Nadajniki sieci komórkowych obniżają wartość nieruchomości? Sprawdzamy, czy to prawda

Arkadiusz Dziermański Z-ca Redaktora Naczelnego

Jeden z najstarszych antykomórkowych mitów mówi, że nadajniki sieci komórkowych obniżają wartość sąsiadujących z nimi nieruchomości. Takich mieszkań i domów nie da się sprzedać i nikt nie chce w nich mieszkać. Podobno. Postanowiliśmy sprawdzić, czy w tej bajce jest choć odrobina prawdy.

Jak powstają antykomórkowe mity?

Najczęściej wszystkie antykomórkowe mity powstają na podstawie częściowej prawdy. To właśnie taka dezinformacja ma największe szanse powodzenia. Najlepiej sprawdzają się też mity uniwersalne. Takie, które można wykorzystać w wielu krajach i różnych sytuacjach.

Kiedy w 2019 roku polski Sejm zajmował się przepisami Megaustawy, czyli zbioru przepisów mających usprawnić działanie rynku telekomunikacyjnego, ten sam fake news zaczął obiegać świat. Brzmiał on tak – operator będzie mógł bez zezwolenia postawić nadajnik w Twoim ogródku. W ciągu 2-3 tygodni tę samą informację jak mantrę powielali przeciwnicy sieci komórkowych w Stanach Zjednoczonych, we Włoszech i w Polsce.

Jednym z głównych źródeł inspiracji przez długi czas była telewizja Russia Today. Czy spotkaliście się kiedyś ze stwierdzeniem, że sieć 5G to eksperyment na ludzkości? Padł on właśnie w amerykańskiej RT i w zasadzie krąży po świecie do dzisiaj. Po ataku Rosji na Ukrainę materiały związane z rosyjską telewizją szybko znikają z sieci, ale o ile mnie pamięć nie myli, był to materiał z 2019, a może nawet i 2018 roku.

Czytaj też: Historia sieci 5G w Rosji. Jeśli my jej nie mamy, to inni też mieć nie będą

Sąsiedztwo nadajnika obniża ceny nieruchomości. Nikt nie chce ich kupować

Powiązanie nadajników sieci komórkowych z cenami nieruchomości to jeden ze starszych antykomórkowych mitów. Jest też bardzo uniwersalny, bo można go użyć praktycznie podczas każdego protestu przeciwko budowie stacji bazowej. Szczególnie jeśli w pobliżu nie ma żadnej szkoły lub przedszkola, które można użyć jako karty przetargowej.

Nie bez powodu środowiska antykomórkowe praktycznie od początku swojej działalności wykorzystują argument spadku cen nieruchomości dla poparcia swoich teorii. Zobaczmy kilka przykładów. Znalezienie ich na Facebooku trwało dosłownie trzy minuty.

Sprawdźmy w takim razie, ile jest w tym prawdy.

Czytaj też: Nothing dostaje kolejne środki. Nothing Phone w drodze?

Czy wartość nieruchomości w pobliżu nadajników spada?

Zakopane, zdjęcie własne

Nie ma chyba lepszego źródła informacji na temat cen nieruchomości, niż osoby zajmujące się ich sprzedażą. Dlatego też z pytaniem w tej sprawie zwróciłem się do Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości. Odpowiedź, jaką uzyskałem, nie powinna chyba nikogo dziwić.

Nie widzę korelacji między cenami działek a stacją nadawczą telefonii komórkowej, jest to kompletnie bez znaczenia. Klient, który obawia się oddziaływania takiego przekaźnika, po prostu nie kupi nieruchomości w pobliżu. Nie jest to żaden poważny punkt w negocjacjach cenowych. Oczywiście, są klienci, którzy na to szczególnie zwracają uwagę i nie chcą mieszkać w niedalekim sąsiedztwie masztów, ale inni cieszą się, że będą mieć lepszy zasięg. (…) Całkiem niedawno sprzedałem dom, na tyłach którego, dwie działki dalej, stoi maszt i nikomu to nie przeszkadza. W innej lokalizacji sprzedałem działki zlokalizowane w pobliżu przekaźnika. 

