Sygnał namierzył chiński radioteleskop FAST, największy na świecie pojedynczy radioteleskop czaszowy. Co ciekawe, same obserwacje nie są nowe. Teleskop zebrał dane dotyczące 33 układów planetarnych już w 2021 roku. Zespół astronomów pod kierownictwem Zi-Qi Li z Beijing Normal University ponownie przeanalizował te informacje, wykorzystując nową metodę wyszukiwania potencjalnych technosygnatur. O rezultatach wykorzystania tej strategii badacze piszą teraz w The Astronomical Journal.
Naukowcy poszukiwali przede wszystkim bardzo wąskich sygnałów radiowych, które dodatkowo zmieniają swoją częstotliwość w czasie. Takie właściwości są interesujące z punktu widzenia SETI, czyli programu poszukiwania inteligencji pozaziemskiej. Naturalne źródła promieniowania radiowego zwykle obejmują znacznie szerszy zakres częstotliwości, podczas gdy sygnały wytwarzane przez urządzenia stworzone przez człowieka mogą być skupione w bardzo wąskim paśmie.
Czytaj też: Teleskop Webba doprowadził do wyjaśnienia kosmicznej eksplozji. Gdzie znajdowało się jej źródło?
Znaczenie ma również zmiana częstotliwości sygnału. Jeżeli pochodziłby on z powierzchni odległej planety, ruch planety wokół gwiazdy oraz jej obrót mogłyby powodować przesunięcie częstotliwości w następstwie efektu Dopplera. Połączenie wąskiego pasma i takiego przesunięcia jest więc jednym z sygnałów, które astronomowie traktują jako warte dalszego sprawdzenia.
Problemem pozostają jednak ziemskie zakłócenia. Satelity, samoloty, systemy komunikacyjne, urządzenia nawigacyjne i inne technologie emitują fale radiowe, które mogą zanieczyszczać dane zbierane przez teleskopy. Niektóre z tych sygnałów mogą przypominać to, czego naukowcy szukają podczas obserwacji SETI. FAST ma jednak rozwiązanie, które pomaga oddzielić potencjalne sygnały kosmiczne od ziemskich zakłóceń.
Jego odbiornik pracuje jednocześnie z wykorzystaniem 19 wiązek. Jedna jest skierowana na obserwowany obiekt, a pozostałe monitorują sąsiednie obszary nieba. Jeżeli sygnał pojawia się w wielu wiązkach jednocześnie, może to wskazywać na jego ziemskie pochodzenie. Jeżeli występuje wyłącznie w wiązce skierowanej na konkretny układ, zasługuje na dokładniejsze sprawdzenie.
Do analizy danych posłużył też algorytm uczenia maszynowego oraz analiza falkowa, pozwalająca wychwytywać słabe wzorce ukryte w szumie. Początkowo system znalazł aż 139 127 potencjalnych detekcji. Kolejne etapy filtrowania i sprawdzania zakłóceń ograniczyły tę liczbę do zaledwie dwóch sygnałów, które wydawały się szczególnie interesujące.
Czytaj też: Kosmiczne skały przenoszą tysiące składników życia. Naukowcy właśnie je wykryli
Jeden z nich pochodził z kierunku gwiazdy Kepler-438 i był już obiektem analiz. Ostatecznie naukowcy uznali go za zakłócenie pochodzące z Ziemi. Drugi sygnał, oznaczony jako NBS 260108, był nowym kandydatem. Pochodził z kierunku K2-155 i miał częstotliwość 1148,4167 MHz. Był wąskopasmowy, wykazywał przesunięcie częstotliwości i pojawił się wyłącznie w wiązce skierowanej na obserwowany układ. Spełniał więc podstawowe kryteria potencjalnej technosygnatury.
K2-155 jest więc najbardziej interesującym celem. To czerwony karzeł posiadający trzy znane planety typu Superziemia. Najbardziej zewnętrzna z nich ma promień około 1,6 razy większy od promienia Ziemi i znajduje się w pobliżu ekosfery swojej gwiazdy, czyli obszaru, w którym w odpowiednich warunkach mogłaby występować ciekła woda. Mimo obiecujących cech sygnału naukowcy zachowują ostrożność. NBS 260108 był wyraźny tylko w jednym kanale polaryzacyjnym, a podobne sygnały pojawiły się przy obserwacjach trzech innych gwiazd. Stąd pomysł, że źródłem może być ziemska infrastruktura albo sam instrument. Badacze nie zdołali jednak jednoznacznie ustalić, co dokładnie wygenerowało sygnał.
Źródło: The Astronomical Journal
