TP-Link pod szyldem Tapo potrafi zaprezentować ciekawe sprzęty, choć dla mnie firma ta przede wszystkim kojarzyła się z akcesoriami do inteligentnego domu pokroju żarówek czy też kamer. Okazuje się, że ma też w swoim portfolio jeszcze kilka sprzętów, a jednym z nich jest robot sprzątający Tapo RV30 Max Plus Gen 2 – kontynuacja modelu, który przed rokiem zaskoczył Annę.
W porównaniu do poprzedniej generacji największą zmianę wizualną stanowi stacja dokująca, która tym razem jest ciut szersza, ale za to znacząco niższa. Z kolei pod względem specyfikacji postawiono na znacznie większą moc ssącą – tym razem to 13 000 Pa oraz dToF LiDAR celem usprawnionej nawigacji. To wszystko w konstrukcji, której cena w większości miejsc jest jednocyfrowa.
Zestaw jest dość standardowy i dość spodziewanie – plastikowy
Tapo RV30 Max Plus Gen 2 nie zmienia formuły, która jest charakterystyczna dla sprzętów tego producenta. W dalszym ciągu konstrukcja opiera się na stosunkowo niewielkiej względem rozmiaru robota stacji dokującej, która została wykonana z połyskującego plastiku. Nie jest on najlepszej jakości i szybko staje się magnesem na kurz. Całość ma jednak inną zaletę.




To niewielki i lekki dok – ma on wymiary 285x175x228,5 mm, a więc bez problemu powinien znaleźć sobie miejsce w małych pokojach. Do poprawnej konfiguracji wystarczy po 10 cm miejsca z boku, ale aż 1,5 metra z przodu – przynajmniej według zapewnień producenta. W praktyce robot potrzebuje około metra, by komfortowo wyjechać przed stację i zacząć mapowanie. W środku znajdziemy standardowe worki RVA202, które można kupić od producenta, a którym nie brakuje zamienników.

Robot sprzątający od Tapo nie zaskakuje swoim kształtem, choć na pewno jego plusem jest rozmiar – średnica około 33 cm to sporo. Na szczęście nie jest przy tym za wysoki i ma zaledwie 10 cm wysokości z wieżyczką, a to pozwala wjeżdżać pod meble. On także ze względu na błyszczący, czarny plastik jest magnesem na brudy i po każdym sprzątaniu wygląda, jakby miał blizny wojenne. Nie wpływa to jednak na użytkowanie.
Miłym dodatkiem jest przycisk, który blokuje urządzenie przed przypadkowym kontaktem ze strony dzieci czy zwierząt. Towarzyszy on włącznikowi oraz przyciskowi umieszczającemu robota w domu. Poza tym na froncie więcej już się nie dzieje. Z tyłu znajdujemy przegródkę – zarówno na brud (300 ml), jak i na czystą wodę (także 300 ml) i system filtracji HEPA E11. Nie jest to H13, ale to jednak budżetowy sprzęt.




Na dole robota zobaczymy resztę elementów konstrukcji. Wśród nich szczotka boczna oraz obracająca się szczotka i dość pokaźne koła. Spasowanie tych elementów jest w porządku jak na tę cenę. Podczas przejazdu słychać, że pewne elementy lubią sobie podźwięczyć, ale to nic, co wzbudzałoby niepokój i sugerowało rychłą wizytę w serwisie naprawczym.
Jakość odkurzania i mopowania. Tapo RV30 Max Plus Gen 2 ma pewne ograniczenia, ale w tym budżecie odkurza jak trzeba
To nie jest robot, który wyciągnie brud z każdego kąta. Szczotka boczna ma swoje ograniczenia, a w dodatku konstrukcja lubi dojeżdżać nie do samego końca pomieszczenia, przez co unika zderzeń, ale traci na efektywności. Z kątów drobny brud należy posprzątać własnym sumptem, co może udałoby się zmienić, gdyby jej włosie było dłuższe.
Na szczęście do krawędzi pomieszczenia nie jest spychane zbyt dużo brudu, np. w postaci kociego żwirku. Wysokie ciśnienie robocze (13 000 Pa) w zupełności wystarczy do tego, by zebrać z podłogi drobiny kurzu, włosie czy wspomniany żwirek. Musimy być jednak świadomi pewnych ograniczeń.

