Test Roborock Qrevo Edge 2 Flow. Mopowanie ma moją uwagę

Roboty sprzątające przeszły w ostatnich latach niemałą metamorfozę. Jeszcze niedawno cieszyliśmy się, kiedy urządzenie potrafiło przejechać przez mieszkanie bez zaklinowania się pod meblem, a dzisiaj oczekujemy dumnie – ale słusznie – że samo rozpozna zabrudzenia, ominie przeszkody, umyje podłogę. Przyznam jednak, że spośród wszystkich funkcji, które producenci rozwijają z roku na rok, jedna od dawna budzi we mnie mieszane uczucia. Chodzi o mopowanie, które w wielu robotach wciąż pozostawia w mojej ocenie sporo do życzenia. Roborock Qrevo Edge 2 Flow próbuje rozwiązać ten problem w naprawdę ciekawy sposób.
Test Roborock Qrevo Edge 2 Flow. Mopowanie ma moją uwagę

Kilka ciekawych rozwiązań

Patrząc na Roborock Qrevo Edge 2 Flow, nie widzę absolutnie wizualnego przełomu. Mamy klasycznego, okrągłego robota sprzątającego, utrzymanego w białej kolorystyce (i na początku to jedyna opcja do wyboru), z minimalistyczną obudową i dopasowaną do niego stacją dokującą. Całość wygląda bardzo schludnie i nowocześnie, chociaż osoby oczekujące czegoś bardziej charakterystycznego, ekstrawaganckiego mogą poczuć lekki niedosyt.

Robot ma zaledwie 8,98 cm wysokości, co robi wrażenie, szczególnie w przypadku konstrukcji wyposażonej w mop rolkowy i zaawansowany system nawigacji. Jeszcze kilka lat temu obecność wieżyczki LiDAR oznaczała, że robot nie zmieści się pod niektórymi meblami. Tutaj udało się to rozwiązać dzięki systemowi RetractSense, którego moduł może automatycznie chować się w obudowie.

W otwartej przestrzeni czujnik pozostaje wysunięty, skanując otoczenie w zakresie 360 stopni. Kiedy robot zbliża się do niskiego mebla, moduł faktycznie chowa się, pozwalając urządzeniu wjechać do niziutkiej przestrzeni, która dla wyższych konstrukcji mogłaby być niedostępna. To rozwiązanie zdecydowanie bardziej praktyczne niż kolejny efektowny dodatek, z którego korzysta się dwa razy po zakupie.

Nie oznacza to możliwości wjechania pod absolutnie każdą szafkę. Mebel musi zapewniać odpowiedni prześwit, a nierówna podłoga czy wystające elementy konstrukcyjne mogą ograniczyć dostęp. Przy tak niewielkich odstępach nawet kilka milimetrów robi różnicę. Sama stacja nie należy do najmniejszych, choć przy oferowanych funkcjach jej rozmiary nie są zaskakujące. Jej wymiary to 40 × 47 × 45 cm.

SpiraFlow 2.0 zmienia podejście do mopowania

Gdybym miała wskazać jeden element, który naprawdę wyróżnia Qrevo Edge 2 Flow, bez zastanowienia wybrałabym system mopowania. I już tłumaczę, dlaczego to aż tak interesująca kwestia. Otóż Roborock zdecydował się odejść od klasycznych, obracających się padów na rzecz szerokiego wałka mopującego. To pierwszy model z mopem rolkowym w serii Qrevo Edge, a SpiraFlow 2.0 to druga generacja tej technologii.

Największym problemem tradycyjnych systemów mopujących jest stopniowe przenoszenie zabrudzeń. Każdy, kto korzystał wcześniej z robota z obrotowymi padami, na pewno wie, o co mi chodzi. Nawet jeśli pady są regularnie czyszczone w stacji, pomiędzy kolejnymi wizytami robot przeciera podłogę coraz brudniejszym materiałem. Przy codziennym kurzu nie jest to dla mnie odczuwalne, ale rozlana ciecz, błoto czy resztki jedzenia stanowią już znacznie większe wyzwanie.

