Odrzutowe drony Banshee, brytyjskiego lotniskowca

Odrzutowe drony Banshee wystartowały z pokładu brytyjskiego lotniskowca

Royal Navy, czyli Królewska Marynarka Wojenna, pochwaliła się właśnie, że jej najnowszy superlotniskowiec HMS Prince of Wales, stał się w ramach niedawnego testu platformą startową służącą ważnemu celowi. Mowa o dążeniu Brytyjczyków do zastąpienia załogowych myśliwców sprzętem typu UCAV, czyli bezzałogowymi dronami bojowymi. W ramach tego sprawdzianu, odrzutowe drony Banshee wystartowały z pokładu Prince of Wales, stawiając ważny „krok” w kierunku nowej ery dla symulowanych ćwiczeń szturmowych.

Odrzutowe drony Banshee jako zastępstwo dla samolotów szkoleniowych

To nie sprzęt jest najważniejszy, a ten, kto nim operuje. Dlatego też tak ważne jest dla mocarstw z całego świata przeprowadzanie stosownych ćwiczeń i sprawdzianów dla swoich podwładnych. Problem w tym, że symulatory nie pozwalają przeprowadzać treningów w wystarczającym stopniu i dlatego też muszą się one odbywać w rzeczywistym świecie. Nie tylko kosztuje to majątek, ale też nierzadko naraża zarówno ludzi, jak i sprzęt.

Czytaj też: Broń jądrowa dla myśliwców F-35. Szanse na drugi samolot stealth USA z nuklearnym uzbrojeniem

Brytyjska marynarka wojenna realizuje swoje szkolenia z wykorzystaniem samolotów szkoleniowych Hawk T1, imitujących wrogie siły, ale że te mają zostać wycofane ze służby w kwietniu 2022 roku, coś musi je zastąpić. Rozważa się drony Banshee, które już stosuje się w ćwiczeniach, ale w formie ruchomych celów, a nie agresorów, którzy mogliby symulować ataki rakietowe lub antyradarowe.

Czym dokładnie są odrzutowe drony Banshee?

Mowa dokładnie o napędzanych silnikami odrzutowymi dronach QinetiQ Banshee Jet 80+, czyli tych najnowszych z rodziny Banshee, które cechuje sygnatura radarowa podobna do nadlatującego pocisku. Ich rozpiętość skrzydeł mierzy około 2,5 metra, a po stronie napędu opowiadają się dwa 40-kilogramowe statyczne silniki turbinowe, które są w stanie rozpędzić je do 740 km/h na wysokości 7600 metrów przez maksymalnie 45 minut.

Czytaj też: Zaszyte w mundurach czujniki pozwolą ogarnąć najbardziej chaotyczne bitwy

Reklama

Istnieje realne zapotrzebowanie na tani dron, taki jak Banshee, który może replikować szereg zagrożeń na niebie i zapewnić stanowisko testowe dla przyszłych ładunków. Kluczem do tego jest to, że okręt wojenny może transportować tego drona podczas operacji, wystrzeliwać go i używać do utrzymywania personelu w gotowości co do przeciwdziałania zagrożeniom z góry. Umiejętność dostosowania ładunku do różnych zadań jest również kluczowa, aby zapewnić opłacalność i interoperacyjność w całej flocie

– powiedział komandor Rob Taylor, kierownik ds. testów i oceny w Royal Navy Air.

Czytaj też: Test BQM-177A zakończony. Z użyciem tego drona USA będzie testowało swoje systemy obronne

Ostatni test z ich udziałem obejmował po prostu wystrzelenie dronów z lotniskowca i zebranie informacji na temat ich lotu. Nie bez powodu. Finalnie bowiem ​​Banshee mogą nie tylko zastępować Hawka w ćwiczeniach szkoleniowych, ale także trafić na pokład okrętów Royal Navy, aby zapewniając możliwość przeprowadzania szkoleń operacyjnych w dowolnym miejscu na świecie. Pewne jest jednocześnie, że drony Banshee będą również używane do testowania przyszłych czujników, uzbrojenia i sprzętu radiowego.