– powiedział nam Łukasz Gilis, ekspert Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości, pośrednik w obrocie nieruchomościami 

Dodaje również, że:

Dużo bardziej niepokoi nabywców bliskość linii wysokiego napięcia, bo tu można mówić o zakłóceniach odbioru sygnału telewizyjnego czy internetu. Chociaż obowiązujące przepisy dokładnie określają wymaganą odległość w zależności od wysokości napięcia.

Czytaj też: Sieć 5G w Kazachstanie może powstać szybciej niż w Polsce. Co robimy źle?

Czy sąsiedztwo nadajnika jest niebezpieczne?

Stambuł

Powiedzmy sobie szczerze, bardzo bliskie sąsiedztwo nadajnika sieci komórkowej jest niebezpieczne. Mówimy jednak o naprawdę bliskim sąsiedztwie, czyli np. przytulaniu się do anteny. Czy ktoś tak robi na co dzień? Jedynym negatywnym skutkiem mieszkania w zasadzie pod stacją bazową jest to, że nie bardzo będziemy mogli z niej skorzystać.

Gdyby nadajnik sieci komórkowej emitował sygnał zbyt mocno w dół, byłby bezużyteczny. Jego rolą jest zapewnienie jak najlepszego zasięgu, więc musi on nadawać maksymalnie jak najdalej. Dlatego też anteny są skierowane minimalnie w dół, aby zapewnić sygnał, nierzadko w promieniu kilku kilometrów. Nie są nachylone pod kątem np. 80 stopni, bo wtedy sygnał sięgałby co najwyżej kilkudziesięciu metrów.

Do parametru kąta nachylenia (tilt) dochodzi też manipulacja azymutami. Obrazując, nadajnik można ustawić tak, aby emitował mocniejszy sygnał w jednym kierunku, a słabszy w drugim.

Jeśli dodamy do tego restrykcyjne normy dotyczące mocy nadajników oraz poziomów generowanych pól elektromagnetycznych, z punktu widzenia szeroko rozumianego promieniowania, nadajnik w sąsiedztwie naszego domu nie stanowi dla nas zagrożenia. Więcej na ten temat mówił nam mgr inż. Rafał Pawlak z Instytutu Łączności, przy okazji omawiania tematu nadajników na latarniach ulicznych w Turcji.

Jeśli natomiast nadajnik znajduje się np. 300-400 metrów od naszej działki, to mamy idealną sytuację, bo nie powinniśmy narzekać na problemy z zasięgiem.

Nadajniki nam nie zagrażają, ale mogą być zwyczajnie brzydkie

O ile z punktu zdrowotnego sąsiedztwo nadajników nam nie zagraża, ani też nie wpływa na wartość nieruchomości, tak z punktu widzenia estetycznego… bywa różnie. O ile pionowy maszt jeszcze nie jest dużym problemem, tak na 50-metrową, stalową wieżę o ogromnej podstawie sam bym narzekał. Na całe szczęście to właśnie dosyć cienkie maszty dominują w zabudowie, kiedy muszą stanąć w pobliżu domów. Więc ani specjalnie nie zasłaniają nam krajobrazu, ani nie rzucają cienia.

Istnieje wiele sposobów maskowania nadajników oraz różne, wymyśle konstrukcje. Przypomnijmy tu choćby sosnę sieci Play:

Tego typu stacje bazowe są jednak bardzo drogie. Choć co do wartości bazowej, jest ona taka sama. Jednak o ile stacja stalowa kosztuje np. 100 tys. zł, tak taka wymyślna też 100 tys., ale euro. Więc póki ARPU (średni przychód na klienta) polskich operatorów jest liczony w złotówkach i jest jednym z najniższych w Europie, na takie ładne nadajniki nie mamy co liczyć. Choć środowiska antykomórkowe też na nie narzekają, bo patrzcie – masukują! Więc mają coś do ukrycia! Cytując klasyka, tego nie pomalujesz…