Jedno z badań skupiło się na pytaniu, czy mikroorganizmy znane z Ziemi byłyby w stanie funkcjonować w środowisku przypominającym ocean Enceladusa. Naukowcy z Ludwig-Maximilians-Universität w Monachium przygotowali w laboratorium jego chemiczny odpowiednik, uwzględniając między innymi wysoką alkaliczność, obecność soli i węglanów oraz reakcje zachodzące pomiędzy wodą a skalistym dnem oceanu.
Czytaj też: Łazik Perseverance natrafił na osobliwy ślad na Marsie. Poszukiwacze życia pozaziemskiego w ekstazie
Do eksperymentu wykorzystali mikroorganizm z gatunku Methanothermococcus okinawensis, archeona odkrytego w pobliżu głębinowych kominów hydrotermalnych w Rowie Okinawskim, między Japonią a Tajwanem. Organizm ten należy do metanogenów. Nie potrzebuje tlenu, którego w oceanie Enceladusa prawdopodobnie jest niewiele. Zamiast tego wykorzystuje wodór i dwutlenek węgla, produkując metan.
Wynik eksperymentu okazał się zaskakujący. Mikroorganizmy nie tylko przeżyły w przygotowanym środowisku, ale wręcz rosły i prowadziły metabolizm mimo bardzo wysokiego pH. Wartość ta sięgała około 11, czyli poziomu znacznie bardziej zasadowego, niż wcześniej uczeni uznawali za granicę tolerancji tego organizmu. Co więcej, mikroby potrafiły dostosować swój metabolizm do niewielkiej ilości dostępnego dwutlenku węgla.
Nie oznacza to jednak, że naukowcy odkryli życie na Enceladusie. Eksperyment trwał zaledwie kilka dni, dlatego nie wiadomo, czy podobne organizmy mogłyby funkcjonować w takich warunkach przez lata, a tym bardziej przez miliony lat. Autorzy dodają również, że hipotetyczne życie, które mogło powstać na Enceladusie, wcale nie musi przypominać ziemskich mikroorganizmów.
Drugie badanie przynosi natomiast wiadomość istotną z punktu widzenia przyszłych misji kosmicznych. Naukowcy analizowali sposób, w jaki krople wody i materiał pochodzący z podpowierzchniowego oceanu ulegają przekształceniu w lodowe ziarna wyrzucane w przestrzeń kosmiczną. Okazuje się, iż proces ten może prowadzić do koncentracji poszczególnych składników oceanu w określonych cząstkach lodu. Jeżeli w oceanie znajdowałyby się mikroorganizmy lub pozostałości ich komórek, część takich cząstek mogłaby zawierać stosunkowo dużo materiału biologicznego.
To szczególnie ważne, ponieważ Enceladus może pozwolić na badanie materiału z jego oceanu bez konieczności przebijania się przez dziesiątki kilometrów lodowej skorupy. Sonda wyposażona w odpowiednie instrumenty mogłaby przelecieć przez pióropusz wyrzucany nad południowym biegunem i analizować pojedyncze ziarna lodu. Zdaniem Franka Postberga z Freie Universität Berlin obecna technologia może być wystarczająca do rozpoznania potencjalnych biosygnatur, jeśli takie cząstki rzeczywiście uda się kiedyś odnaleźć.
Enceladus staje się tym samym coraz ciekawszym celem przyszłych badań astrobiologicznych. Obserwacje sondy Cassini dostarczyły już dowodów na istnienie podpowierzchniowego oceanu, a wcześniejsze analizy wykazały obecność związków organicznych w materiale wyrzucanym z jego wnętrza. Najważniejsze pytanie pozostaje jednak bez odpowiedzi: czy w tym ukrytym oceanie rzeczywiście istnieje życie?
Źródło: Eureka Alert
