Z korpusem Canona przestałem się martwić czy zawartość fotograficznego plecaka będzie wystarczająca na fotograficzną podróż. Z nim po prostu planuję, co chcę zrobić i następnie właśnie to robię, bo wiem, że posiadany przeze mnie sprzęt jest elastyczny, a jego funkcje dostosują się do mojej wizji.

Nie chcę być gołosłowny, dlatego zaplanowałem materiał, który rozciąga spektrum możliwości od dosłownie mikro świata do makro skali. Moim celem było zrealizowanie fotograficznego wypadu, który połączy w sobie dwa zupełnie skrajne środowiska. Chciałem uchwycić dwa światy: z jednej strony intymny, mikroskopijny wręcz detal leśnego runa i jego mieszkańców, a z drugiej nasz świat wieżowców, ruchu i samolotów przelatujących nad głowami.
Canon EOS R6 Mark III zasługiwał na wyjątkowe towarzystwo
Postanowiłem rzucić ten aparat na głęboką wodę i sprawdzić, jak poradzi sobie w zmiennych warunkach oświetleniowych, przy dużej wilgotności i w pełnej dynamice pracy z ręki. Do plecaka spakowałem trzy obiektywy, które moim zdaniem pokazują wszechstronność korpusu Canon EOS R6 Mark III, jak również to, że doskonale się dopasowuje do każdego zadania.

W ten sposób postawiłem na klasyka i moją – podobnie jak wielu – ulubioną ogniskową, niezwykle poręczny Canon RF 35 F1.8. Jest to wdzięczny obiektyw, który doskonale się spisuje jako ten codzienny. Używałem go w podróży “między światami”, nim przyszła pora na te obiektywy, których pracę chciałem ukazać najbardziej w tandemie z korpusem Canona.







A były to wybitnie precyzyjny RF 100mm F2.8L Macro IS USM, z którym wszedłem w leśne gęstwiny oraz potężne szkło, którego wymagań pod kątem ciężaru i zasięgu, tak szczerze mówiąc nie doceniłem, ale Canon EOS R6 dosłownie uratował mi skórę, a był to RF 200-800 mm F6.3-9. Taki zestaw miał mi dać pełną elastyczność i pozwolić płynnie przeskakiwać między skrajnościami.
Ergonomię i lekkość korpusu Canona od razu się docenia
Gdy się wyrusza na fotograficzną przygodę, zaczyna się ona już w domu, od momentu wsadzenia karty pamięci do gniazdka. Tutaj nie jednego, lecz dwóch, bowiem w Canon EOS R6 Mark III nie trzeba się przejmować utratą danych, ani prędkością ich zapisu. Na fotografa czekają zarówno wejście dla kart CFexpress Type B, jak również SD UHS-II. Dzięki temu można działać ze spokojem, wiedząc, że backup zadba o bezpieczeństwo danych.

W plecaku już czekały długi obiektyw 200-800 mm oraz 100 mm Macro. Za to na bagnecie była już zamocowana 35 mm 1.8, w końcu droga do celu, to również przygoda, która może przynieść coś zaskakującego. Szczególnie, że ten korpus to pokaz ergonomicznych umiejętności Canona.




Dłonie idealnie układają się na korpusie, który jest wyprofilowany w taki sposób, aby ręce mogły pewnie trzymać urządzenie, lecz palce jednocześnie znajdują bez problemu każdy przycisk. Uwielbiam w Canon EOS R6 Mark III dbałość o detale. Włącznik jest ukryty w delikatnym wgłębieniu, dzięki czemu przypadkiem się go nie przełączy, a dodatkowo ma funkcję zablokowania innych przycisków (Lock pomiędzy on i off). Spust migawki czeka na lekko opuszczonym końcu, czyli pod wygodnym i ergonomicznie uzasadnionym kątem. Aparat trzyma się pewnie i zawsze w gotowości.
Pierwszy ze światów otworzył przed sobą drzwi. W lesie nie brakuje modeli gotowych do pozowania
Las to środowisko równie fascynujące, co wymagające dla każdego twórcy. Gęste korony drzew skutecznie odcinają dostęp do światła, tworząc aurę tajemniczości, ale i rzucając ogromne wyzwanie sprzętowi fotograficznemu.

