Pod koniec września w stoczni Fincantieri w Muggiano została położona stępka pod drugi U212NFS, nazwany miano Pietro Calvi. Następnie włoska marynarka potwierdziła, że wszystkie cztery zamówione okręty są obecnie równolegle w produkcji. Pierwszy, Goffredo Mameli, osiągnął ten sam etap w lutym 2026 roku, a jego przekazanie zostało zaplanowane na 2029 rok. Pietro Calvi ma dołączyć rok później.
Cztery U212NFS powstają jednocześnie
Jeśli temat brzmi znajomo, to słusznie, bo pisałem już o pierwszym U212NFS i jego akumulatorach litowo-jonowych. Od tamtej pory program zrobił jednak coś znacznie ważniejszego niż tylko zaliczenie kolejnej ceremonii. Włosi weszli w etap produkcji seryjnej jednej z najbardziej skomplikowanych klas maszyn, jakie człowiek potrafi budować.
Czytaj też: Elektrownia nad naszymi głowami. Wojsko USA chce odbierać energię prosto z orbity

Sam U212NFS mierzy około 58 metrów długości i w zanurzeniu wypiera około 1750 ton. Załoga ma liczyć 29 osób, a uzbrojenie obejmuje sześć wyrzutni torpedowych i zapas 12 torped. Pod względem rozmiarów nie jest więc morskim kolosem. Cała filozofia tej konstrukcji opiera się raczej na czymś zupełnie przeciwnym – ma być wystarczająco mała, trudna do wykrycia i zdolna do długiego działania pod wodą.
Lit zamiast ołowiu, czyli więcej czasu w ukryciu
Najciekawszy element znajduje się oczywiście głęboko wewnątrz kadłuba. U212NFS nadal korzysta z układu obejmującego generator diesla, silnik elektryczny z magnesami trwałymi oraz system AIP wykorzystujący ogniwa paliwowe. Rewolucja zachodzi z kolei w magazynowaniu energii, bo klasyczne akumulatory ustępują opracowanemu we Włoszech systemowi baterii litowo-jonowych. Chociaż brzmi jak zamiana znana z samochodów elektrycznych, ale pod wodą konsekwencje są znacznie poważniejsze.
Czytaj też: Granica między dronem i pociskiem rakietowym właśnie zaczyna znikać

Konwencjonalny okręt podwodny żyje z ograniczonego zapasu energii i każda możliwość dłuższego pozostawania pod powierzchnią jest cenna. Większy zapas energii oznacza dłuższą pracę bez uruchamiania diesla i ograniczenie sytuacji, w których trzeba korzystać z chrap, a więc wystawiać elementy ponad powierzchnię i zdradzać swoją obecność. Właśnie dlatego przy okazji tłumaczenia, jak działa klasyczny okręt podwodny, tak istotne były dla mnie kwestie zasilania oraz AIP. U212NFS rozwija tę samą filozofię zamiast próbować ją wyrzucić do kosza.
Według OCCAR nowy system ma poprawić skrytość, autonomię oraz sprawność jednostki, a Fincantieri podaje zasięg w zanurzeniu przekraczający 1850 km przy prędkości około 7,4 km/h. Dla mnie właśnie tutaj kryje się ciekawsza część tej historii. Nie w tym, że “lit jest nowocześniejszy od ołowiu”, ale w tym, jak dojrzałość akumulatorów zaczyna zmieniać maszyny wojenne. Jeszcze kilkanaście lat temu duży akumulator litowo-jonowy wewnątrz szczelnego okrętu pełnego ludzi brzmiał jak szaleństwo. Teraz z kolei Włosi zamierzają zbudować wokół niego całą serię okrętów.
Jeden okręt rocznie od 2029 roku
Skala programu dobrze pokazuje również, że nie mówimy już o technologicznym eksperymencie. W lipcu 2026 roku Fincantieri i OCCAR podpisały aneks o wartości około 317 mln euro, czyli około 1,39 mld zł według obecnego kursu. Pieniądze obejmują m.in. nowe systemy przeciwdziałania torpedom, rozszerzone wsparcie logistyczne i dodatkowe zdolności technologiczne. Jednocześnie termin dostawy czwartego okrętu przesunięto z 2034 na 2032 rok. Plan zakłada więc przekazywanie włoskiej marynarce jednej jednostki rocznie od 2029 do 2032 roku.
Czy U212NFS rzeczywiście okaże się tak cichy i skuteczny, jak zapowiadają dziś Fincantieri oraz OCCAR? Tego nie wiemy i zapewne nigdy nie poznamy wszystkich parametrów jego sygnatury akustycznej. W przypadku okrętów podwodnych najlepsze dane są z oczywistych powodów tymi najbardziej tajnymi. Sam kierunek rozwoju trudno jednak zignorować. Większe akumulatory, AIP, elektryczne maszty, coraz bardziej zintegrowane sensory, nowy system bojowy oraz możliwość współpracy z bezzałogowcami podwodnymi pokazują, jak bardzo zmienił się konwencjonalny okręt podwodny.
Czytaj też: Fałszywy raport AI poruszył wojsko. To już nie jest zabawna halucynacja chatbota
Jeszcze niedawno napęd atomowy wydawał się jedyną oczywistą drogą do stworzenia maszyny, która może przez bardzo długi czas pozostawać pod wodą. Dziś rozwój akumulatorów i systemów niezależnych od powietrza coraz mocniej zmniejsza tę przewagę w określonych typach misji. Atom nadal pozostaje klasą samą dla siebie, ale przyszłość pokazuje, że do bardzo skutecznego znikania pod powierzchnią oceanu reaktor wcale nie zawsze jest potrzebny.
Źródła: Fincantieri, Marina Militare, OCCAR

