Roborock na IFA 2026. Przyjechałem zobaczyć odkurzacze, a znalazłem znacznie więcej

Jeszcze kilka lat temu robot sprzątający był „po prostu” okrągłym odkurzaczem, który jeździł po mieszkaniu, odbijał się od mebli i od czasu do czasu spektakularnie zaplątywał w kabel od ładowarki, kiedy akurat nie było nas w domu. Na stoisku Roborock podczas IFA 2026 w Berlinie patrzyłem tymczasem na urządzenie, które potrafi podnosić własne podwozie, pokonywać naprawdę wysokie progi, chować LiDAR, wysuwać mop do krawędzi i wracać do stacji, która sama zajmie się sporą częścią jego obsługi. A kilka metrów dalej stały robot do basenu i autonomiczna kosiarka. Trochę się więc przez te kilka lat pozmieniało.
Roborock na IFA 2026. Przyjechałem zobaczyć odkurzacze, a znalazłem znacznie więcej

I chyba właśnie to było dla mnie najciekawsze w tegorocznej obecności Roborocka na IFA. Nie 36 000 Pa zapisane wielkimi cyframi przy Sarosie 20 Flow Complete — nowym flagowcu firmy. Nie była to również para o temperaturze 180 stopni w F25 Ultra Steam Gen 2, gdzie testowana przeze mnie pierwsza generacja już radziła sobie naprawdę nieźle. Nawet nie konstrukcje, przy których podczas pokazów automatycznie wyciąga się telefon, bo mogą z buta stać się viralem na TikToku — rzadko kiedy jeden robot sprzątający dosłownie podskakuje na mechanicznych nogach, a pozostałe dookoła niego machają wysuwanym ramieniem. Finalnie jednak najbardziej rzucało mi się w oczy to, że Roborock przestał myśleć o sobie wyłącznie jak o producencie robotów odkurzających.

Na stoisku w hali 9 Messe Berlin właściwie można było przejść przez cały dom i kawałek ogrodu, nie wychodząc ze świata jednej marki. Podłogi ma sprzątać Saros, większą plamę można potraktować F25, trawnik oddać robotowi koszącemu, a jeśli ktoś ma takie szczęście w życiu że na zewnątrz czeka na niego basen, Roborock chętnie zajmie się również nim. Brzmi to trochę jak technologiczna megalomania, ale jednocześnie ma naprawdę sporo sensu. Firma doszła do momentu, w którym kolejne kilka tysięcy paskali więcej nie wystarczy już, żeby wyznaczyć następny etap rozwoju. Trzeba znaleźć kolejne obowiązki, których człowiek najchętniej pozbyłby się ze swojego dnia.

Wiecie jednak jak to jest — na targowym stoisku bardzo łatwo zachwycić się urządzeniem, które robi coś efektownego przez trzy minuty demonstracji. Znacznie ciekawsze jest jednak pytanie, czy po powrocie z Berlina nadal chciałbym mieć takie urządzenie u siebie w domu i czy faktycznie zdejmie mi z głowy choć jeden kolejny obowiązek. W przypadku Roborocka odpowiedzi najlepiej szukać właśnie przy Sarosie 20 Flow Complete, bo to on najpełniej pokazuje, jak bardzo zmieniło się dziś rozumienie „robota sprzątającego”.

Czytaj też: Roborock z falą nowości. Najpierw zajmie się domem, a potem ogarnie ogród i wysprząta basen

Najważniejszy był Saros 20 Flow Complete. Nowy flagowiec Roborocka

Jeżeli miałbym wskazać jedno urządzenie ze stoiska Roborock, na którym naprawdę warto było zatrzymać się dłużej, byłby nim właśnie flagowy Saros 20 Flow Complete. To właśnie ten model jest najważniejszą nowością dla polskiego rynku i jednocześnie ciekawym przykładem tego, jak bardzo zmieniła się konkurencja między producentami robotów.