Mój plan zakładał skupienie się na mikroświecie, a więc kroplach rosy na mchu, nierówności kory i grzybach tych, nie takich znowu ukrytych w cieniu gęstwiny oraz tych całkiem małych, tworzących w powiększeniu aurę jak z innej planety. Liczyłem także na obecność fauny, która rzeczywiście towarzyszyła mi podczas czasu spędzonego w ich domu, a i nie powiem, zależało mi, żeby także uchwycić trochę kolorów jesieni.




Zapiąłem do korpusu obiektyw RF 100mm F2.8L Macro. To właśnie w takich warunkach nowa matryca linii EOS R6 pokazała swoje prawdziwe możliwości. Rozdzielczość 32,5 MP zapewnia wyjątkową szczegółowość obrazu, co w fotografii makro jest kwestią absolutnie kluczową. Szczególnie kiedy się fotografuje ze współczynnikiem powiększenia 1,4x.

Fotografia macro, może się wydawać zajęciem jak każde inne, jednak tutaj wchodzi się w świat zupełnie nowych zasad. Każdy obiekt odkrywa przed fotografem nowe detale, ale wykonywanie zdjęć z takiego bliska niesie ze sobą konieczność ekstremalnej precyzji ze względu na płytkość głębokości tła, a także w lesie trzeba dostarczyć jak najwięcej światła, co wpływa na prędkość migawki, a w efekcie wymusza pewną rękę.

Co oczywiście jest szalenie trudne, chyba że ma się taki korpus Canon EOS R6 Mark III i nie jest to żart. Poprzeczkę postawiłem sobie wysoko, koniecznie chciałem przetestować funkcję stabilizacji obrazu do 8,5 stopnia, co według zapewnień producenta miało umożliwić łatwość wieczornej fotografii bez statywu, a ja to rozszerzyłem do macro. Dostępem do światła również przejmowałem się jedynie pod kątem odpowiedniej dramaturgii ujęcia. Łatwo się żyje kiedy ISO oferuje czułość aż do 64000.

Macro fotografia na Canon EOS R6 Mark III jest o tyle lepsza w tej generacji linii R6, że w przeciwieństwie do poprzedniej, zapożyczono rozwiązanie prosto z flagowego R1. Inteligentne śledzenie Dual Pixel CMOS AF II, to idealny dowód na to, że firma z każdą nową wersją, dba o swoich użytkowników, żeby mogli wybrać produkt spełniający nawet oczekiwania, o których sami nie wiedzieli. Przy dzisiejszych cenach kart pamięci jest to o tyle wygodne, że można sobie pozwolić czasami na rezygnację z bracketingu focusu, na rzecz niezawodności funkcji korpusu.
I po wykonaniu 1000 zdjęć w samym lesie, uważam że obietnica Canona została spełniona, nawet gdy musiałem się spieszyć, bo buty przemakały w grząskim terenie (zdradliwy mech), i tak udało się złapać ostrość tam, gdzie chciałem.







Nie ma też co ukrywać, że nie każde ujęcie jest doskonałe już na samym początku. Czasami nie jest łatwo oddać w formie zdjęcia tego, co się miało w głowie. Jednakże fotografia cyfrowa pozwala na różne sztuczki. Dzięki szczegółowej matrycy 32,5 MP wiem, że zdjęcie wyświetlane na podglądzie w aparacie to nie jest ostateczny kadr. Jeżeli zdecyduję, że jednak wolę pokazać scenę inaczej, swobodnie mogę ją kadrować i wskazać elementy dla mnie najważniejsze.
Canon EOS R6 Mark III to aparat uniwersalny. Nie obawia się skrajności i potrzeby szybkiego działania
Drugim światem, z którym chciałem zderzyć cyfrową rzeczywistość specyfikacji Canon EOS R6 Mark III, to miasto i jego wszystkie nieprzewidywalne elementy. Do tego celu wybrałem obiektyw, który na logikę zostałby wykorzystany w tym poprzednim, leśnym otoczeniu. Jednak stwierdziłem, że warto dać korpusowi trochę się wykazać z obiektywem RF 200-800 mm F6.3-9.

Odkrywanie miasta, zupełnie jak lasu, zaczyna się już w domu. Szczególnie, kiedy się ma na korpusie nałożony obiektyw Canona o takiej ogniskowej. Dlatego gdy kątem oka wychwyciłem na drugim końcu osiedla ruch, to bez wahania chwyciłem aparat i zacząłem po prostu robić ujęcie za ujęciem.
Moim sprzymierzeńcem była oczywiście prędkość migawki gwarantowana w EOS R6 Mark III. Z aparatami jest tak, że wyzwania się obchodzi rutyną, ale po tym jak raz się dostaje takie możliwości do rąk, trudno sobie wyobrazić powrót do czegoś wolniejszego niż 40 klatek na sekundę. W parze z prędkością i “przylepnością” autofocusu do obiektu, mamy narzędzie, które z łatwością pomoże uchwycić każdą scenę, gwarantując udane ujęcia.




