Tym razem producent znów sięgnął po konwencję znaną ze smartwatchy i odtworzył ją całkowicie analogowo. Każdy, kto ma inteligentny zegarek wie, że aby zmienić wygląd tarczy, wystarczy przesunąć palcem po ekranie. W przypadku nowych modeli z serii Baby-G BGA-10 – czarny BGA-10-1AJF oraz śnieżnobiały BGA-10-7A1JF również można liczyć na odmienne wydania tarcz, choć oczywiście zmiany nie będą aż tak kolosalne.
Cztery serca i koło, które kręci się o północy
Zamiast jakichkolwiek cyfrowych ekranów LCD czy prądożernych wyświetlaczy, Casio zastosowało tu całkowicie fizyczny dysk z płynnym przejściem tonalnym od bieli do głębokiej czerni. Na samej tarczy zegarka wycięto cztery okienka w kształcie serc o różnej wielkości. Obrotowy koło gradientowe zamontowano bezpośrednio pod nimi i spięto mechanicznie z datownikiem.

W ten sposób, za każdym razem, gdy o północy przeskakuje data, dysk pod spodem delikatnie się obraca, serwując nam po przebudzeniu zupełnie nowy układ odcieni wewnątrz serduszek. Jeśli ktoś nie ma cierpliwości czekać do północy i woli sam ustalić konkretną kompozycję kolorystyczną, może użyć koronki i obrócić dysk ręcznie. Warto jednak pamiętać o pewnej ostrożności – zbyt gwałtowne ręczne przestawianie może rozsynchronizować wskaźnik daty z aktualnym odcieniem tarczy.

Żeby jednak w ogóle dostać się do koronki i móc zmienić czas albo pokręcić paletą barw, trzeba zmierzyć się z kolejną ciekawą cechą tego projektu, a mianowicie ze zdejmowalnym bezelem. Żywiczna osłona obudowy działa na co dzień jak zderzak chroniący mineralne szkiełko i całkowicie zasłania koronkę, zabezpieczając ją przed przypadkowym odciągnięciem.
Czytaj też: Smartfon na nadgarstku zamiast zegarka. Rogbid Model R5 ma obracany aparat i ekran jak mały telewizor
Kiedy natomiast przychodzi czas na korektę ustawień, osłonę zegarka wystarczy po prostu zsunąć dłonią z koperty – konstrukcja została przemyślana tak, by zdemontować ją bez sięgania po jakiekolwiek narzędzia zegarmistrzowskie. Wystarczą nasze palce, co zdecydowanie zachęca do zabawy designem. Ten oczywiście nie będzie nagle zmieniał się diametralnie, jednak właśnie ta drobna, codzienna odmiana działa tu na korzyść. Jest po prostu subtelnie urocza.

Pozostając jeszcze trochę przy samej tarczy, Casio postawiło tutaj na duże, grube cyfry arabskie wykonane z silikonu, stylistycznie pasujące do serduszek. Nawet okienko datownika zdaje się być częścią cyfry „3”, co nadaje całości większej spójności, zwłaszcza w białym wariancie kolorystycznym. Do tego są też masywniejsze wskazówki minutowe i sekundowe z zaokrąglonymi końcami. Sekundnik z kolei wygląda jak cienka strzała amora.
A co kryje się w środku?
Tym, za co pokochaliśmy Casio, jest bez wątpienia niezawodność. Producent może kombinować z projektem, dodawać jakieś ciekawe rozwiązania konstrukcyjne, ale przy tym nie zapomina, że to przede wszystkim powinien być wytrzymały, solidny zegarek. Seria Baby-G nie jest żadnym wyjątkiem od reguły. Nowe zegarki są pełni wstrząsoodporne i gotowe na kontakt z wodą do 100 metrów (10 barów), więc bez problemu przetrwają kąpiel, ćwiczenia na deszczu czy pływanie w basenie.

Wymiary koperty wynoszą 46,6 x 42.1 x 11,4 mm, ale dzięki zastosowaniu lekkiej żywicy na pasku i obudowie, całość waży zaledwie 34 gramy. Mimo nazwy serii, to nie są filigranowe maleństwa, jednak dzięki projektowi i zaokrągleniom nie wyglądają masywnie nawet na drobniejszych nadgarstkach. Sercem jest tu standardowa bateria SR920SW, która wedle obietnic producenta powinna spokojnie zasilać te cudeńka przez około trzy lata bez konieczności wymiany.

Jak na razie Casio zapowiedział oba modele jedynie w Japonii, a ich cena katalogowa wynosi tam 10 450 jenów, czyli jakieś 260 złotych. Jak zwykle więc producent może i kombinuje z projektem, ale nie z kwotami, dzięki czemu większość z nas będzie mogła sobie pozwolić na taki dodatek. Sprzedaż na rodzimym rynku ruszy jeszcze w tym miesiącu, jednak wciąż nie wiemy, jak będzie wyglądała kwestia dostępności nowych zegarków na rynku globalnym.
Źródło: Casio