HyperForce oferuje maksymalnie 36 tysięcy Pa podciśnienia, więc wszystko się tu zgadza — jest dużo, jest flagowo i jest czym chwalić się w specyfikacji. Tylko że w 2026 roku sama siła ssania przestała być czymś, co załatwia absolutnie wszystko — przy robotach z tej półki znacznie ciekawsze staje się już to, co dzieje się z tymi parametrami w praktyce. Jak urządzenie prowadzi szczotkę, jak radzi sobie na dywanach, co robi przy krawędziach i czy po zakończeniu sprzątania faktycznie zostawia po sobie porządek.

Bardzo ciekawy jest również system SpiraFlow 2.0, czyli mop w formie obracającej się rolki. Roborock wykorzystuje 16 ciśnieniowych wylotów świeżej wody, które na bieżąco zwilżają i oczyszczają wałek. Ten może obracać się z prędkością do 240 obrotów na minutę i być dociskany do podłogi z siłą do 15 N. Idea jest bardzo sensowna — zamiast przez większą część sprzątania przeciągać po podłodze tę samą coraz brudniejszą powierzchnię mopa, system próbuje nieustannie ją odświeżać.

I właśnie to mówi mi o Sarosie znacznie więcej niż sama rekordowa siła ssania. W robotach premium odkurzanie jest już bowiem stosunkowo dobrze opanowanym problemem. Teraz zaczyna się walka o to, kto naprawdę nauczy robota myć podłogę, a nie tylko ciągnąć po niej wilgotną szmatkę. SpiraFlow 2.0 ma także automatycznie regulować ilość wody zależnie od rodzaju powierzchni, a rolka może podnosić się na 15 mm, kiedy robot wjeżdża na powierzchnię, której nie powinien moczyć — co jest dla mnie szczególnie ważne, bo większość naszego biura pokryta jest wykładziną i nie jestem — lekko mówiąc — najszczęśliwszy na świecie, kiedy robot ją zamoczy.

Do tego konstrukcja Saros 20 Flow Complete pozwala wysunąć mop w stronę krawędzi. Według producenta system może znaleźć się mniej niż 10 mm od brzegu — i to kolejny przykład charakterystycznej dla dzisiejszych robotów wojny o ostatnie centymetry. Jeszcze kilka lat temu akceptowaliśmy, że przy listwie trzeba będzie później poprawić ręcznie. Dziś flagowiec, który zostawia wyraźny nieumyty pas, zwyczajnie zaczyna wyglądać na niedopracowany.

Czytaj też: Rozkoszne promocje Roborock na 12. urodziny. Te odkurzacze, mopy i roboty kupisz taniej

Jeszcze robot sprzątający, czy już mały łazik?

A potem Saros zaczyna wspinać się na progi i robi się jeszcze ciekawiej. AdaptiLift Traverse 3.0 pozwala urządzeniu unosić korpus i pokonywać dwustopniowe progi o łącznej wysokości do 8,8 cm. Warto tutaj zrobić jedno ważne zastrzeżenie — nie oznacza ona, że robot po prostu wjedzie na pionowy klocek wysoki na 8,8 cm. Producent mówi o dwustopniowej przeszkodzie: w warunkach testowych pierwszy stopień może mieć do 4,5 cm, a drugi poniżej 4,3 cm. Mimo wszystko jest to ogromna różnica względem starszych konstrukcji, dla których nawet znacznie niższy próg potrafił oznaczać koniec wycieczki po mieszkaniu.

Ciekawe jest też to, jak Roborock próbuje pogodzić zaawansowaną nawigację z niską obudową. Saros 20 Flow Complete mierzy 8,98 cm wysokości i korzysta z systemu Retract Sense LiDAR Navigation z chowanym modułem LDS. W otwartej przestrzeni sensor może się unieść, zapewniając skanowanie otoczenia w zakresie 360 stopni, a pod niskimi meblami zostaje schowany. Robot korzysta wtedy między innymi ze swojego tylnego pola widzenia. Producent deklaruje ponadto rozpoznawanie ponad 300 typów przeszkód, co też pokazuje, jaką drogę przeszliśmy — kiedyś to były po prostu skarpetki, krzesła czy kable.

