARM magicznie sprawiło, że notebook pod dużym obciążeniem nagle potrzebuje kilkunastu watów. Jeśli Snapdragon dostanie zadanie wykorzystujące wszystkie rdzenie przez dłuższy czas, to Zenbook zaczyna pobierać energię na poziomie znanym również z wielu kompaktowych laptopów x86.
Przy lekkiej i średnio wymagającej pracy układ rzeczywiście potrafi być bardzo oszczędny i właśnie tutaj widzę jego największą przewagę. Przy pełnym obciążeniu cudów już jednak nie ma, bo cały laptop potrafi przekroczyć 40 W. Efektywność ARM-u jest więc najbardziej widoczna nie w ekstremalnym benchmarku, tylko podczas normalnego dnia pracy, kiedy obciążenie bez przerwy rośnie i spada.
Długotrwałe obciążenie. Mała obudowa kontra Snapdragon
Zenbook 14 jest niewielki, więc samo osiągnięcie wysokiego wyniku przez kilkadziesiąt sekund nie mówi nam wszystkiego. Stress test tego laptopa w 3D Mark pokazuje jednak, że nie musimy się niczego bać, bo nie zaobserwowałem throttlingu, a temperatury układu utrzymują się na sensownym poziomie 65-72 stopni Celsjusza. W testach taktowanie procesora centralnego sięgało maksymalnie 2956 MHz, a procesora graficznego 1107 MHz.


Co ciekawe, dopiero w takim teście Zenbook 14 UX3480QA staje się laptopem, który przypomina o sobie szumem układu chłodzenia. W biurowej pracy da się wprawdzie usłyszeć powoli kręcący się i bardzo cichy wentylator, kiedy pracujemy w zupełnej ciszy, ale pod obciążeniem jest on już słyszalny, choć nie jak odkurzacz, a po prostu przyjemny szum porównywalny z klimatyzacją działającą na niskim poziomie wydajności.
Akumulator 50 Wh zapewnia więcej niż mogłoby się wydawać
ASUS oficjalnie wykorzystuje w UX3480QA akumulator o pojemności 50 Wh, więc pozornie skromny, ale pomimo tego w moim normalnym scenariuszu 8-10 godzin pracy było osiągalne zależnie od jasności oraz rodzaju wykonywanych zadań. Zresztą właśnie pojemność akumulatora sprawia, że ten wynik wygląda dobrze.
Dobre 8 godzin z akumulatora o pojemności 50 Wh mówi mi o efektywności platformy znacznie więcej niż 12 godzin osiągnięte przy akumulatorze o pojemności 80 czy 90 Wh. Zwłaszcza że byle oglądanie filmu przy stuprocentowej jasności pożera około 50% po 4,5 godziny, a podczas grania lub pracy w Unity spada o 20-30%, co daje potencjalne 4 godziny pracy lub rozrywki w bardziej wymagających scenariuszach.



Fabryczny zasilacz USB-C ma wystarczającą na to urządzenie moc 68 W (wykorzystywanie innych ładowarek nie rodziło żadnego problemu), a ASUS deklaruje możliwość odzyskania do 50% akumulatora w około 30 minut przy odpowiednich warunkach. Pełna moc ładowania (odnotowałem 62 waty) jest z kolei osiągalna tylko przy nieobciążonym ekstremalnie laptopie, bo inaczej dostarczany prąd jest rozdzielany na utrzymanie urządzenia na chodzie i jednoczesne ładowanie akumulatora. W idealnym scenariuszu 50% naładowania akumulatora jest rzeczywiście osiągalne w około 30 minut, ale jeśli chcecie ładować go do pełna, to musicie poczekać około minut 90.
Test ASUS Zenbook 14 UX3480QA – podsumowanie
W 2026 roku sam Windows na ARM przestał być największym problemem laptopa ze Snapdragonem. Codzienne aplikacje działają normalnie, natywne programy potrafią całkiem dobrze wykorzystać procesor, a nawet Unity i Visual Studio przestały być środowiskiem zarezerwowanym wyłącznie dla x86. X1-26-100 nie zachwyca surową wydajnością, ale do typowej pracy ma jej wystarczająco dużo, przy lekkich zadaniach zużywa niewiele energii i nie traci drastycznie osiągów po odłączeniu zasilacza. ARM nie wymaga więc już ode mnie taryfy ulgowej ani ciągłego zastanawiania się, czy podstawowe narzędzia w ogóle ruszą.

Znacznie trudniej zaakceptować ograniczenia wynikające z samej konfiguracji ASUS-a, szczególnie przy cenie około 4950 zł. 16 GB niewymiennego RAM-u szybko zaczyna przeszkadzać przy cięższym multitaskingu, Adreno X1-45 wyraźnie odstaje od mocniejszych współczesnych iGPU, a świetny pod względem kolorów OLED zatrzymał się na 60 Hz. Najgorsze jest jednak to, że w chwili pisania tekstu UX3480QA-U1031W kosztuje około 4950 zł, podczas gdy Zenbook A14 UX3407QA z dokładnie tym samym Snapdragonem X1-26-100, 16 GB RAM i SSD 512 GB można kupić za około 3190 zł. Co gorsza dla testowanego modelu, A14 nie jest przy tym konstrukcją wyraźnie uboższą – ma większy akumulator 70 Wh, jaśniejszy OLED, dwa porty USB4 i waży mniej niż kilogram.


Ostatecznie najbardziej przekonuje mnie więc nie moc obliczeniowa, lecz charakter tego komputera jako lekkiego, cichego i oszczędnego narzędzia do pracy mobilnej. Mały akumulator potrafi zapewnić sensowny czas działania, panel OLED jest bardzo dobrze skalibrowany, a Snapdragon przy typowych zadaniach rzeczywiście pokazuje, po co ARM trafił do laptopów. Problem w tym, że za blisko 5000 zł oczekiwałbym już 32 GB RAM albo przynajmniej ekranu 120 Hz i mocniejszej grafiki. Jeśli jednak cena nie gra roli, to ASUS Zenbook 14 UX3480QA jest jak najbardziej godny polecenia… ale tylko jeśli zdajecie sobie sprawę z jego przeznaczenia.