W Roborocku zastosowano wałek o szerokości 270 mm, który obraca się z prędkością do 240 obrotów na minutę. Jest dociskany do podłogi z siłą do 15 N, a 16 dysz ciśnieniowych dostarcza świeżą wodę na jego powierzchnię. Jednocześnie zabrudzona woda jest na bieżąco odprowadzana do osobnego zbiornika. Dzięki temu materiał czyszczący nie musi czekać na powrót do stacji, żeby pozbyć się zgromadzonego brudu.

I słuchajcie, taki mechanizm szczególnie dobrze sprawdza się właśnie przy mokrych i lepkich zabrudzeniach. Ruch obrotowy połączony z dociskiem zapewnia działanie mechaniczne, a stałe doprowadzanie wody ogranicza ponowne rozprowadzanie zanieczyszczeń. To zdecydowanie bardziej zaawansowane podejście niż zwykłe przeciąganie wilgotnego materiału po podłodze.

Czy każdy zaschnięty ślad zniknie po jednym przejeździe? No nie. Skuteczność, wiadomo, bardzo zależy od rodzaju zabrudzenia, czasu, przez jaki pozostawało na powierzchni, ustawień urządzenia oraz samej podłogi. Producent deklaruje usuwanie między innymi ketchupu, kawy czy sosu sojowego. W przypadku uporczywych plam potrzebne było ponowne mopowanie, ale muszę przyznać, że to jedno z lepszych rozwiązań mopujących w tej kategorii, z jakich przyszło mi korzystać.

Ciekawym dodatkiem jest także automatyczne dopasowywanie ilości wody do rodzaju twardej podłogi, wykorzystujące rozpoznawanie obrazu RGB wspomagane sztuczną inteligencją. Ma to znaczenie szczególnie przy drewnie, gdzie nadmierna wilgoć zdecydowanie nie jest mile widziana. Tę funkcję należy aktywować w aplikacji. Nie działa ona automatycznie od pierwszego uruchomienia.

35 000 Pa robi wrażenie. Tylko czy naprawdę potrzebujemy aż tyle?

W ostatnich latach producenci robotów sprzątających rozpoczęli prawdziwy wyścig na moc ssania. Jeszcze niedawno wartości kilkunastu tysięcy paskali wydawały się imponujące, a obecnie coraz częściej spotykamy urządzenia przekraczające 30 000 Pa. Roborock Qrevo Edge 2 Flow oferuje maksymalnie 35 000 Pa w ramach systemu HyperForce.

To rzeczywiście wysoka wartość. Jednak pamiętam z tyłu głowy o tym, że ciśnienie ssania nie mówi wszystkiego o skuteczności odkurzania. Równie duże znaczenie mają konstrukcja szczotek, przepływ powietrza, sposób prowadzenia urządzenia i rodzaj sprzątanej powierzchni. Robot osiągający imponujące parametry w kontrolowanych warunkach niekoniecznie musi radzić sobie proporcjonalnie lepiej od słabszego modelu podczas codziennego sprzątania.

Na co dzień robot faktycznie dobrze radził sobie z kurzem, okruszkami w kuchni czy włosami. Zdarzało się jednak, że przy większych zabrudzeniach, szczególnie w trudno dostępnych miejscach, potrzebował drugiego przejazdu. Moc ssania jest więc zadowalająca, jednak wciąż wierzę, że może być lepiej. Zabrudzenia znikają, ale nie uważam, że w stopniu, który określiłabym jako rewolucyjny.

Na szczęście Roborock nie ograniczył się wyłącznie do zwiększenia mocy. Zastosowano tutaj szczotkę główną DuoDivide, której konstrukcja ma ograniczać nawijanie się włosów. Moje włosy są absolutnie wszędzie – na podłodze, pod meblami. No wszędzie. A każdy, kto choć raz musiał wycinać włosy zaplątane wokół szczotki odkurzacza, z pewnością doceni sens takiego rozwiązania. Jestem bardzo zadowolona z tej funkcji.

Uzupełnieniem są boczne szczotki Dual Lifting Arc, z których prawa może zmieniać kierunek obrotów. Pomaga to zresztą w wymiataniu zabrudzeń z trudniejszych narożników, gdzie klasyczne roboty często pozostawiają drobinki kurzu. Z kolei system Edge-Adaptive pozwala wysuwać wałek mopujący na bok, zwiększając dokładność czyszczenia podłogi przy ścianach i meblach. Dzięki temu urządzenie dociera bliżej listew przypodłogowych i krawędzi mebli.

