Ale czego udało się dowiedzieć dzięki wspomnianej misji? Promieniowanie kosmiczne w pobliżu Księżyca jest większe niż na niskiej orbicie okołoziemskiej, choć różnica okazuje się mniejsza, niż można było oczekiwać. Co ciekawe, zastosowana technologia pozwala również rejestrować ślady cząstek, które mogą umykać tradycyjnym urządzeniom pomiarowym.
Czytaj też: Tajemnicza dziura na Księżycu priorytetem dla NASA. Agencja mówi, co może się w niej kryć
Wyniki badań są dostępne w Radiation Measurements i pokazują, że warunki radiacyjne w przestrzeni wokółksiężycowej różnią się od tych panujących na niskiej orbicie okołoziemskiej, lecz skala tej różnicy nie jest tak duża, jak mogłyby sugerować same właściwości promieniowania kosmicznego.
Warto mieć przy tym na uwadze fakt, iż jednym z kluczowych czynników chroniących astronautów na niskiej orbicie okołoziemskiej jest ziemskie pole magnetyczne. Zatrzymuje ono część naładowanych cząstek, tworząc między innymi pasy radiacyjne Van Allena. Znajdujące się w nich protony o stosunkowo niskich energiach mogą odpowiadać za znaczną część dawki promieniowania otrzymywanej przez astronautów w określonych warunkach orbitalnych.
W pobliżu Księżyca sytuacja wygląda inaczej. Nie ma tam porównywalnej ochrony zapewnianej przez ziemskie pole magnetyczne, dlatego większe znaczenie ma galaktyczne promieniowanie kosmiczne. Tworzą je wysokoenergetyczne cząstki, które mogą przenikać przez ludzkie ciało.
Mimo to pomiary przeprowadzone w ramach eksperymentu MARE wykazały, iż całkowite dawki promieniowania w pobliżu Księżyca są wyższe, choć nie na skalę, jakiej można było się spodziewać. Co istotne, rozkład dawek wewnątrz badanych manekinów był niemal jednorodny. To cenna informacja przy ocenie narażenia astronautów podczas przyszłych wypraw poza bezpośrednie otoczenie Ziemi.
Co ciekawe, technologia przygotowana przez naszych rodaków wyróżnia się sposobem rejestrowania promieniowania. Gdy cząstki jonizujące przechodzą przez kryształ fluorku litu, powodują powstawanie defektów w jego strukturze. W laboratorium można je odczytać, oświetlając materiał niebieskim światłem. Kryształ emituje wówczas czerwone światło fluorescencyjne, a ślady cząstek stają się widoczne pod mikroskopem.
Jak wyjaśniają autorzy, detektory działają podobnie do kliszy fotograficznej: zapisują ślady zdarzeń, które można przeanalizować dopiero po zakończeniu pomiaru. W przeciwieństwie do tradycyjnych pasywnych detektorów plastikowych nie wymagają jednak wcześniejszego trawienia chemicznego. Po odpowiedniej kalibracji wyniki uzyskane nową metodą różniły się od pomiarów konwencjonalnych detektorów o nie więcej niż 15 procent w zakresie energii, który można było porównać. Co więcej, kryształy zarejestrowały wiele śladów cząstek pozostawiających mniej energii, niż wynosił próg wykrywania stosowanych dotychczas urządzeń.
Źródło: Radiation Measurements
