Ran to autonomiczny pojazd podwodny typu Kongsberg HUGIN. Miał 7,5 metra długości i ważył około 1850 kilogramów bez wyposażenia dodatkowego. Mógł się przy tym poruszać z prędkością od 1 do 7 węzłów i zanurzać na głębokość nawet 3000 metrów. Najważniejszym zadaniem tej maszyny było jednak nie tyle przemierzanie oceanu, co zajrzenie w miejsce, które dla człowieka pozostaje wyjątkowo trudno dostępne.
Czytaj też: Czy AI może stworzyć roboty na własną rękę? Naukowcy z Harvarda szukają odpowiedzi
Podczas ekspedycji w 2022 roku Ran spędził pod lodem 27 dni. Robot wpłynął około 17 kilometrów pod lodowiec Dotsona, gdzie znajdowała się warstwa lodu o grubości sięgającej około 350 metrów. Za pomocą sonaru stworzył mapy spodniej części lodu. Wyniki okazały się znacznie bardziej interesujące, niż przypuszczali badacze. Spód lodowca nie przypominał gładkiej powierzchni. Na wykonanych przez Ran mapach naukowcy zobaczyli liczne wzniesienia i zagłębienia, płaskowyże, tarasy oraz formacje przypominające wydmy.
Największe zamieszczanie wywołały nietypowe obszary o kształcie zbliżonym do łez, w których lód intensywnie się topił. Dane zebrane przez robota pomogły także lepiej zrozumieć procesy odpowiedzialne za topnienie lodowca Dotsona. Pomiary sugerowały, iż podwodne prądy mogą oddziaływać na lód od spodu, powodując jego erozję i przyspieszając utratę masy. Naukowcy zaobserwowali również szczególnie silne topnienie w pobliżu pionowych pęknięć znajdujących się w lodzie.
Nie wszystkie niezwykłe struktury udało się jednak wyjaśnić. Badacze podejrzewają, że część z nich mogła powstać w wyniku przepływu wody pod lodem oraz działania rotacji Ziemi. Są to jednak nadal hipotezy, które wymagają dalszych badań. W styczniu 2024 roku naukowcy wrócili w rejon lodowca Dotsona, aby powtórzyć pomiary i sprawdzić, jak zmieniło się środowisko pod lodem. Ran wykonał tylko jedno zaplanowane zanurzenie. Później nie pojawił się w wyznaczonym miejscu spotkania.
Ruszyły więc poszukiwania. Naukowcy wykorzystali sprzęt akustyczny, a także śmigłowce i drony. Mimo podjętych działań nie udało im się odnaleźć maszyny. Ran przepadł pod antarktycznym lodem bez śladu. Utrata robota nie oznacza jednak końca badań. Dane zebrane podczas wcześniejszej misji nadal są poddawane analizom i pomagają naukowcom zrozumieć, co dzieje się pod lodowcami szelfowymi Antarktydy.
Czytaj też: Antarktyda. Czasza lodowa staje się tykającą bombą rtęciową? Szokujące odkrycie naukowców
To istotne również z punktu widzenia przyszłych zmian poziomu mórz i oceanów, wszak tempo topnienia antarktycznego lodu może mieć znaczenie dla globalnego poziomu wody. Co ciekawe, Uniwersytet w Göteborgu planuje wysłać w teren następcę zaginionego robota: Ran II ma trafić w ich ręce zimą tego roku. Nowa maszyna będzie wyposażona w ulepszone systemy nawigacji oraz rozwiązania zwiększające bezpieczeństwo i ułatwiające radzenie sobie w sytuacjach awaryjnych.
Źródło: Slash Gear