Nie oczekuję jednak, że nawet tak rozbudowany mechanizm zdejmie ze mnie potrzebę okazjonalnego sprzątania ręcznego. W bardzo ciasnych narożnikach, przy nietypowych nogach mebli czy w przestrzeniach niedostępnych dla okrągłej obudowy nadal mogą pozostawać zabrudzenia i przysłowiowa ścierka zawsze powinna być w pogotowiu. Ale to już ograniczenie wynikające z samej konstrukcji robota.

Robot ma rozpoznawać ponad 280 rodzajów przeszkód?

Za orientację w przestrzeni odpowiada nie tylko LiDAR. Qrevo Edge 2 Flow wykorzystuje również system Reactive AI, który łączy analizę obrazu z rozpoznawaniem przeszkód. Według specyfikacji urządzenie potrafi identyfikować ponad 280 rodzajów obiektów.

Brzmi imponująco, szczególnie jeśli pomyślimy o typowych sytuacjach w mieszkaniu. Pozostawione kapcie, zabawki, buty czy drobne przedmioty potrafią skutecznie utrudnić, a wręcz uniemożliwić pracę robota. System rozpoznawania otoczenia ma pomóc w ich omijaniu bez konieczności wcześniejszego przygotowywania idealnie uporządkowanej przestrzeni.

Podczas codziennego sprzątania zostawiłam na podłodze buty i losowe małe przedmioty, żeby sprawdzić, jak robot poradzi sobie z takim małym domowym bałaganem. Większość przeszkód rozpoznawał i sprawnie omijał, choć przy mniejszych zdarzało mu się podjechać nieco za blisko.

Podoba mi się również pomysł rozróżniania suchych i mokrych zabrudzeń. W końcu rozsypane okruszki wymagają zupełnie innego działania niż rozlany napój. Odpowiedni dobór sposobu sprzątania ogranicza ryzyko niepotrzebnego rozmazywania zanieczyszczeń.

Pamiętajcie, że wciąż wiele zależy też od oświetlenia, ustawienia obiektu i wybranego trybu omijania. Dlatego nawet mając zaawansowanego robota z kamerą, nie rezygnujcie całkowicie z przygotowania podłogi przed sprzątaniem. Niekoniecznie każdorazowo, w końcu to jest robot sprzątający, więc tej pracy dodatkowej chcielibyśmy jak najmniej. Jeśli jednak macie czas i chęci, to naprawdę polecam, bo kilka minut przygotowania podłogi potrafi mocno poprawić efekt sprzątania.

Osobną kwestią jest obecność kamery w urządzeniu przemieszczającym się po mieszkaniu. Roborock oferuje funkcje pozwalające obserwować dom, zdalnie sterować robotem czy monitorować zwierzęta. Dla osób, które spędzają dużo czasu poza domem, może to być naprawdę przydatne rozwiązanie. Jednocześnie warto świadomie zdecydować, czy potrzebujemy takich możliwości i odpowiednio skonfigurować ustawienia prywatności w aplikacji.

Dywany i mokry mop? Roborock ma na to własny sposób

Jednym z większych wyzwań dla robotów odkurzająco-mopujących są mieszkania, w których twarde podłogi przeplatają się z dywanami. Klasyczne konstrukcje często rozwiązują ten problem przez unoszenie padów, jednak samo podniesienie mokrego materiału nie zawsze zapewnia wystarczającą ochronę.

Roborock zastosował system Roller Shield. Przed wjazdem na dywan wałek unosi się maksymalnie o 15 mm, a dodatkowa osłona fizycznie oddziela mokry element od sprzątanej powierzchni. Producent deklaruje, że rozwiązanie pozwala uniknąć przenoszenia wilgoci na dywan. W przypadku dywanów z wysokim runem warto jednak odpowiednio skonfigurować ich omijanie w aplikacji, ponieważ samo uniesienie wałka może nie wystarczyć do ochrony każdego rodzaju materiału.

Zaletą jest to, że robot może obsługiwać mieszane powierzchnie bez konieczności ręcznego zdejmowania mopa przy każdej zmianie podłoża. Właśnie takie rozwiązania mają największy sens w codziennym użytkowaniu. Sprzęt powinien dostosowywać się do mieszkania, a nie wymagać dodatkowego wysiłku i pracy.

