Najlepsze myszki gamingowe do 200 zł. W tej cenie kończą się poważne wymówki

Po przedstawieniu tego, jakie są dziś najlepsze myszki gamingowe za 100 zł, nadszedł czas na kolejny poziom. Dwieście złotych jest dziś jednym z najciekawszych limitów na mysz gamingową. Budżet wystarcza już na bardzo dobry sensor, niską masę, porządne ślizgacze i nawet sensowną łączność bezprzewodową. Droższy model może oczywiście poprawić wykonanie, oprogramowanie albo czas pracy na jednym ładowaniu, ale nie powinien nagle odblokować celności, której zabraknie sprzętowi z tej piątki.
Najlepsze myszki gamingowe do 200 zł. W tej cenie kończą się poważne wymówki

W tej cenie największym problemem przestają być więc parametry, a zaczyna dopasowanie do dłoni. Jedna osoba potrzebuje dużej, ergonomicznej konstrukcji z wysokim grzbietem. Druga szuka lekkiej, symetrycznej bryły, którą steruje głównie palcami. Ktoś inny woli wymienną baterię, bo nie chce pamiętać o ładowaniu akumulatora. Właśnie dlatego nie warto kupować myszy wyłącznie na podstawie DPI, liczby przycisków ani podświetlenia. Dobra mysz za 160 złotych może być znacznie lepszym wyborem od przecenionego modelu za dwie stówki, jeśli lepiej leży w dłoni i nie oferuje dodatków, z których nigdy nie skorzystamy.

Do 200 zł nie trzeba wybierać między sensorem a wygodą

Typowa w tym segmencie cenowym częstotliwość raportowania 1000 Hz wystarcza ogromnej większości graczy. Oznacza wysyłanie informacji o położeniu myszy do komputera tysiąc razy na sekundę, czyli co jedną milisekundę. Wyższe wartości mogą dodatkowo zmniejszyć odstępy między raportami, ale mają najwięcej sensu w połączeniu z szybkim monitorem, wysoką liczbą klatek i dynamicznymi strzelankami. Co ciekawe, na słabszym komputerze polling rate wynoszący 4000 albo 8000 Hz może zwiększać obciążenie procesora, nie zapewniając w zamian korzyści, którą łatwo zauważymy podczas normalnej zabawy. Samo 8000 Hz nie zmieni przeciętnej myszy w sprzęt turniejowy.

W efekcie znacznie ważniejsze pozostają kształt, wyważenie, masa, ślizgacze oraz sposób łączności. Sensor powinien przede wszystkim działać przewidywalnie przy czułości, z której rzeczywiście korzystamy. Nie może gubić szybkich ruchów, dodawać niepożądanego przyspieszenia ani zachowywać się inaczej po przejściu z przewodu na radio. W tej klasie cenowej nie musimy już godzić się na ciężką bezprzewodową mysz zasilaną dwiema bateriami AA. Zwłaszcza dziś, bo modele ważące mniej niż 60 gramów zeszły poniżej 200 złotych, a dobry sensor pokroju PixArt PAW3395 przestał być zarezerwowany dla flagowców.

5. Genesis Zircon 660 – najtańsze rozsądne przejście na radiówkę

Cena: około 120 zł | Masa: 59 g | Sensor: PixArt PAW3311, do 12000 DPI | Łączność: 2,4 GHz, Bluetooth i USB | Raportowanie: 1000 Hz

Genesis Zircon 660 jest prostszą wersją modelu Pro, ale zachowuje większość cech, które decydują o jego codziennej użyteczności. Dostajemy niską masę, trzy tryby łączności, wbudowany akumulator oraz stosunkowo bezpieczną bryłę pasującą przede wszystkim do chwytu claw i fingertip. Sensor PixArt PAW3311 oferuje maksymalną czułość 12000 DPI, prędkość śledzenia do 300 IPS i przyspieszenie 35 G. Jest wyraźnie mniej niż w wersji Pro, ale nadal znacznie więcej, niż potrzeba podczas typowego grania. Przy normalnej czułości sensor nie powinien być elementem ograniczającym użytkownika.