Dzięki temu udało się podejrzeć lokalnego zająca, który coś omawiał ze sroką. A także podejrzeć szpaki w jesiennych już barwach, które poszukiwały jedzenia oraz kawkę, której ostatnio zasmakowały rozrzucane nasiona. Z właściwym aparatem, okazuje się, że cała okolica tętni życiem, o którym się za często nie myśli. I ponownie, dzięki pełnoklatkowej matrycy 32,5 MP, mogłem niektóre ujęcia zrobić intymniejszymi, dzięki czemu da się czuć, jakby rzeczywiście się zaglądało w nowy świat.
Czy 200-800 mm jest absurdalnie długą ogniskową do fotografii miejskiej? Jak najbardziej, lecz właśnie dlatego, że jest ona nieoczywista, pozawala odkrywać w mieście miejsca do fotografowania, o których się wcześniej nie myślało. Jednocześnie takie ekstremum pozwala jak na dłoni ujrzeć uniwersalność Canon EOS R6 Mark III, bowiem dosłownie spełni oczekiwania fotografów natury, miejskich oraz osób potrzebujących zamrozić moment.

Nim wykonałem pierwsze zdjęcie, trochę zacząłem się stresować, co jeżeli był to głupi pomysł? W końcu patrząc coraz bardziej w dal, najmniejsze ruchy wydają się w kadrze jakbyśmy dosłownie zmienili pozycję. A mnie również zależało, żeby sprawdzić aparat kompletnie bez statywu, robiąc wszystko z ręki. Zarówno las jak i miasto miały mieć te same warunki. Po pierwszym zdjęciu, wszystko już było jasne.
Stabilizacja i prędkość 40kl./s pozwoliły na odkrywanie miasta na nowo
Było jasne, że kompletnie nie ma powodów do zmartwień. To jednak nie zmienia faktu, że praca na ogniskowej 800 mm z ręki to ogromne wyzwanie ergonomiczne. Sam obiektyw do najlżejszych nie należy (przeszło 2 kilogramy) i po dłuższym czasie dłonie zaczynają odczuwać jego wagę.


Jednak to właśnie tutaj synergia sprzętowa pokazuje doskonałość kunsztu Canona. Wbudowana w aparat stabilizacja fenomenalnie współpracuje ze stabilizacją optyczną zawartą w obiektywie. Deklarowana łączna skuteczność do 8,5 stopnia sprawia, że obraz w wizjerze staje się stabilny jakby cały świat był na kleju, co jest wręcz kluczowe przy wyłapywaniu drobnych architektonicznych detali odległej aglomeracji bez rozkładania statywu.

Podobnie jak w lesie, matryca 32,5 MP zagrała tu główną rolę. Nawet na ogniskowej 800 mm odległe miasto potrafi wymagać doprecyzowania kadru. Niezwykła szczegółowość sensoru dała mi pełną swobodę cyfrowego przybliżania wybranych fragmentów miejskiej zabudowy bez zauważalnej utraty jakości obrazu.
Co więcej, odległe miasto to nie tylko nieruchoma architektura, ale i ciągły ruch na ziemi i na niebie. Chcąc zamrozić te dynamiczne akcenty w kadrze, przełączyłem aparat w tryb migawki elektronicznej. Szybkość na poziomie 40 klatek na sekundę pozwala dosłownie na zamrożenie każdej akcji. To potężna funkcja, którą doceni każdy fotograf przyrody czy sportu.




Czyste niebo dostarczało wyjątkowo dużo widoku samolotów, co pozwalało obiektywowi i autofocusowi się sprawdzić w akcji. Naturalnie nie było żadnego problemu, żeby każdy z obiektów uchwycić w kadrze. Bez najmniejszych obaw przeszedłem też na tryb Av i oddałem korpusowi kontrolę nad prędkością migawki i ISO, wiedziałem, że spokojnie mogę być tylko pasażerem tej wycieczki.
Początkowo też byłem dość przerażony jednak dość dużą wagą obiektywu. Zaskakująco, nie czułem po paru godzinach zmęczenia w dłoniach. Jasne, mięśnie ramion trochę prosiły o przerwę, lecz sam korpus był już jak część ciała. Leżał w dłoniach, jakby był stworzony pod wymiar. Palce zawsze odnajdywały właściwe przyciski i pokrętła, gdzie było potrzeba. A jeżeli potrzebowałem zmienić prędko jakieś ustawienia, to ekran dotykowy działał jak znalazł.




