GRB 061201 to sygnał zanotowany w 2006 roku. Od początku stanowił zagadkę, ponieważ rozbłyski gamma należą do najbardziej energetycznych zjawisk we wszechświecie. Krótkie GRB zazwyczaj łączą się z katastrofalnymi zderzeniami niezwykle gęstych obiektów, takich jak dwie gwiazdy neutronowe albo gwiazda neutronowa i czarna dziura. W przypadku GRB 061201 problem polegał jednak na tym, iż po rozbłysku nie udało się jednoznacznie wskazać galaktyki, w której doszło do eksplozji.
Czytaj też: Małe czerwone kropki nie są samotne. Teleskop Webba odkrył tajemnicze ślady wokół nich
Brak galaktyki macierzystej miał poważne konsekwencje. Bez znajomości odległości nie można było dokładnie określić rzeczywistej energii eksplozji ani właściwości wiązki promieniowania wyrzuconej podczas zdarzenia. Przez lata pojawiły się liczne hipotezy, między innymi ta, w myśl której rozbłysk pochodził z pobliskiej galaktyki oznaczanej jako G1. Taki scenariusz prowadził jednak do trudnych do wyjaśnienia wniosków. Wymagał wyjątkowo wąskiej wiązki oraz nietypowo dużej liczby podobnych zderzeń w stosunkowo bliskim wszechświecie.
Przełom przyniosły znacznie głębsze obserwacje wykonane przez Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba oraz Kosmiczny Teleskop Hubble’a. Zespół Yuhana Mao z Purple Mountain Observatory poszukiwał słabych galaktyk znajdujących się w pobliżu pozycji, z której dotarł rozbłysk. W danych udało się dostrzec wcześniej niezidentyfikowaną galaktykę, oznaczoną jako G2. W pobliżu znajduje się również jeszcze słabszy obiekt: G3.
Analiza światła G2 w różnych zakresach długości fali wykazała, że galaktyka może znajdować się przy przesunięciu ku czerwieni około z = 1,2. Oznacza to, że jest znacznie bardziej odległa niż wcześniej proponowana G1. Co istotne, taki dystans znacznie lepiej pasuje do właściwości samego rozbłysku. Jego energia, ewolucja poświaty oraz oczekiwana częstość zderzeń zwartych obiektów zaczynają być zgodne z tym, co obserwujemy w przypadku innych krótkich rozbłysków gamma.
Astronomowie musieli jednak sprawdzić, czy G2 rzeczywiście jest galaktyką macierzystą GRB 061201, a nie przypadkowym obiektem znajdującym się na tej samej linii widzenia. Analiza statystyczna wykazała około 18-procentowe prawdopodobieństwo przypadkowego pokrycia. Dla G3 było ono znacznie wyższe i wynosiło około 43 procent, a dodatkowo jego właściwości sugerowały odległość niezgodną z przewidywaniami dotyczącymi rozbłysku. G2 pozostaje więc zdecydowanie bardziej przekonującym kandydatem.
Naukowcy podkreślają jednak, że zagadka nie jest jeszcze rozwiązana w stu procentach. Obecna odległość G2 to efekt oszacowania metodami fotometrycznymi. Ostateczne potwierdzenie wymaga obserwacji spektroskopowych, które pozwolą bezpośrednio zmierzyć przesunięcie ku czerwieni galaktyki. Dopiero wtedy będzie można jednoznacznie potwierdzić jej związek z GRB 061201.
Źródło: The Astrophysical Journal