Największą zaletą Zircona 660 jest cena. Za około 120 złotych otrzymujemy jedną z najtańszych lekkich myszy, która może działać przez łączność radiową (odbiornik USB), Bluetooth i przewód. Przy komputerze korzystamy z odbiornika 2,4 GHz, przy laptopie możemy przełączyć się na Bluetooth, a po rozładowaniu akumulatora podłączyć USB-C i kontynuować grę. Takie połączenie sprawia, że Zircon dobrze nadaje się nie tylko do grania, ale też do pracy z kilkoma urządzeniami. Nie trzeba przekładać odbiornika między komputerami ani rezygnować z myszy na czas ładowania.

W moim teście Genesis Zircon 660 i Zircon 660 Pro podstawowa wersja nie sprawiała wrażenia myszy biurowej z doczepionym gamingowym logo. Była lekka, stabilna i wystarczająco precyzyjna do normalnego grania. Problem zaczynałby się wtedy, gdyby cena tego modelu zbliżała się do 150 złotych. Zircon 660 Pro kosztuje bowiem około 160 zł, a w zamian dostajemy lepszy sensor PAW3395, przełączniki Kailh 8.0 oraz nieznacznie niższą masę. Przy niewielkiej różnicy oszczędzanie traci sens. Podstawowy Zircon broni się przede wszystkim w okolicach 120-130 złotych. Wtedy jest jednym z najtańszych sposobów na bezprzewodowe granie bez dużego kompromisu w masie i sensorze.

4. Dream Machines DM7 Switch Duo – wymienne przełączniki zamiast kolejnego rekordu DPI

Cena: około 150 zł | Masa: 75 g | Sensor: PixArt PAW3370, do 19000 DPI | Łączność: 2,4 GHz i USB | Raportowanie: 1000 Hz

Dream Machines DM7 Switch Duo wyróżnia się rozwiązaniem znacznie bardziej użytecznym niż kolejny rekord czułości. Główne przełączniki można wymienić bez lutownicy i rozbierania całej myszy, więc zużyty klik albo pojawiający się dwuklik nie muszą oznaczać końca urządzenia. Podczas mojego testu DM7 Switch Duo mechanizm wymiany przełączników okazał się czymś więcej niż ciekawostką. Dostęp do gniazd jest prosty, a możliwość wyboru różnych switchy pozwala zmienić nie tylko trwałość, ale też twardość i charakter kliknięcia.

Test myszki Dream Machines DM7 Switch Duo, wymiana przełączników w myszce, Dream Machines DM7 Switch Duo, DM7 Switch Duo,

Niektórzy wolą lekki, szybki przycisk, który reaguje przy niewielkim nacisku. Inni potrzebują większego oporu, żeby ograniczyć przypadkowe strzały albo dwukrotne kliknięcia. DM7 pozwala sprawdzić oba podejścia bez wymiany całej myszy. Sam mechanizm na szczęście nie osłabia wyraźnie głównych przycisków. Skrzydełka nie sprawiają wrażenia luźnych ani prowizorycznie zamontowanych, czego można byłoby się obawiać przy konstrukcji umożliwiającej szybki dostęp do przełączników.

Sensor PixArt PAW3370 nadal zapewnia bardzo solidną podstawę. Oferuje do 19000 DPI, wysoką prędkość śledzenia i parametry wystarczające do dynamicznych strzelanek. Nie jest najnowszym czujnikiem w rankingu, ale w praktyce nie stanowi powodu do rezygnacji z tego modelu. DM7 przegrywa jednak z Genesisem oraz HyperX-em pod względem mobilności. Nie obsługuje Bluetooth, więc nie przełączymy jej szybko między komputerem i laptopem. Czas pracy również nie należy do najmocniejszych elementów konstrukcji, a regularne podłączanie przewodu częściowo odbiera sens bezprzewodowości.

Mysz waży około 75 gramów. Dziś nie jest to już wynik ultralekki, szczególnie gdy Zircon 660 Pro schodzi do 57 gramów, ale nadal daleko jej do ciężkiego klocka. Dodatkowe kilkanaście gramów może nawet pomagać osobom preferującym spokojniejszy i bardziej kontrolowany ruch. Kształt najlepiej współpracuje z małą lub średnią dłonią oraz chwytem fingertip albo claw. Duża dłoń używająca pełnego palm gripu może nie dostać wystarczającego podparcia.