To jest jedna z tych rzeczy, przy których rozwój robotów w ostatnich latach staje się najlepiej widoczny. Pierwsze generacje próbowały po prostu nie uderzać w ściany. Dzisiejsze flagowce podnoszą podwozie, chowają czujniki, rozróżniają rodzaje zabrudzeń i decydują, czy mają coś odkurzyć, ominąć, czy potraktować samym mopem. I bardzo dobrze, bo prawdziwa autonomia nie polega na tym, że robot ma w aplikacji przycisk „sprzątaj”, tylko na tym, że użytkownik nie musi co chwilę ratować go spod krzesła.

Czytaj też: Roborock stawia na swobodę i prezentuje kolejne nowości. Premiera potężnej serii Saros 20 i odkurzaczy F25

Stacja dokująca jest równie ważna jak sam robot

Stacja jeszcze niedawno była po prostu miejscem ładowania — a w Sarosie 20 Flow Complete jest właściwie drugim urządzeniem. Nowy RockDock może myć mop wodą o temperaturze do 100 stopni Celsjusza, suszyć go powietrzem o temperaturze 63 stopni Celsjusza, automatycznie dozować detergent i uzupełniać zbiornik robota ciepłą wodą. System monitoruje również poziom zabrudzenia podczas czyszczenia rolki i może zdecydować, że trzeba ją umyć dłużej albo ponownie wysłać robota na szczególnie zabrudzony fragment podłogi. Dochodzi do tego automatyczne opróżnianie zbiornika na kurz — Roborock deklaruje do 65 dni bez jego ręcznego opróżniania.

Można oczywiście śmiać się z tego, że dochodzimy do momentu, w którym odkurzacz potrzebuje bazy większej od niejednego małego AGD. Tylko że to właśnie tutaj rozgrywa się dzisiaj jedna z najważniejszych bitew. Robot ma być coraz mniej urządzeniem, którym trzeba się zajmować, a coraz bardziej usługą działającą gdzieś w tle. Saros 20 Flow Complete otrzymał też certyfikat „Allergy Friendly” organizacji ECARF. Certyfikatem objęto także wspomnianego już F25 Ultra Steam Gen 2 oraz prezentowanego na IFA Sarosa 20 Neo.

Ten ostatni oczywiście był częścią całego targowego widowiska i trudno było go nie zauważyć, ale z polskiej perspektywy zdecydowanie nie jest najważniejszy — do naszych sklepów po prostu nie trafi. Dlatego dużo chętniej zatrzymałem się przy Qrevo Edge 2 Flow. To właśnie on może być ciekawszym testem tego, czy mop rolkowy przestanie być zabawką z najwyższej półki i zacznie schodzić do tańszych modeli. A skoro już o nim mowa, to…

Czytaj też: Test Roborock Saros 20 – po Sarosie 10R miał wysoko zawieszoną poprzeczkę

Najciekawszy „tańszy” robot może nazywać się właśnie Qrevo Edge 2 Flow

I właśnie dlatego na stoisku warto było zatrzymać się również przy Qrevo Edge 2 Flow. Z zewnątrz może nie robi takiego przedstawienia jak Saros 20 Flow Complete, ale po chwili okazuje się, że Roborock przeniósł do niego zaskakująco dużo technologii ze swojego flagowca. I to jest akurat bardzo dobra wiadomość, bo mop rolkowy nie zostaje ciekawostką zarezerwowaną wyłącznie dla najdroższego modelu.