W pierwszym przejeździe nie dałem robotowi litości. Na podłodze, oprócz dużych ilości sierści, włosów i żwirku, były jeszcze niewielkie fragmenty kartonu i materiału po zgryzieniu nóg drapaka dla kotów przez szczeniaka, a także pojedyncze kawałki suchej karmy wielkości jednogroszówki. To było zdecydowanie za dużo dla Tapo RV30 Max Plus Gen 2, który co prawda wciągnął wszystko i nie ciągnął za sobą tych elementów, ale nie był w stanie domknąć swojej klapki i musiałem wyjmować rzeczy z otworu stacji dokującej.
To jednak podejście, którego nie polecam. Widzę w Tapo RV30 Max Plus Gen 2 przede wszystkim robota do utrzymywania czystości. Jeśli na jego drodze mają stanąć jakieś większe przeszkody, znacznie lepszym rozwiązaniem jest samodzielnie ogarnąć co większe brudy, a od pracy robota oczekiwać przede wszystkim zmniejszenia na podłodze ilości kurzu, włosów i innych drobin. Z takiego zadania wywiązuje on się prawidłowo i jeśli używacie drobnego żwirku (np. bentonitowego), to powinniście być zadowoleni z efektów zbioru.

Niekoniecznie jest to jednak robot, którego szczotka zapobiega plątaniu się włosia. Choć w aplikacji dostajemy komunikaty o przycinaniu go, tak nie doświadczyłem pokonywania długich włosów, które rzekomo ma odbywać się w stacji dokującej. Nie, żebym spodziewał się tego po budżetowym robocie sprzątającym. Szczotkę należy co jakiś czas sprawdzać pod kątem tego, czy coś w jej trybach nie utknęło, zwłaszcza, że jej część stanowią mniejsze szczoteczki jak z miotły.
Nakładkę mopującą należy w tym przypadku traktować jako dodatek do odkurzania, a niekoniecznie rozwiązanie czyszczące podłogę. Główną korzyścią z jej zastosowania jest to, że jeśli po czyszczeniu miałby zostać ewentualny kurz, to ściereczka albo go zbierze, albo nawilży podłogę, przez co ten nie będzie mógł się wzbić.
Jeśli jednak chodzi o efektywność usuwania plam, nie ma co konfrontować robota ani z mokrymi, ani z zaschniętymi plamami i zdecydowanie lepiej zadziała tu klasyczny mop. Ponadto nie ma tu podnoszenia końcówki mopującej, więc miejcie na względzie to, jeśli w jednym cyklu chcecie też odkurzyć dywany. Na szczęście w aplikacji mobilnej odpowiednio je zaznaczymy.
Kultura pracy godna dżentelmena, który szybko się zmywa. TP-Link Tapo RV30 Max Plus Gen 2 nie panoszy się po domu
Cieszy mnie za to, że jak na taniego robota sprzątającego, Tapo RV30 Max Plus Gen 2 porusza się z wyjątkową gracją. Zdarza mu się uderzyć w mebel, zwłaszcza, jeśli nie było go na zaprogramowanej mapie, np. jak w przypadku krzeseł od stołu, ale zahacza je lekko i czasem nawet jednym ruchem jest już w stanie wyminąć nogę stołu. To naprawdę uprzejmy robot i jeśli boicie się o stan mebli, to tym razem nie ma takiej potrzeby.


Niestraszne są mu przy tym progi. Według producenta poradzi sobie z podwyższeniami do 18 mm, a w praktyce nie dość, że sobie radził, to nie zakłócało to jego pracy. Pokonuje większość kabli bez zająknięcia, ale jeśli siła ssania jest mocna, to mogą one wejść w tryby maszyny. Do tego raczej nie jest to robot omijający domowe niewielkie przeszkody, choć dość szybko adaptuje się, gdy w jego polu pojawi się coś większego, na przykład pies.

Co może się okazać istotne dla pracujących z domu, TP-Link Tapo RV30 Max Plus Gen 2 nie należy do najgłośniejszych sprzętów. Nawet przy największej mocy operuje na poziomie głośności do 62 dB przy przejeździe pod nogami. Głośność wciągania pyłu jest już znacznie większa i zbliża się do 80 dB z odległości około 1,5 metra. Wystarczy, by wystraszyć zbyt wścibskiego kota.

