Akumulator alkaliczno-chlorowy

Akumulator alkaliczno-chlorowy rozkłada na łopatki litowo-jonowe odpowiedniki

Zespół naukowców z University of Stanford wziął ostatnio na tapet kilkudziesięcioletnią chemię akumulatorową i stworzył jej nowoczesny odpowiednik, który przewyższa znacznie odpowiednik litowo-jonowy. Wszystko rozbija się o nowy akumulator alkaliczno-chlorowy, którego szczegółowo opisano w publikacji w dzienniku Nature.

Naukowcy sięgnęli dawnej ery dla magazynów energii i tak też powstał nowy akumulator alkaliczno-chlorowy

Przechodząc od razu do tego, co najważniejsze, ten akumulator alkaliczno-chlorowy w testach wykazał około 6-krotnie wyższą pojemność w porównaniu do pojemności, którą chwalą się obecne akumulatory litowo-jonowe. Oferuje bowiem 1200 mAh pojemności na każdy gram, ale zostaje znacznie w tyle, jeśli idzie o wytrzymałość w cyklach rozładowywania i ładowania, bo wytrzymuje tylko 200 cykli, a nie 500-1000 jak ogniwa Li-Ion.

Czytaj też: Gorąco i prądożernie, czyli procesor Intel Alder Lake-s w stress teście

Naukowcy opracowali ten akumulator w ramach swoich eksperymentów ze starymi bateriami jednorazowego użytku. Mowa dokładnie o baterii na bazie chemii chlorku litowo-tionylowego, czyli tego z lat 70. ubiegłego wieku, które już wtedy odznaczały się wysoką gęstością energetyczną, kosztem braku możliwości ponownego naładowania. Było to spowodowane faktem, że podczas rozładowywania chlorek sodu lub litu był przekształcany w chlor, a tego procesu nie dało się odwrócić w procesie ładowania. Aż do dziś.

Czytaj też: Ulepszono wydajność przewodów energetycznych nową izolacją

Przełom tego badania polega na tym, że naukowcom udało się ustabilizować reakcję lotnego chloru w akumulatorze, dzięki czemu może on pewnego dnia stanowić podstawę dla wysokowydajnych ogniw, które zasilą smartfony przez tydzień. Jednak zanim to nastąpi, projekt musi zostać stosownie przeskalowany, aby spełniać odpowiednie standardy i móc trafić do masowej produkcji. Na ten moment akumulator alkaliczno-chlorowy może znaleźć się wyłącznie w tych urządzeniach, których nie ładuje się często, albo które ładuje się z wykorzystaniem energii słonecznej (satelity, zdalne czujniki).

Czytaj też: Gdańsk chce chronić dzieci przed nadajnikami sieci komórkowych. Robi to źle

Zespół dokonał odkrycia przypadkowo po eksperymentach z chlorkiem sodu i samym chlorem, mającym poprawić wydajność jednorazowej baterii. Na podstawie wniosków z pierwszych eksperymentów zaczął opracowywać nowe elektrody, wykorzystując do ich produkcji porowaty węgiel. W tym akumulatorze działa on jak gąbka, wchłaniając generowane podczas ładowania cząsteczki chloru i przechowując je w celu ponownego przekształcenia w chlorek sodu podczas rozładowywania.