Hakerzy na wojnie. Ich działalność w imię dobra i praworządności jest nieoceniona

Hakerzy na wojnie. Ich działalność w imię dobra i praworządności jest nieoceniona

Na długo przed wtargnięciem rosyjskich sił na tereny Ukrainy (miało to miejsce 24 lutego o 3:45) grupa haktywistów Anonymous ostrzegła Putina, że wraz z wojną, sprowadzi na siebie i swój kraj gniew hakerów z całego świata. Jak powiedziano, tak zrobiono i po pierwszych atakach typu DDoS nadszedł czas na wytoczenie ciężkich dział. Musicie wiedzieć, że wojna dzieje się nie tylko na froncie, ale też w świecie cyfrowym, którego częścią jesteśmy.

Początkowe ataki Anonymous są niczym w porównaniu z obecnymi działaniami

Jak pisaliśmy w naszym wcześniejszym artykule na temat tego, jak hakerzy jednoczą się przeciw Rosji, wspominaliśmy o ważnej roli propagandy i utrudniania życia oraz funkcjonowania, zarówno urzędników, jak i normalnych obywateli. Od tego czasu minęło już kilka dni i wojna z Rosją w cyfrowym świecie cały czas obejmuje dezaktywowanie stron rządowych, wyłączanie usług Internetowych i nawet samego dostępu do sieci. Ważną rolę odgrywa też pokazywanie zmanipulowanym przez Putina Rosjanom prawdy na państwowych kanałach telewizyjnych i w sieci, ale i tak w ostatnich kilkudziesięciu godzinach aktywność hakerów weszła na zupełnie nowy poziom.

Czytaj też: IBM Simon, czyli ojciec iPhone’a. Jak powstał pierwszy smartfon na świecie

Mapa węzłów przeprowadzających ataki DDoS na Rosję

Nie oznacza to jednak, że ataki na mniejszą skalę nie są wiele warte. Wręcz przeciwnie, bo utrudniają sianie propagandy i uprzykrzają życie zwyczajnym obywatelom, pozostawiając nadzieję, że ci zamiast znienawidzić Zachód jeszcze bardziej (tym samym dalej popierając Putina i łykając kłamstwa), przejrzą na oczy i zaczną niszczyć bestialski rząd Rosji od środka. Do tej sytuacji przyczyniają się ostatnie sankcje, odłączenie Rosji z systemu SWIFT, wycofywanie produktów i szereg innych działań, powalających gospodarkę na kolana.

Anonymous uderzyli też w Białoruś, czyli graniczący na północy z Ukrainą kraj, który „nieoficjalnie” wspomógł Rosję w inwazji, pozwalając przeprowadzić atak ze swoich terenów. Zakres nie jest tak szeroki, jak w przypadku Rosji, ale i tak hakerom udało się nawet doprowadzić do awarii białoruskich banków.

Adresy, numery telefonów, dezaktywacja ważnych usług, a nawet włam do banku oraz instytutu jądrowego. Ataki cyfrowe weszły na zupełnie nowy poziom

Wracając jednak do głównego tematu, w chwili pisania tego artykułu nagłówki w sieci podbijają trzy znamienne akcje hakerów przeciwko Rosji oraz obywatelom, którzy zgadzali się na reżim Putina. Po pierwsze, Anonymous zablokowali dostęp do strony bestchange.ru, czyli portalu pozwalającego wymieniać ruble, których kurs załamał się do historycznego poziomu, co m.in. oznacza, że ich wymiana na dolary podrożała o 100%. Kryptowaluty były do pewnego stopnia ucieczką od spadków i jedna z opcji ich kupienia właśnie poległa.

Anonymous uderzyli też bezpośrednio w największy rosyjski bank (Sbierbank Rossii), do którego włamali się i wykradli bazę danych, informacje o ponad 5000 bankomatach, a nawet kartach płatniczych. Najbardziej imponuje jednak włam do Moskiewskiego Instytutu Bezpieczeństwa Jądrowego połączony z kradzieżą 40000 plików. Co w nich jest? Tego nie wiemy, ale stojąca za tym atakiem grupa GNG poszukuje teraz tłumaczy, który odpowiedzą na to pytanie.

Czytaj też: Chiny coraz większą potęgą w kosmosie. Co szykują na 2022 rok?

Idąc dalej, Anonymous zrzeszający grupy hakerów z całego świata, zdołali też uderzyć bezpośrednio w infrastrukturę gospodarczą, dezaktywując m.in. dostawy gazu czy blokując stacje ładowania elektrycznych pojazdów. Dochodziły do nas również informacje o dezaktywacji PayPala czy stron banków, ale na szczęście do „wielkiego blokowania” Rosjan dołączyły też same firmy bezpośrednio i mowa tutaj nawet o tych bardziej frywolnych, bo PornHubie, a nawet OnlyFans.

Ciekawie dzieje się również w sektorze wojskowym, bo hakerzy ponoć (twardych dowodów jak zwykle brakuje) zdołali podchwycić komunikację rosyjskich wojsk. Jedna z grup uderzyła bezpośrednio w serwery rosyjskiej agencji kosmicznej, uniemożliwiając Rosjanom szpiegowanie Ukrainy z orbity.

Poniżej możecie podsłuchać, jak jedna z grup poszła o krok dalej i nawet zaczęła nadawać na jednym z pasm ukraiński hymn, przeszkadzając rozmawiającym wtedy na temat „jakiejś zasadzki” Rosjanom.

Wykradzione dane rosyjskiego Ministerstwa Obrony z zupełnie innego ataku posłużyły też ukraińskim żołnierzom m.in. do dzwonienia do pracowników stojących po „tej złej stronie” w środku nocy. To o tyle ważne, że podobnie postąpiono z danymi oligarchów rosyjskich, czyli elitarnej grupy Rosjan, którzy na tej wojnie przez sankcje i blokady tracą majątek. Dostaje się też majątkowi Putina, choć bardziej pod kątem propagandy, bo hakerzy zdołali oszukać systemy jachtu Graceful należącego do Putina tak, że te wskazują na jego obecność na Wyspie Węży i następny kurs – „piekło”.

Czytaj też: Elektrośmieci – czym są i czy stanowią zagrożenie?

Na sam koniec warto odpowiedzieć na kilka pytań o to, dlaczego tak często widzimy informacje na temat udanych ataków hakerskich i kradzieży danych, a tak rzadko widzimy same dane. Odpowiedź jednak jest prosta – bazy danych, wiadomości, maile czy dokumenty nie są zwykle podawane bezpośrednio opinii publicznej, bo mogą przysłużyć się „tym złym”, wskazując im to, co rzeczywiście uległo kradzieży. Dodatkowo informacje w nich zawarte mogą przynieść finalnie więcej szkód niż pożytku, dlatego po udanej kradzieży, zwykle pozostają w rękach hakerów, którzy odpowiednio tymi danymi zarządzają.