Trzeba tutaj uczciwie odpowiedzieć sobie na pytanie, czy rzeczywiście zamierzamy korzystać z wymiennych przełączników. Jeśli po zakupie nigdy nie otworzymy obudowy, to część wartości produktu pozostanie niewykorzystana. Lżejszy Zircon albo HyperX mogą wtedy okazać się lepszym zakupem. Przy cenie około 150 złotych DM7 Switch Duo nadal ma jednak dużo sensu. Jest wybór dla osoby, która intensywnie klika, obawia się dwukliku, lubi modyfikować sprzęt albo nie chce wyrzucać całej myszy po awarii pojedynczego elementu.

3. HyperX Pulsefire Haste 2 Core Wireless – lekka mysz na wymienną baterię

Cena: około 140 zł | Masa: około 69 g z baterią | Sensor: HyperX Core, do 12000 DPI | Łączność: 2,4 GHz i Bluetooth 5.2 | Czas pracy: do 100 godzin przez radio

HyperX Pulsefire Haste 2 Core Wireless podchodzi do zasilania inaczej niż większość bezprzewodowych myszy gamingowych. Zamiast wbudowanego akumulatora korzysta z pojedynczej baterii AAA. Nie podłączymy więc przewodu i nie naładujemy myszy podczas gry. Po rozładowaniu wystarczy jednak wymienić baterię i po kilku sekundach wrócić do zabawy. Nie musimy czekać, aż ogniwo odzyska część energii ani grać z kablem ciągnącym się po biurku.

Dla jednych będzie to wada, a dla innych ogromna zaleta. Wbudowany akumulator z czasem traci pojemność i najczęściej jest trudny do wymiany. Baterie AAA czy odpowiadające im akumulatorki takie nie są, a dodatkowe ogniwo można trzymać w szufladzie albo torbie z laptopem. Producent deklaruje do 100 godzin pracy w trybie radiowym 2,4 GHz oraz nawet 200 godzin przez Bluetooth. Ten drugi tryb lepiej nadaje się do pracy i spokojnego korzystania z komputera niż do dynamicznego grania, ale pozwala znacząco wydłużyć czas działania.

Mysz waży około 59 gramów bez baterii i około 69 gramów po jej zamontowaniu. Nie dorównuje więc niską wagą Zirconowi 660 Pro, ale nadal pozostaje lekka. Jednocześnie zamknięta obudowa jest znacznie łatwiejsza do utrzymania w czystości niż perforowana skorupa pierwszego Pulsefire Haste. Swoją drogą w teście pierwszego HyperX Pulsefire Haste Wireless doceniłem lekkość, wygodną bryłę i ogólną sprawność tej rodziny. Nowszy wariant Core upraszcza część konstrukcji, ale zachowuje podstawowy kierunek serii: ma być lekko, szybko i bez przesadnie rozbudowanej obudowy.

Sensor w HyperX Core osiąga maksymalną czułość 12000 DPI, prędkość śledzenia do 300 IPS i przyspieszenie 35 G. Główne przyciski wykorzystują przełączniki TTC Gold o deklarowanej trwałości 20 milionów kliknięć. Największym ograniczeniem jest brak trybu przewodowego. Gdy bateria się wyczerpie, to musimy mieć przygotowaną następną. Nie podłączymy myszy bezpośrednio przez USB i nie będziemy korzystać z niej bez sprawnego ogniwa.

Bateria umieszczona w obudowie wpływa również na rozkład masy. W modelach z akumulatorem producenci mogą dokładniej ustawić ogniwo w centralnej części konstrukcji, podczas gdy wymienna bateria zajmuje miejsce wyznaczone przez standardowy koszyk. Mimo tego Haste 2 Core Wireless jest jedną z najlepszych ofert cenowych w zestawieniu. Za około 140 złotych otrzymujemy lekką mysz z zamkniętą obudową, radiem, Bluetooth i bardzo długim czasem pracy.

