Triggo to pomysł na car sharing przyszłości. Efektowny, omijający korki, bez problemów z parkowaniem

Arkadiusz Dziermański Z-ca Redaktora Naczelnego
Sylwia Januszkiewicz

Triggo to na pierwszy rzut oka futurystyczne pojazdy przypominające hybrydę samochodu i motocykla. Ale w praktyce to znacznie więcej. Przede wszystkim to pomysł na usługę car sharingu, której bliżej do wynajmu hulajnogi połączonego z taksówką, niż faktycznego wynajmu samochodu.

Triggo to w pierwszej kolejności pojazd

I to jaki! Na pierwszy rzut oka ciężko powiedzieć, że to… coś, jest w stanie poruszać się po drogach publicznych. Tymczasem prototypy są zarejestrowane i stały się stałym elementem ulic podwarszawskich Łomianek. Twórcy projektu opowiadają, że ich sąsiedzi widzieli już tyle, przez długie miesiące rozwijania pojazdów, że dzisiaj bardzo ciężko jest ich czymkolwiek zadziwić. Wierzymy!

W środku mamy miejsce dla dwóch osób i podstawowe narzędzia niezbędne do poruszania się po drodze. Z zewnątrz jest bardzo nietypowo. To zasługa przedniej osi, która zmienia swoją szerokości. Z 86 cm do 148 cm. Cały proces trwa dwie sekundy i nie jest to chwyt marketingowy. Co więcej, rozstaw osi może się zmieniać w trakcie jazdy, jak i podczas postoju. Wygląda to tak futurystycznie, że trudno uwierzyć, że dzieje się naprawdę.

Szerokość jest też uzależniona od prędkości jazdy. Wąska przednia oś jest przeznaczona do jazdy z prędkością do 35 km/h. Szeroka od 35 do 90 km/h. Co powinno być logiczne, bo dzięki temu Triggo nie przewróci się podczas pokonywania zakrętów. A to może nieco przypominać motocykl, bo podczas skręcania zawieszenie wyraźnie wychyla się na boki.

Taka zabawka ma pewnie śmiesznie mały zasięg? Nie do końca. Domyślnie Triggo korzysta z wymiennych akumulatorów. Na jednym jest w stanie przejechać teoretycznie do 150 km, ale bardziej realne są granice 110-120 km. Pojazd korzysta z własnych ogniw, ale jego konstrukcja jest na tyle uniwersalna, że w razie potrzeby można go w prosty sposób zaadoptować do nowych akumulatorów, jak również ładować je bez wymiany na nowe.

Czytaj też: Samsung Bespoke Jet ma ochotę na koronę króla pionowych odkurzaczy

Triggo ma zmienić pojęcie car sharingu

Problemem usług wypożyczania aut na minuty jest ich dostępność. Zazwyczaj łapiemy samochód w centrum i jedziemy nim na obrzeża. Gdzie go zostawiamy. Efekt jest taki, że w centrum miasta aut brakuje. A te, które się tam znajdują, zajmują miejsca parkingowe. Ogółem – nie jest ani dobrze, ani wygodnie.

Triggo nie będzie pojazdem, który można kupić. Jego twórcy widzą go tylko w ofercie car sharingu i to bardzo nietypowego. Domyślnie usługa ma działać w następujący sposób. Zamawiamy przejazd z konkretnego adresu. Pod który Triggo jest dostarczany. Po dojechaniu na miejsce parkujemy go, skąd jest zabierany. W ten sposób mamy wspomnianą na wstępie taksówkę połączoną w zasadzie z wynajmem hulajnóg.

Tu rodzi się pytanie – ale w jaki sposób Triggo jest dostarczany na miejsce?

Czytaj też: Test Nissan Leaf. Czy miejska legenda ma jeszcze trochę… prądu w baku?

Triggo jest pojazdem zdalnie sterowanym. Dosłownie!

Dostarczaniem Triggo na miejsce odbioru oraz odebraniem go po kursie zajmują się kierowcy zdalni. To osoby siedzące przed ekranem, które poruszają się nim jak pojazdem w grze komputerowej. Po dojechaniu na miejsce wskazane przez klienta przekazują mu całkowicie sterowanie, a po kursie ponownie dostają kontrolę i odjeżdżają w kolejne miejsce.

Sterowanie odbywa się po sieci komórkowej. Zapytacie – 5G? Nie do końca. Triggo działa również po sieci LTE i to nawet na oparach LTE. Zasięg w Łomiankach jest straszny, a pomimo to mieliśmy okazję zdalnie prowadzić Triggo z odległości ok 5 km. Prowadzenie odbywa się zaskakująco płynnie, bez opóźnień. Jest to trochę odrealnione, bo ciężko poczuć, że faktycznie mamy kontrolę nad pojazdem, w którym dodatkowo w trakcie testów siedziała żywa osoba. To m.in. zasługa braku np. wibracji w kierownicy, ale to akurat wina zastosowanego akcesorium. Wystarczy zmienić kierownicę na inną i dostosować jej parametry. Co nie stanowi najmniejszego problemu. Na upartego dałoby się pewnie sterować nawet padem od Xboxa.

Twórcy Triggo zapewniają, że prowadzenie ich pojazdu z 5 km to żaden wyczyn. Podczas targów CES możliwe było sterowanie pojazdem spod Warszawy prosto z Las Vegas. Również idealnie płynnie i bez opóźnień. Jedyne, w czym przeszkadza słabszy zasięg sieci komórkowej to to, że obraz z kamer nie ma rozdzielczości 4K i jest słabszej jakości.

Czytaj też: Test KIA Sportage MHEV. Nie bez powodu jest tak popularna

Triggo wyprzedza swoje czasy. W Polsce to może stanowić problem

Pomysł na działanie całej usługi Triggo jest ciekawy, ale wyprzedza swoje czasy. Przepisy ruchu drogowego nie są na to gotowe. Bo jak uzasadnić, że pojazd jest prowadzony zdalnie przez kierowcę mającego wszelkie uprawnienia, ale siedzącego kilka(dziesiąt) kilometrów dalej? Przy obecnym rządzie, dostosowanie przepisów do projektu brzmi niestety jak nieśmieszny żart. I jeśli cokolwiek miałoby stanąć Triggo na przeszkodzie, w Polsce będzie to właśnie legislacja.

Wydaje nam się, że dużo łatwiej będzie zmienić przepisy za granicą. Gdzie Triggo wzbudza zainteresowanie. M.in. w Wielkiej Brytanii, ale i Singapurze. Gdzie w pojazdy Triggo wyposażeni mają być ratownicy medyczni.

Tym, co jeszcze wzbudza nasze wątpliwości jest zaufanie do Triggo. To bardzo dziwny pojazd, który wymaga przyzwyczajenia, ale też zaufania do tego, że jest bezpieczny. Brak możliwości zakupu pojazdu na wolnym rynku może spowodować, że niektórzy będą mieć pewne opory przed tym, aby wynająć Triggo na minuty i od razu ruszyć nim w podróż. Z czasem na pewno się to zmieni, ale początkowo może stanowić pewien problem.

Koniec końców Triggo to bardzo ciekawy i prężnie rozwijający się pomysł. W zasadzie nie tylko pomysł, ale faktycznie działające urządzenia i system zdalnego sterowania. I to działający naprawdę zaskakująco dobrze! Tylko czy uda się go wprowadzić w Polsce? Mamy pewne wątpliwości, że da się to zrobić sprawnie i bezproblemowo, ale za granicą wróżymy Triggo spory sukces.