Jeśli chodzi o baterię, to ogniwo o pojemności 2600 mAh powinno wystarczyć na wysprzątanie stosunkowo dużego domu. W trybie niemal najmocniejszego odkurzania i ze średnią emisją wody Tapo RV30 Max Plus Gen 2 potrafił wysprzątać około 26 metrów kwadratowych w pół godziny i w tym samym czasie pobrać 30% prądu. Wydaje się zatem, że powinien poradzić sobie i w większym mieszkaniu, choć raczej nie w domu. Za te pieniądze to i tak dobry rezultat.
Aplikacja mobilna Tapo jest godna najdroższych robotów
Cieszy mnie jeszcze jedna rzecz – doświadczenie z aplikacją mobilną przypomina to z najdroższych robotów i to zdecydowanie jest komplement. Są nawet pewne kwestie, w których aplikacja Tapo bije o wiele droższe rozwiązania – to między innymi szybkość zmian nazw i stref w mapach, bowiem nie musimy tu czekać, aż załaduje się nowa nazwa pomieszczenia, by zmienić kolejną. Takie rzeczy dzieją się w chwilę, a to nie zawsze jest regułą.

Po skonfigurowaniu mapy naszym oczom ukaże się dość standardowy interfejs. Część opcji uruchomimy menu kontekstowym w górnym rogu, część za pośrednictwem pływających przycisków, a część menu wysuwanym od dołu. To tam ustalimy sprzątanie w trybie czyszczenia całego domu (z jakiegoś powodu nazwano to Auto), ale i z podziałem na pomieszczenia oraz obszary.








To z tego miejsca zyskamy kontrolę nad ilością przejazdów, mocą odkurzania oraz poziomem emisji wody na ściereczkę. Co ciekawe, producent pozwala na skorzystanie z trybu Ultra, który ukrywa jako osobną opcję, a który ma aktywować maksymalną moc.
W aplikacji mamy nawet podgląd lokalizacji na żywo, co może być przydatne w obliczu przypadkowego zablokowania się konstrukcji w kontakcie z chociażby skarpetką (ze dwa razy się to zdarzyło). Podgląd pozwala nam prześledzić pokonywaną trasę. W razie potrzeby przejmiemy zdalną kontrolę nad robotem i pokierujemy.
Czytaj także: Wygląda trochę jak mały czołg i podobnie traktuje nierówny teren. Sprawdziłam RockMow Z120
Nie brakuje tu ustawień, zarówno tych dotyczących sprzątania, jak i eksploatacji. Możemy zatem zdecydować, czy robot ma powracać do stacji celem opróżniania pojemnika na brud częściej czy rzadziej, jak i sprawdzić stan poszczególnych elementów zestawu. Możemy też zsynchronizować sprzęt z innymi asystentami i usługami innych firm, by na przykład wydawać mu komendy głosowe albo nie korzystać z aplikacji Tapo, tylko z większego zestawu smarthome. To dobry zestaw.
Całkiem dobry jak na ten budżet. Dla kogo jest TP-Link Tapo RV30 Max Plus Gen 2?
Przyznam, że w wielu aspektach Tapo RV30 Max Plus Gen 2 mnie zaskoczył. Nie spodziewałem się, że będzie się poruszał tak sprawnie i że z codziennym odkurzaniem będzie radził sobie bez problemów. Jednocześnie od początku czułem, co będzie jego słabością i że będzie to mop raczej przecierający podłogi i zostawiający ślady zasychającej wody niż czyszczący podłogę oraz krótki zasięg szczotki bocznej.
Poza tym w większości pozostałych aspektów Tapo RV30 Max Plus Gen 2 spisał się bardzo dobrze. Może przyszła generacja pozwoli na powiększenie otworu na przyjmowanie brudu, bo to mogłoby znacząco pomóc, nawet kosztem niższego parametru maksymalnego ciśnienia roboczego. Dla mniejszych domów, w których chcemy rzadziej czyścić podłogi, a przy okazji nie bać się o stan mebli, to całkiem dobre rozwiązanie. Nie rozpatrywałbym go w kategorii odkurzacza z mopem, ale jako sam odkurzacz broni się precyzją ruchów.

W tym wszystkim ważna jest cena – Tapo RV30 Max Plus Gen 2 ma debiutować z trzycyfrową kwotą. To uczciwa wycena, patrząc na konkurencję. Producent postarał się o to, by z aplikacji korzystało się bezproblemowo, by codzienna nawigacja nie kończyła się nadmiernym kontaktem ze ścianami i meblami, a do tego by przy tym wszystkim nie było zbyt głośno. Dlatego też do małego mieszkania Tapo RV30 Max Plus Gen 2 mogę zdecydowanie polecić.

