Hipersoniczne działo kosmiczne, czyli na orbitę w 10 minut

Literacko „hipersoniczne działo kosmiczne”, oficjalnie „wodorowa wyrzutnia impulsowa”, a w praktyce długa rura z mieszanką wodoru, helu i tlenu, która czeka pod pociskiem na „ten moment”. Tym momentem jest zapalenie mieszanki i posłanie pocisku z tak ogromną prędkością, że aż trudno to pojąć. Cel? Nie sama zabawa dla zabawy, a zrewolucjonizowanie wynoszenia przedmiotów na orbitę.

Firma Green Launch i jej hipersoniczne działo kosmiczne

Jako że standardowe rakiety kosmiczne są drogie, skomplikowane, szkodliwe dla środowiska i podatne na eksplozje, to świat technologii poszukuje dla nich odpowiednich alternatyw. Jednym z ludzi, którzy to rozwijają, jest dyrektor operacyjny Green Launch i dyrektor ds. nauki dr John W. Hunterem.

Czytaj też: Nowa broń laserowa Izraela w testach. Poradziła sobie ze wszystkimi zagrożeniami

Ten kierował programem Super High Altitude Research Project (SHARP) w Lawrence Livermore National Laboratory około 30 lat temu i w tym czasie doprowadził do opracowania największej i najpotężniejszej na świecie „wodorowej wyrzutni impulsowej”. Celem firmy nie jest bicie rekordów, czyli uzyskanie prędkości wystrzelonych pocisków na poziomie wyższym niż 11,2 km/s (Mach 32,7), a ograniczenie się do 6 km/s (Mach 17,5).

Czytaj też: „Historyczny test” nowej broni laserowej. Layered Laser Defense udowodniło swoją skuteczność

To oczywiście nie tak, że działo będzie wystrzeliwać satelitę na orbitę, bo w praktyce będzie odpowiedzialne za nadanie pędu małej rakiecie drugiego stopnia, która już zajmie się ostatecznym fragmentem drogi i skieruje np. satelitę na właściwą orbitę. Wszystko to przy sile przyspieszenia na poziomie około 30000 G, co choć brzmi przerażająco, jest ponoć wartością, którą są w stanie wytrzymać elementy elektroniczne.

Koszt takiego sposobu wznoszenia ładunków na orbitę ma być minimalny i wynosić „1/10 tego, co kosztuje dokonanie tego samego z rakietą”, a przy tym ma usunąć ryzyko związane z katastrofą rakiety wypełnionej po brzegi satelitami. Ponadto rezygnacja z pierwszego stopnia rakiety eliminuje całą masę spalanego paliwa i związanych z tym emisji, ponieważ wodór spala się bez szkodliwych emisji, generując jedynie wodę.

Czytaj też: Tanie protezy z plastikowych butelek. Ten inżynier zainspirował się Gwiezdnymi Wojnami

Po wystrzeleniu rakiety z ładunkiem z działa wodorowego (następowałoby to co 60-90 minut) ta przedostawałaby się przez atmosferę w ciągu zaledwie minuty. Niskie orbity okołoziemskie na wysokości od 300 do 1000 km byłyby w zasięgu czasu krótszego niż dwie godziny, a niektóre znacznie szybciej. Satelity i zaopatrzenie mogą z kolei znaleźć się na orbicie w ciągu 10 minut i to wszystko za ułamek ceny.