Tutaj również pracuje SpiraFlow 2.0. Rolka ma 270 mm szerokości, obraca się z prędkością do 240 obrotów na minutę, a 16 dysz pod ciśnieniem na bieżąco dostarcza do niej czystą wodę. Robot jednocześnie zbiera tę zabrudzoną do osobnego zbiornika, więc idea pozostaje taka sama jak w Sarosie — podłoga ma być myta stale odświeżaną powierzchnią, zamiast wałkiem, który z każdym kolejnym metrem coraz bardziej rozprowadza po niej to, co zebrał wcześniej. Sam przepływ wody może być przy tym dopasowywany do rodzaju podłogi, a przy wjeździe na dywan rolka unosi się nawet o 15 mm i zostaje osłonięta, żeby nie zostawiać za sobą mokrego śladu.

Nie zrezygnowano również z kilku innych rzeczy, które zwróciły moją uwagę przy Sarosie. Qrevo Edge 2 Flow ma zaledwie 8,98 cm wysokości i również korzysta z chowanego systemu RetractSense. Na otwartej przestrzeni LiDAR pozostaje wysunięty i skanuje otoczenie w 360 stopniach, a przed wjazdem pod niski mebel znika w obudowie. Do tego dochodzi 35 000 Pa maksymalnej mocy HyperForce, szczotka DuoDivide ograniczająca problem plączących się włosów oraz wysuwany mop rolkowy, który może zbliżyć się do krawędzi na mniej niż centymetr.

Ciekawie robi się też przy rozpoznawaniu zabrudzeń. Kamera RGB służy nie tylko do omijania ponad 280 typów przeszkód. Robot ma potrafić rozpoznać, z czym właściwie ma do czynienia, a następnie dobrać sposób sprzątania. Przy rozsypanym żwirku czy kawie może zwiększyć siłę ssania, natomiast przy rozlanym płynie przejść na samo mopowanie. To nadal funkcje, które chętnie sprawdziłbym poza kontrolowanym środowiskiem targowego stoiska, ale sam pomysł bardzo mi się podoba. Robot nie powinien przecież traktować kałuży wody dokładnie tak samo jak rozsypanych okruchów.

Równie dużo dzieje się po powrocie do bazy. Stacja sama opróżnia pojemnik na kurz, uzupełnia wodę, na bieżąco kontroluje zabrudzenie rolki i w razie potrzeby może wydłużyć jej mycie albo wysłać robota na dodatkowy przejazd po bardziej zabrudzonym miejscu. Później suszy układ ciepłym powietrzem o temperaturze 63 stopni Celsjusza. Producent deklaruje również nawet 65 dni pomiędzy ręcznym opróżnianiem worka na kurz.

I to pod kątem stricte użytkowym najbardziej podobało mi się na stoisku Roborocka — najważniejsze pomysły z Sarosa zaczynają już schodzić niżej w gamie. Jeśli SpiraFlow 2.0 rzeczywiście okaże się tak skuteczny w normalnym mieszkaniu, jak wyglądał podczas demonstracji w Berlinie, nie trzeba będzie od razu sięgać po najbardziej rozbudowanego robota w ofercie, żeby dostać technologię, która jest jednym z głównych tematów tegorocznych premier Roborocka.

Czytaj też: Test Roborock Qrevo Edge 2 Pro – dla tych, którzy chcą czystość bez codziennej obsługi

F25 Ultra Steam Gen 2 — rozwiązanie dla tych, którzy czasem wolą posprzątać sami

Drugim najważniejszym urządzeniem Roborock na IFA 2026 był F25 Ultra Steam Gen 2. I trochę paradoksalnie właśnie ręczny odkurzacz wet-dry jest świetnym uzupełnieniem całej historii o automatyzacji.

