Urządzenie Arduview ma przezroczystą obudowę, pozwalając nam zajrzeć, co dzieje się w środku, jednak to nie największy „bajer” na pokładzie. Bo ja się przypatrzymy, tu przezroczysty jest nawet ekran.
Wszystko jest widoczne jak na dłoni, nawet to, co jest za urządzeniem
Większość współczesnych gadżetów robi wszystko, by ukryć przed naszym wzrokiem to, co wprawia je w ruch. Smartfony, konsole i laptopy to szczelnie zamknięte, monolityczne bryły, w których miedź, krzem i układy scalone są chowane jak wstydliwy sekret. Czasem zdarzają się wyjątki, jak marka Nothing, pozwalająca co nieco podejrzeć, ale też nie wszystko.

Tymczasem Arduview całkowicie odrzuca tę logikę. Tutaj obudowa jest przezroczysta, płytka drukowana jest przezroczysta, a zastosowany ekran OLED pozwala oglądać zapalające się piksele, jednocześnie umożliwiając zobaczenie tego, co jest za nim.



Gdy patrzymy na urządzenie od przodu, wnętrze nie jest jedynie tłem – staje się ono główną i jedyną tożsamością wizualną całego sprzętu. Główny układ, charakterystyczna pomarańczowa taśma elastyczna z miedzi, kopułki przycisków oraz port USB-C zostały ułożone z niezwykłą precyzją. Tutaj żaden element nie powstał po to, by go później schować pod kawałkiem plastiku. Każdy detal od pierwszego dnia projektowano z myślą o tym, że będzie bezustannie eksponowany.
Natychmiastowa rozrywka bez zakłóceń, a na pokładzie aż 400 gier
Ta filozofia prostoty i przejrzystości wykracza daleko poza sam wygląd zewnętrzny. Urządzenie zostało zbudowane w oparciu o popularną, otwartoźródłową platformę Arduboy, dzięki czemu całkowicie pomija wszystkie warstwy, które potrafią skutecznie uprzykrzyć korzystanie z nowoczesnej elektroniki. Nie ma tu wyszukiwania aplikacji w sklepach, parowania Wi-Fi, tworzenia kont ani żmudnych aktualizacji. Po prostu włączasz konsolkę i od razu grasz.

To dokładnie ten sam rodzaj natychmiastowej satysfakcji, który dekady temu uczynił proste konsolki przenośne tak gigantycznym hitem. Na start dostajemy aż 400 fabrycznie wgranych gier, więc po wyciągnięciu sprzętu z pudełka nie trzeba się martwić o brak tytułów do ogrania.
Czytaj też: Dwuzakresowy GPS i ponad 170 trybów sportowych? Nowy DOOGEE się nie rozdrabnia
Niezwykle ważną rolę grają też gabaryty. Arduview waży zaledwie 50 gramów i ma wymiary porównywalne z kartą kredytową. Urządzenie tej wielkości przestaje być sprzętem, na który trzeba rezerwować osobne miejsce w plecaku. Bez problemu zmieści się w każdej kieszeni, więc można je nosić ze sobą wszędzie, wyciągając wtedy, kiedy mamy trochę czasu do zabicia w oczekiwaniu na pociąg czy w autobusie.

Nie da się ukryć, że świat retro gamingu od lat żywi się głęboką nostalgią, a przezroczysty plastik ostatnio wraca najczęściej. Nawet Xbox wypuści nam wkrótce konsolę w takim wydaniu, z okazji 25-lecia. Jasne, Arduview nie będzie robił aż takiego wrażenia, bo kiedy postawimy go na półce to raczej nikt go nie zauważy. Tutaj projektant stawia na osobiste wrażenie. Mamy wyraziste, klikające przyciski, urokliwą grafikę pikselową i niepowtarzalny klimat niskich rozdzielczości. Arduview czerpie z tego dziedzictwa garściami, ale dodaje do niego coś absolutnie świeżego i unikalnego, na co inni zwykle się nie decydują. I muszę przyznać, że to naprawdę coś, co będzie cieszyć oko nawet jeszcze przed uruchomieniem gry.
Źródło: Arduview