Stacja dokująca robi prawie wszystko. Prawie, bo obowiązki właściciela nie znikają

Przy zaawansowanych robotach sprzątających często mam wrażenie, że sama stacja dokująca staje się równie ważna jak urządzenie, które do niej wraca. W przypadku Qrevo Edge 2 Flow rzeczywiście trudno mi potraktować ją wyłącznie jako miejsce ładowania akumulatora.

Stacja automatycznie opróżnia pojemnik na kurz, uzupełnia wodę potrzebną do mopowania i czyści wałek. Do tego wykorzystuje wodę o temperaturze do 75°C, a następnie suszy element mopujący ciepłym powietrzem. Temperatura układu suszenia może osiągać 63°C. Takie rozwiązanie ma ograniczać pozostawanie wilgoci w materiale, co jest szczególnie istotne w przypadku urządzenia regularnie zbierającego mokre zabrudzenia.

Na czystą wodę przewidziano zbiornik o pojemności 4 litrów, natomiast brudna trafia do pojemnika 3-litrowego. Roborock deklaruje możliwość nawet 65 dni automatycznego opróżniania kurzu, ale warto podkreślić, że nie oznacza to dwóch miesięcy całkowicie bezobsługowego działania.

Wodę nadal trzeba uzupełniać, brudną wylewać, a zbiorniki regularnie czyścić. Szczególnie po intensywnym mopowaniu pozostawianie zanieczyszczonej wody przez dłuższy czas nie jest dobrym pomysłem. Do tego dochodzi okresowa konserwacja szczotek, filtrów i samej stacji. Na szczęście konstrukcja pozwala odchylić wałek o 75 stopni, co ułatwia dostęp do elementów wymagających czyszczenia.

Doceniam kierunek, w którym zmierza automatyzacja, ale nie lubię określenia „bezobsługowy robot sprzątający”. To nie istnieje. Żadne urządzenie wykorzystujące wodę i zbierające domowe zabrudzenia nie zwolni nas całkowicie z konserwacji. Qrevo Edge 2 Flow może znacząco ograniczyć liczbę czynności wykonywanych ręcznie, co samo w sobie jest już bardzo dużą zaletą. Pamiętajcie, że to wszystko jest po to, żeby nasze podłogi były jak najczystsze, a nie kaprys producenta.

Aplikacja Roborock, Hello Rocky i Matter. Tutaj też jest sporo możliwości

Nowoczesny robot sprzątający nie byłby kompletny bez czego? Bez rozbudowanej aplikacji! A jakże.

Roborock pozwala zarządzać mapami mieszkania, ustalać harmonogramy, wybierać pomieszczenia i konfigurować parametry odkurzania oraz mopowania. Nie trzeba więc za każdym razem uruchamiać pełnego sprzątania, kiedy zabrudzona została wyłącznie kuchnia.

Ciekawie prezentuje się system Roborock SmartPlan 3.0, który dobiera strategię sprzątania do pomieszczeń i warunków pracy. W teorii pozwala to ograniczyć ręczne zmienianie ustawień pomiędzy kolejnymi zadaniami. Trzeba jednak pamiętać, że bardziej zaawansowane funkcje wymagają poświęcenia czasu na poznanie aplikacji, a niektóre opcje trzeba samodzielnie aktywować. I to faktycznie warto mieć na uwadze, zwłaszcza jeśli chcemy podarować urządzenie osobie starszej. Warto jej pomóc, a także wytłumaczyć, jak działa, co i gdzie wybrać, żeby sprzątanie było efektywne.

Do dyspozycji otrzymujemy także asystenta głosowego Hello Rocky, działającego nawet bez połączenia z Wi-Fi. Możemy wydawać polecenia dotyczące sprzątania czy czyszczenia mopa bez konieczności sięgania po telefon. Oczywiście przydatność takiej funkcji będzie zależeć od przyzwyczajeń użytkownika i obsługiwanych komend.