Roboty mają przejmować rutynę — codzienny kurz, sierść, drobne zabrudzenia i regularne mopowanie mogą dziać się wtedy, kiedy nas nawet nie ma w domu. Są jednak sytuacje, w których nie mam ochoty otwierać aplikacji i wyznaczać robotowi strefy. Coś rozlewam w kuchni, na podłogę spada jedzenie albo pojawia się zaschnięta plama i chcę usunąć ją teraz, natychmiast. Właśnie tutaj pojawia się F25.

Najważniejszą zmianą w drugiej generacji Ultra Steam jest VaporFlow 2.0. W trybie Turbo Steam urządzenie ma generować parę z deklarowaną temperaturą 180 stopni Celsjusza i wydajnością 5000 mg na minutę. Producent podaje około 30 sekund przygotowania pary w określonych warunkach ciepłego startu, czyli po wcześniejszej pracy urządzenia w trybie Steam. Do tłustych zabrudzeń przewidziano z kolei WaveFlow, wykorzystujący przepływ wody podgrzewanej do 90 stopni Celsjusza.

I tutaj ponownie warto uważać na duże liczby. Deklarowane 180 stopni dotyczy temperatury zmierzonej na wyjściu wewnętrznej grzałki, a nie temperatury powierzchni podłogi ani nawet samego wylotu pary. Producent podaje przy tym wyniki testów TÜV Süd dotyczących podłóg drewnianych. To bardziej użyteczna informacja niż sama widowiskowa liczba, bo przy urządzeniu pracującym z wysoką temperaturą naturalnie pierwsze pytanie brzmi: co stanie się z parkietem? To przynajmniej daje solidniejszy punkt odniesienia niż sama deklaracja producenta — w teście TÜV Süd na litej podłodze drewnianej nie stwierdzono pęcznienia, deformacji ani pęknięć.

Poza parą F25 Ultra Steam Gen 2 ma deklarowane 25 000 Pa ssania podczas pracy mokro-suchej, wałek pracujący z prędkością 450 ruchów na minutę i docisk do 33 N. SensEdge AI Robotic Arm ma docierać do samych krawędzi z trzech stron, a system SlideTech 2.0 aktywnie wspomaga ruch urządzenia na kołach. Konstrukcję można położyć praktycznie płasko — korpus ma wówczas 12,5 cm wysokości — dzięki czemu da się wjechać głębiej pod meble.

Producent deklaruje nawet do 100 minut pracy w odpowiednim trybie, choć korzystanie z pary skraca ten czas do maksymalnie około 30 minut. Po zakończeniu sprzątania urządzenie może samo umyć wałek w wysokiej temperaturze i wysuszyć go gorącym powietrzem. To w sumie idealnie pokazuje dwie twarze współczesnego smart home. Saros ma sprawić, żebym o sprzątaniu zapomniał (co bardzo mi się podoba, zresztą). F25 ma sprawić z kolei, że jeśli już muszę zrobić coś sam, uporam się z tym możliwie szybko.

Czytaj też: Nowy wymiar sprzątania i fantastyczna wizja przyszłości. Roborock na CES 2026

Największy tłum nie zawsze zbiera się przy najbardziej praktycznym produkcie

Targi mają jednak swoje prawa. Najbardziej praktyczny produkt niekoniecznie jest tym, przy którym ludzie najczęściej wyciągają telefon. Roborock przywiózł do Berlina również Saros Rover — eksperymentalną konstrukcję poruszającą się na wysuwanych „nogach” zakończonych kołami. Podczas demonstracji robot wchodził po schodach, zjeżdżał z nich i czyścił kolejne stopnie. Na IFA można było zobaczyć tę koncepcję w działaniu, choć producent nadal nie podał ceny ani konkretnego terminu wprowadzenia jej do sprzedaży. To raczej demonstracja kierunku rozwoju niż urządzenie, które za chwilę postawimy w salonie — tak czy siak, robi wrażenie i wygląda kosmicznie.

