Koniec z drożyzną i abonamentami? Ten smart ring kosztuje ułamek ceny Oura

Jeszcze kilka lat temu inteligentne pierścienie były niszową ciekawostką. Istniała Oura i inne marki, ale mało kto o tym słyszał. Potem pojawił się Samsung z plotkowanym prawie od dekady smart ringiem i nagle rynek ruszył z kopyta. Teraz bez trudu znajdziemy model dla siebie, choć niestety prawie wszystkie łączą dwie, dość nieprzyjemne cechy – wysoka cena i subskrypcja. Niewielu producentów wyłamuje się z tego trendu, ale brytyjska marka Sekonda – kojarzona raczej z zegarkami – właśnie to zrobiła.
Koniec z drożyzną i abonamentami? Ten smart ring kosztuje ułamek ceny Oura

Na rynku zadebiutował Sekonda Smart Ring – pierwszy inteligentny pierścień w portfolio producenta, który z miejsca robi to, czego konkurencja nie chce. Oferuje bowiem pełen pakiet funkcji zdrowotnych za ułamek kwoty, jaką musielibyśmy wydać na modele od Oury, Ultrahuman czy Samsunga. Co najważniejsze, nie ma tu mowy o żadnych ukrytych opłatach subskrypcyjnych.

Wszystkie sensory na swoim miejscu

Mogłoby się wydawać, że przy mocno ściętej cenie producent zrezygnuje z kluczowych czujników, ale nic z tych rzeczy. Sekonda Smart Ring potrafi bez problemu monitorować jakość i fazy snu, tętno, zmienność rytmu zatokowego (HRV), poziom natlenienia krwi (SpO2), poziom stresu oraz temperaturę skóry. Nie zabrakło również funkcji śledzenia cyklu menstruacyjnego, który bardzo przydaje się kobietom.

Oczywiście, pełnia potencjału pierścienia odblokowuje się dopiero po sparowaniu z aplikacją mobilną, dostępną na iOS i Androida. To tam trafiają wszystkie zgromadzone dane, a użytkownik może je wygodnie przeglądać, na bieżąco analizując stan swojego organizmu. Oprócz tego sam pierścień bez problemu synchronizuje się również z popularnymi usługami Apple Health oraz Google Health Connect, co z kolei bardzo ułatwia utrzymanie porządku, zwłaszcza gdy już mamy smartwatch, a smart ring ma być jego uzupełnieniem. W ten sposób wszystkie dane o stanie zdrowia możemy mieć w jednym miejscu.

Czytaj też: Zapomnij o ładowaniu na długie tygodnie. Amazfit przedstawia pancerny zegarek T-Rex Dual Solar

Pod względem czasu pracy nie jest źle. Wbudowany akumulator zapewnia od 5 do 7 dni pracy na jednym ładowaniu, co jest raczej branżowym standardem. W zestawie – obok samego pierścienia, kabla USB i silikonowej nakładki ochronnej – znajdziemy dedykowane etui ładujące, dzięki czemu sprzęt musimy zdejmować z palca naprawdę sporadycznie, tylko na tyle, by go podładować.

To z kolei można robić chociażby podczas kąpieli. Co prawda nie musimy go zdejmować pod prysznic, bo producent zadbał o przyzwoitą klasę wodooszczędności do 50 metrów. Kąpiele, mycie rąk, pływanie w basenie czy ulewny deszcz nie zrobią więc krzywdy temu gadżetowi. Sama obudowa została wykonana ze stali nierdzewnej, a do wyboru mamy sześć rozmiarów – od 7 do 12. Wybór niestety jak zwykle nie jest gigantyczny, ale również nie odbiega od tego, co zapewniają nam inni. Mamy oprócz tego dwie wersje kolorystyczne, złotą i srebrną. Klasycznie.

Cenowy nokaut dla konkurencji

Tym, co w przypadku Sekonda Smart Ring robi największe wrażenie, jest cena. W Wielkiej Brytanii sprzęt wyceniono na zaledwie 79,99 funtów (około 400 złotych). Jest to więc naprawdę niska półka cenowa i chyba model od Rogbid mógłby tu jedynie konkurować. Poza nim nie przypominam sobie, by były jeszcze inne, warte uwagi pierścienie, która równie dobrze zbalansowały stosunek ceny do jakości. No i nie ma tu żadnej subskrypcji, a to chyba największy plus.  

Czytaj też: Vivo Watch 6 zalicza premierę. Stawia na elegancję, tytan i szafirowe szkło

Nie da się ukryć, że przy takich parametrach i cenowych zaletach, Sekonda Smart Ring ma szansę stać się hitem. Czy tak faktycznie będzie, to już kwestia wyników testów i opinii pierwszych klientów. Mimo wszystko zapowiada się świetnie. Pamiętajcie jedynie, że nie ma tu oficjalnej polskiej dystrybucji, więc do ceny trzeba będzie doliczyć wysyłkę do naszego kraju.

Źródło: Sekonda

Napisane przez

Joanna Marteklas

Redaktor
Zajmuję się tematyką nowych technologii i ich wpływu na codzienne życie. Piszę o cyfrowej kulturze, innowacjach oraz trendach zmieniających sposób, w jaki pracujemy i komunikujemy się ze sobą. Szczególnie interesuje mnie relacja między rozwojem technologii a współczesną popkulturą. W wolnych chwilach zakopuję się w książkach i komiksach — najczęściej w fantastyce i wuxia.