Cieszy mnie natomiast obecność standardu Matter oraz integracji z popularnymi ekosystemami inteligentnego domu, w tym Apple Home, Alexą i Google Home. Dla osób posiadających już inteligentne oświetlenie, gniazdka czy inne urządzenia domowe możliwość uwzględnienia robota w automatyzacjach jest kolejnym argumentem przemawiającym za takim sprzętem.

Warto jednak pamiętać, że integracja Matter nie oznacza przeniesienia wszystkich funkcji aplikacji Roborock do zewnętrznego systemu. Zakres dostępnego sterowania zależy od obsługiwanych funkcji i platformy. Szczegółowe ustawienia sprzątania nadal najlepiej pozostawić dedykowanej aplikacji.

Robot ma akumulator o pojemności 5200 mAh. W naszym biurze, które ma ponad 100 metrów kwadratowych, sprawdzał się bez zarzutu i nie musiałam pilnować poziomu naładowania. Gdy przy łączonym odkurzaniu i mopowaniu zaczynało brakować energii, sam wracał do stacji, doładowywał się i kończył sprzątanie w miejscu, w którym przerwał. W mniejszych mieszkaniach to pewnie rzadkość, ale przy większym metrażu daje spokój, że cała powierzchnia zostanie posprzątana bez mojej pomocy.

Czytaj też: Roborock na IFA 2026. Przyjechałem zobaczyć odkurzacze, a znalazłem znacznie więcej

Ile kosztuje Roborock Qrevo Edge 2 Flow i czy warto się nim zainteresować?

Roborock Qrevo Edge 2 Flow swoją oficjalną polską premierę miał 22 października 2026 roku. Jego sugerowana cena detaliczna wynosi 3599 zł, natomiast w ramach promocji premierowej, zapowiedzianej do końca listopada, można kupić go za 2799 zł. Różnica wynosi 800 zł, a więc jest całkiem odczuwalna, szczególnie w segmencie, w którym konkurencja oferuje coraz więcej za coraz mniejsze pieniądze.

Największą zaletę tego modelu widzę w konstrukcji mopa rolkowego. System SpiraFlow 2.0 odpowiada na rzeczywisty problem tradycyjnych robotów, a połączenie ciągłego czyszczenia materiału świeżą wodą, mechanicznego docisku i automatycznej konserwacji w stacji ma solidne techniczne uzasadnienie. Do tego dochodzą niewielka wysokość, chowany LiDAR, mocny układ odkurzania oraz przemyślane rozwiązania do czyszczenia krawędzi.

Czy Roborock Qrevo Edge 2 Flow ma sens? Moim zdaniem to szczególnie ciekawa propozycja dla osób, które mają w domu dużo twardych podłóg i oczekują od robota czegoś więcej niż codziennego zbierania kurzu. Jeśli jednak mieszkacie w niewielkim lokalu, macie głównie dywany albo korzystacie z robota niemal wyłącznie do odkurzania, warto rozważyć również tańsze konstrukcje.

Najbardziej podoba mi się tutaj sam pomysł na rozwój technologii sprzątania. Przez lata producenci skupiali się na zwiększaniu mocy i dodawaniu kolejnych funkcji, tymczasem największy potencjał poprawy komfortu codziennego życia może kryć się w sposobie, w jaki robot myje podłogę. Qrevo Edge 2 Flow pokazuje, że jest jeszcze sporo miejsca na ciekawe rozwiązania.

Po czasie spędzonym z Roborockiem Qrevo Edge 2 Flow mam przemyślenie: to naprawdę udany robot sprzątający, choć z pewnością nie idealny. Odkurzanie wypada dobrze, ale nie zauważyłam tutaj rewolucji – choć najważniejsze jest to, że radzi sobie z tym zadaniem bez większego zarzutu. Znacznie bardziej przekonał mnie system mopowania. Wałek SpiraFlow 2.0 rzeczywiście dobrze poradził sobie z moimi podłogami, chociaż uporczywe zabrudzenia czasami wymagały drugiego przejazdu. Nadal trzeba pamiętać o konserwacji urządzenia, a sztuczna inteligencja nie zrobi za nas wszystkiego. Mimo tego jestem z niego zadowolona. I chyba właśnie to jest najważniejsze: dostałam rozwiązanie, którego zalety faktycznie dostrzegam podczas codziennych porządków.

Napisane przez

Matylda Kondej

Redaktor