I właśnie dlatego sam wyciągnąłem przy nim telefon i ten fragment ekspozycji zapamiętałem tak dobrze. Takie konstrukcje może jeszcze nie odpowiadają na najbardziej codzienne potrzeby, ale świetnie pokazują, jak szybko przesuwają się granice tej kategorii. Jeszcze niedawno największym wyzwaniem dla robota był zwykły próg, a dziś producenci zaczynają serio myśleć o schodach i samodzielnym przemieszczaniu się między piętrami. Na targach technologicznych trudno o lepszy symbol tego, jak bardzo roboty sprzątające przestały być prostymi odkurzaczami na kółkach.

Roborock wyszedł z domu — a nawet się umył i dotknął trawy

Najbardziej znaczącym elementem całej ekspozycji może być natomiast to, że ambicje Roborock przestały kończyć się na drzwiach wejściowych. RockAqua P1 to pierwszy robot marki przeznaczony do czyszczenia basenów. Ma pracować na dnie, ścianach i przy linii wody, ale szczególnie ciekawa jest możliwość wjazdu na płytkie platformy, gdzie głębokość wynosi zaledwie 15 cm. System ClearVision wykorzystuje kamerę do wykrywania widocznych zabrudzeń i może priorytetyzować miejsca, w których jest ich więcej. Układ filtracji składa się z warstw 180 i 70 μm, kosz ma pojemność 4 litrów, a deklarowany przepływ sięga 6800 galonów na godzinę, czyli około 25 700 litrów. Po zakończeniu pracy funkcja Auto Waterline Parking sprowadza robota w okolice linii wody, żeby użytkownik nie musiał go wyławiać ze środka basenu.

Oczywiście z polskiej perspektywy robot basenowy będzie urządzeniem zdecydowanie bardziej niszowym niż Saros, ale strategicznie jest bardzo ciekawy. To przecież dokładnie ten sam schemat, który Roborock wcześniej zastosował we wnętrzu — znaleźć powtarzalną, niewdzięczną czynność i spróbować całkowicie ją zautomatyzować.

Podobnie jest z RockNeo Q2 LiDAR. Robot koszący wykorzystuje system Sentisphere LiDAR, dwie kamery i rozwiązanie ReactiVision do rozpoznawania otoczenia, dzięki czemu nie potrzebuje fizycznego przewodu wyznaczającego granice trawnika. Sam może tworzyć mapę terenu, a moduł PreciEdge ma pozwalać na koszenie około 3 cm od krawędzi. Model przygotowano do obsługi trawników o powierzchni do 800 metrów kwadratowych.

I nagle slogan „Rocking Life with You”, którym firma otacza tegoroczne premiery, przestaje wydawać się tylko targowym hasłem przyklejonym do ściany stoiska. Odkurzanie salonu, mycie kuchni, koszenie trawnika, czyszczenie basenu — Roborock próbuje wejść wszędzie tam, gdzie istnieje powtarzalna czynność, którą można oddać maszynie.

Czytaj też: Roborock Saros Rover to robot sprzątający, który w końcu nie boi się schodów

IFA 2026 pokazała mi, że kończy się wojna odkurzaczy. Zaczyna się wojna o nasz czas

Na stoisku mocno obecny był też Real Madryt, z którym Roborock rozpoczął współpracę w 2026 roku. Klub pojawiał się w komunikacji marki i całej oprawie ekspozycji, co przy tak dużym partnerstwie specjalnie nie dziwi — ba, sam z tego korzystałem i zrobiłem sobie zdjęcie z Mbappé, choć nieco zasłoniłem go swoim ramieniem. Ja i tak najwięcej czasu spędziłem jednak przy samych urządzeniach, bo to właśnie tam działy się najciekawsze rzeczy — od nowych systemów mopowania, przez chowane LiDAR-y, po konstrukcje, które jeszcze kilka lat temu wyglądałyby jak czyste science fiction.