Nie tylko zdjęciami fotograf żyje. Canon EOS R6 Mark III doskonale się sprawdzi w hybrydowym stylu pracy
Twórcy, którzy coraz częściej obok zdjęć muszą także dostarczyć materiał wideo, docenią na pewno fakt, jak sprawnie ten korpus łączy oba światy na płaszczyźnie hybrydowej. Wprowadzenie gniazdka dla karty CFexpress Type B to ukłon Canona w stronę fotografów, którzy wymagają od siebie jeszcze większej elastyczności i potrzebują większej szybkości zapisu materiału.


Producent postawił na zaawansowane funkcje wideo, rozszerzające możliwości przeciętnego bezlusterkowca. Rejestracja wideo w rozdzielczości 4K odbywa się zatem bez jakiegokolwiek przycięcia obrazu i jest tworzona często z rozdzielczości 6K, co daje niezwykłą ostrość i czystość nagrania. Dodatkowo możliwość pracy w wysokim klatkażu (120 fps w 4K) pozwala na tworzenie niesamowicie płynnych, kinowych ujęć w zwolnionym tempie.




Co więcej, Canon nie zamierza ograniczać swoich użytkowników, którzy obecnie muszą myśleć dwutorowo o budowaniu swojego portfolio. Dzisiaj równie istotne jest posiadanie bazy w mediach społecznościowych i właśnie z myślą o takich osobach, do dyspozycji oddano wyjątkową funkcję bez kompromisów.

W Canon EOS R6 Mark III nie trzeba fizycznie obracać aparatu na statywie czy w ręce, gdyż nagrywany materiał wykorzystuje pełną powierzchnię matrycy, dzięki funkcji Wideo Open Gate. Tym samym w postprodukcji z jednego poziomego ujęcia wycinamy idealny, pionowy materiał na rolkę bez straty cennego pola widzenia.
O ergonomii nie zapomniano, dlatego gniazda na karty, wejścia na baterię i sloty na pozostałe elementy zestawu filmowego są w miejscach łatwo dostępnych po zamontowaniu na statywie.
Praca z Canon EOS R6 Mark III zmienia obowiązki w przyjemność, a hobbystów zachęca do częstszego używania
Patrząc całościowo na doświadczenie pracy z aparatem Canon EOS R6 Mark III, trudno mi nie odnieść wrażenia, że japońskim specjalistom udało się stworzyć sprzęt niemal perfekcyjnie zbalansowany, na którym można po prostu polegać. Powierzchownie można ocenić, że względem poprzednika zmieniło się niewiele, lecz to tylko iluzja.





Wzrost rozdzielczości do 32,5 MP, kapitalny autofocus, niesamowicie skuteczna stabilizacja 8,5 stopnia oraz zaawansowane tryby wideo tworzą z niego potężny aparat pełnoklatkowy, który idealnie dopasowuje się do indywidualnego stylu każdego twórcy. Niezależnie od tego, czy celem jest czysty obraz w ciemniejszej scenerii lasu albo w pomieszczeniach (co z pewnością docenią fotografowie ślubni i eventowi), czy zamrażanie ulotnych chwil.







Po pracy z tym sprzętem, trudno mi powiedzieć, żeby miał jakiekolwiek słabe punkty, które psułyby przyjemność z pracy. Wręcz jest aż troszkę może nudno perfekcyjny w swojej kategorii. Czuć, że składając go, twórcy Canona dobierali komponenty z droższych flagowców, aby stworzyć coś w sam raz uniwersalnego. Dzięki ulepszeniom w rozdzielczości matrycy oraz zaawansowanym funkcjom wideo, aparat ten doskonale się sprawdzi zarówno dla twórców hybrydowych, jak i osób potrzebujących swobody w kadrowaniu w studiu czy w plenerze.
Nie mówiąc już o hobbystach, którzy będą mogli z dumą w detalach oglądać czego wspólnie dokonali z Canonem EOS R6 Mark III.