Dla osoby, która nie chce pamiętać o regularnym ładowaniu, HyperX może być nawet lepszym wyborem od bardziej zaawansowanego Zircona. Wystarczy zaakceptować konieczność trzymania zapasowej baterii w pobliżu komputera. Jeśli jednak tego nie tolerujecie, to z takim modelem dajcie sobie spokój.

2. Razer DeathAdder V3 – najlepsza mysz przewodowa do 200 zł

Cena: około 200 zł | Masa: 59 g | Sensor: Focus Pro 30K | Raportowanie: do 8000 Hz | Łączność: przewodowa

Razer DeathAdder V3 jest najwydajniejszą technicznie myszą w tym zestawieniu, ale nie zajmuje pierwszego miejsca z prostego powodu. W cenie do 200 złotych pojawia się głównie w najtańszych ofertach, a regularna kwota potrafi przekroczyć założony limit. Jeśli jednak uda się znaleźć ją za około dwie stówki, to dostajemy sprzęt, który parametrami może rywalizować ze znacznie droższymi modelami. Mysz waży 59 gramów, wykorzystuje sensor Focus Pro 30K, optyczne przełączniki trzeciej generacji, duże ślizgacze PTFE oraz oferuje częstotliwość raportowania do 8000 Hz.

Razer DeathAdder V3 Pro – wersja bezprzewodowa

Najważniejszy pozostaje jednak kształt. DeathAdder V3 ma dużą, wyraźnie praworęczną bryłę z wysokim grzbietem i szerokim podparciem wnętrza dłoni. Najlepiej pasuje do większej ręki korzystającej z palm gripu albo spokojniejszego claw gripu. Mała dłoń może mieć problem z wygodnym sięganiem do wszystkich przycisków, a osoba sterująca myszą głównie palcami może uznać obudowę za zbyt wysoką i masywną. Nie jest to uniwersalna symetryczna konstrukcja, którą można polecić każdemu bez pytania o rozmiar dłoni, ale tak często słyszałem o niej od znajomych, że nie mogłem jej tutaj pominąć.

Forma tej generacji DeathAddera sprawdziła się również w bezprzewodowym DeathAdderze V3 Pro. Wysoki grzbiet zapewnia bardzo dobre podparcie, a niska masa nie zamienia ergonomicznej myszy w ciężką konstrukcję przeznaczoną wyłącznie do spokojnych gier. Sam przewód ma swoje zalety i wady. Nie musimy martwić się o akumulator, odbiornik ani zakłócenia radiowe. Mysz jest zawsze gotowa do działania i nie zwiększa masy przez wbudowane ogniwo. Kabel może jednak ograniczać swobodę ruchu, szczególnie jeśli ociera o krawędź biurka albo inne przedmioty.

Problem można częściowo rozwiązać przez odpowiednie poprowadzenie przewodu lub wykorzystanie uchwytu typu mouse bungee. Nadal nie będzie to jednak równie swobodne doświadczenie jak dobra mysz bezprzewodowa. Nie każdy wykorzysta również 8000 Hz. Maksymalna częstotliwość raportowania zwiększa liczbę informacji przesyłanych do komputera, a do tego może podnosić obciążenie procesora. Przy monitorze 60-144 Hz oraz rekreacyjnym graniu różnica względem 1000 Hz będzie znacznie mniej istotna niż wygodny kształt.

1. Genesis Zircon 660 Pro – najlepszy stosunek ceny do możliwości

Cena: około 160 zł | Masa: 57 g | Sensor: PixArt PAW3395, do 26 000 DPI | Łączność: 2,4 GHz, Bluetooth i USB | Czas pracy: do 80 godzin

Genesis Zircon 660 Pro zajmuje pierwsze miejsce dlatego, że wygrywa kompletnością, ceną i brakiem większych wad. Za około 160 złotych otrzymujemy mysz ważącą 57 gramów, wyposażoną w sensor PixArt PAW3395, trzy tryby łączności, akumulator o pojemności 400 mAh, przełączniki Kailh 8.0, enkoder TTC White oraz ślizgacze PTFE.