Roboty sprzątające osiągnęły etap, na którym coraz trudniej zaimponować samym odkurzaniem. Oczywiście nadal będą pojawiały się mocniejsze silniki, nowe szczotki i jeszcze większe liczby Pa, ale prawdziwa innowacja przenosi się dziś gdzie indziej. Do mobilności, rozpoznawania otoczenia, mycia podłogi stale czystą rolką, stacji, która sama czyści urządzenie, systemu, który wie, czy patrzy na rozsypaną kawę, mokrą plamę czy dywan. I wreszcie — do przenoszenia tej samej autonomii z salonu do ogrodu i basenu.

Saros 20 Flow Complete jest dla mnie najlepszym podsumowaniem tego, jak bardzo zmieniły się roboty sprzątające. 36 000 Pa oczywiście robi swoje, ale znacznie ciekawsze jest to, jak wiele starych problemów tej kategorii Roborock próbuje tutaj po prostu wyeliminować. Brudny mop, wysoki próg, niski mebel, niedoczyszczone krawędzie, ciągłe zaglądanie do stacji — każdy z tych drobiazgów przez lata przypominał, że robot nadal potrzebuje człowieka częściej, niż byśmy chcieli. Saros 20 Flow Complete jest próbą przesunięcia tej granicy jeszcze dalej.

Czy wszystko działa w prawdziwym mieszkaniu równie dobrze jak na targowej ekspozycji? Tego nie da się uczciwie powiedzieć po kilku minutach spędzonych przy urządzeniu. Saros 20 Flow Complete i F25 Ultra Steam Gen 2 będziemy musieli redakcyjnie jeszcze zweryfikować w normalnych warunkach, z meblami, kablami, włosami, zaschniętymi plamami i progami — co zresztą chętnie zrobię.

Tak czy siak, po wizycie na stoisku Roborock mam poczucie, że kolejny etap rozwoju inteligentnego sprzątania właśnie się zaczyna. Wygra ten, kto sprawi, że o sprzątaniu będziemy musieli myśleć najrzadziej.

Lokowanie produktu: Roborock
Kacper CembrowskiK
Napisane przez

Kacper Cembrowski

Redaktor Prowadzący
Dziennikarz z wykształcenia, ale przede wszystkim z pasji i wyboru. Zacząłem pisać do internetu w wieku 15 lat — od branży gamingowej płynnie przeszedłem do nowych technologii, z czasem poszerzając je także o motoryzację. Po drodze zacząłem również coraz częściej stawać przed kamerą i za nią. Na co dzień zajmuję się tworzeniem i rozwijaniem treści technologicznych w wielu formach. Piszę artykuły, recenzje, felietony i scenariusze, nagrywam oraz montuję materiały wideo, prowadzę wywiady i realizuję formaty wideo oraz podcastowe. Równolegle rozwijam projekty w mediach społecznościowych. Regularnie relacjonuję najważniejsze targi technologiczne i motoryzacyjne na całym świecie, testuję najnowszy sprzęt oraz samochody, a także pracuję przy współpracach komercyjnych z markami i uczestniczę w procesach sprzedażowych oraz projektowych związanych z mediami i content marketingiem. Od 2020 roku prowadzę również własny podcast. Praca z mikrofonem i kamerą jest dla mnie naturalnym przedłużeniem dziennikarstwa — pozwala opowiadać o świecie nowych technologii, motoryzacji i współczesnej kultury w bardziej bezpośredni sposób. Fascynuje mnie technologia w każdej postaci — szczególnie ta nowoczesna, choć retro sprzęty mają w moim sercu specjalne miejsce (transparentne obudowy zawsze wygrywają). Uwielbiam japońską (pop)kulturę, katalońską piłkę nożną, sprzęty z Cupertino, samochody elektryczne (i najlepiej ze stali nierdzewnej), minimalistyczny design, dystopijny streetwear i anti-fashion, a muzyka towarzyszy mi całą dobę. Najlepiej czuję się w studiu nagraniowym, na planie wideo albo w samolocie.