Taki zestaw jeszcze niedawno kojarzył się z konstrukcjami kosztującymi wyraźnie ponad 200 złotych. Dziś Genesis pokazuje, że do otrzymania lekkiej i technicznie bardzo dobrej myszy bezprzewodowej nie trzeba wykorzystywać całego budżetu. W moim teście Genesis Zircon 660 Pro połączenie bezprzewodowe działało stabilnie, masa była dobrze rozłożona, a mysz nie zaskakiwała nagle rozładowanym akumulatorem. W praktyce uzyskiwałem około 50-65 godzin działania zależnie od sposobu użytkowania, choć producent deklaruje maksymalnie 80 godzin.

Sensor PAW3395 nie pozostawia właściwie żadnego rozsądnego powodu do narzekania w tej cenie. Oferuje do 26000 DPI, prędkość śledzenia do 650 IPS, przyspieszenie 50 G i funkcję Motion Sync. Wspomniane trzy tryby łączności zwiększają też uniwersalność, jak w tańszym modelu bez dopisku Pro. Sama bryła jest symetryczna pod względem kształtu, ale boczne przyciski znalazły się tylko po lewej stronie. Jest to tym samym model przeznaczony nadal przede wszystkim dla praworęcznych użytkowników. Najlepiej współpracue z chwytem claw i fingertip, szczególnie przy małej oraz średniej dłoni.

Duża ręka korzystająca z pełnego palm gripu może nie dostać takiego podparcia jak na DeathAdderze. Zircon jest niższy i krótszy, więc część dłoni może pozostawać bez kontaktu z obudową. Podczas jego testowania nie podobało mi się również to, że port USB-C został na tyle ciasno zabudowany, że część standardowych przewodów nie mieści się w otworze. Dołączony kabel jest dobry, ale urządzenie korzystające z powszechnego standardu nie powinno zmuszać użytkownika do pilnowania jednego konkretnego przewodu.

Oprogramowanie pozwala zmieniać najważniejsze ustawienia, przypisywać funkcje do przycisków i konfigurować czułość, ale wizualnie oraz funkcjonalnie nie dorównuje aplikacjom Razera, Logitecha czy SteelSeries. Nie jest to jednak wada przesłaniająca wartość całego zestawu. Zircon 660 Pro wygrywa dlatego, ponieważ oferuje najlepszy balans między masą, sensorem, łącznością, czasem pracy i ceną. DeathAdder jest lepszy dla większej prawej dłoni, HyperX rozwiązuje problem ładowania baterią AAA, a DM7 pozwala wymieniać przełączniki. Ten sprzęt firmy Genesis jest natomiast modelem, który pasuje do największej liczby scenariuszy.

Którą mysz gamingową do 200 zł kupić?

Genesis Zircon 660 Pro jest najbardziej kompletnym wyborem. Za około 160 złotych oferuje niską masę, bardzo dobry sensor, trzy tryby łączności i wbudowany akumulator. Dla większości graczy właśnie od niego zacząłbym poszukiwania. Naginający nieco zasady tego zestawienia Razer DeathAdder V3 wybrałbym zaś dla większej prawej dłoni i osoby, która akceptuje przewód.

HyperX Pulsefire Haste 2 Core Wireless jest najciekawszy dla osoby, która woli wymienną baterię AAA od wbudowanego akumulatora. Kosztuje około 130 złotych, waży mniej niż 70 gramów z baterią i obsługuje radio oraz Bluetooth. Osobiście jednak nigdy bym tej myszki nie wybrał, bo nie pasuje mi wizja regularnego wymieniania baterii w momencie, kiedy z myszki korzystam nierzadko kilkanaście godzin dziennie. Dream Machines DM7 Switch Duo warto kupić przede wszystkim ze względu na wymienne przełączniki. Ta funkcja ma realną wartość, jeśli obawiamy się dwukliku, intensywnie korzystamy z głównych przycisków albo chcemy zmienić charakter kliknięcia.

Wszystkie modele pokazują jednocześnie, że budżet 200 złotych nie zmusza już do kupowania myszy na przeczekanie. Dobrze dobrany model może zostać na biurku przez kilka lat, a dopłacanie kolejnych kilkuset złotych poprawi głównie szczegóły. Kształtu pasującego do dłoni, rozsądnej masy i stabilnego sensora nie trzeba już szukać wyłącznie w klasie premium.

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy, książki Powrót do Korzeni oraz gry wideo DIGSITE ZERO.