Rosyjskie czołgi T-14 Armata, czołgi T-14 Armata, T-14 Armata,

Rosyjskie czołgi T-14 Armata. Cudo na papierze, ale na froncie nadal ich nie ma

Dla Rosji czołg T-14 Armata jest szansą całkowitego odmienienia tego, jak świat postrzega rosyjskie czołgi, z T-72 na czele. Tym ciągle wykorzystywanym czołgom na służbie Ukrainy, Rosji czy Polski przypięto już dawno metkę, wedle której są wręcz jednorazowe na froncie i kiedy zostaną posłane w bój, najpewniej z niego nie wrócą. Zaprojektowano je zresztą tak, że proces naprawy jest istną katorgą w porównaniu do np. Leoparda 2 z Niemiec, którego większość awarii można naprawić szybko nawet w polowych warunkach, wymieniając dany sprzęt na nowy. Jednak problem z czołgami T-14 Armata jest taki, że choć miały już „być”, to nadal ich „nie ma” i to wcale nie dlatego, że nowoczesny rosyjski czołg jest tak zaawansowany, by pozostawać niewidzialny. 

Rosyjskie czołgi T-14 Armata mają ogromny potencjał, jak na nowoczesny sprzęt przystało. Do 2020 roku na służbę miało trafić aż 100 testowych egzemplarzy, a w 2021 roku miała ruszyć ich masowa produkcja

Może to Was zaskoczy, ale jeśli idzie stricte o sam podstawowy projekt, czołgi T-14 Armata (T-14 to oznaczenie czołgu, a dopisek Armata oznacza podwozie) mają szansę stać się najnowocześniejszymi czołgami na świecie. Regularnie słyszymy wprawdzie o „nowych czołgach” innych państw, ale są to jedynie ulepszenia tych, które mają już nawet kilka dekad na karku.

Czytaj też: Rosyjskie pociski P-800 Oniks miały niszczyć okręty, a ostrzelały Odessę

Tak jak ze starego Fiata trudno zrobić Porsche, tak w stary czołg trudno tchnąć możliwie najwięcej nowoczesnej technologii oraz doświadczenia zebranego z nowych konfliktów zbrojnych, bo podstawowej konstrukcji i wielu rozwiązań po prostu nie da się przerobić. Żeby opracować czołg naprawdę nowej generacji, prace należy zrealizować od podstaw i to właśnie Rosja zrobiła. 

Podstawowa specyfikacja T-14 Armata:

  • Waga: 55 ton
  • Długość: 8,7 metra
  • Szerokość: 3,5 metra
  • Wysokość: 3,3 metra
  • Pancerz: stal 44S-sv-Sh i pancerz reaktywny Malachit
  • Główne uzbrojenie: działo 2A82-1M 125 mm lub 2A83 152 mm
  • Dodatkowe uzbrojenie: karabin 12,7 i 7,62 mm
  • Silnik wysokoprężny 12Н360 o mocy 1500 koni
  • Zasięg operacyjny: 500 km
  • Maksymalna prędkość: 80/90 km/h

T-14 Armata jest tak imponującym czołgiem, bo jeśli wierzyć oficjalnym informacjom, jego projekt sięga ledwie połowy pierwszej dekady obecnego wieku. To więc były już czasy, w których znano ogromny potencjał dronów, wszystkie znane przemysłowi wojskowemu technologie zostały znacząco rozwinięte, a wyobraźnię projektantów ograniczały zarówno liczne raporty z wojsk, jak i cyfrowe symulacje. W skrócie? Zaprojektowanie czołgu w obecnych czasach, a przed dwoma dekadami, to z pewnością zupełnie inna para kaloszy i projekt T-14 Armata rzeczywiście to potwierdza.

Czym wyróżnia się czołg T-14 Armata?

Jako czołg nowej generacji, T-14 Armata ma wyróżniać się nie tylko możliwościami bojowymi (w obronie i natarciu), ale też utrzymaniem załogi w wyższym komforcie, aby powiedzenie „********* jak w ruskim czołgu” wreszcie przestało obowiązywać. Zwłaszcza na tle regularnie widzianych efektów ostrzału czołgów T-72, w których wieża całkowicie odpada od korpusu. Pewne jest jednak, że jeśli w T-14 Armata trafiłby zaawansowany pocisk przeciwpancerny, to widok wieży odlatującej od podwozia byłby pewny… ale są szanse, że załodze udałoby się przeżyć. Wszystko przez to, że podobnie jak w innych rosyjskich czołgach, projektanci nie mają zamiaru rezygnować z automatycznego systemu ładowania wokół wieży, który pozwala „zaoszczędzić” na ładowniczym.

Czytaj też: Opisujemy Bushmaster. Te transportery piechoty typu MRAP otrzymała Ukraina

Ten system jest zresztą kluczowy w ogólnym projekcie tego rosyjskiego czołgu nowej generacji, bo w nim całkowicie porzucono pomysł umieszczania osób w wieży. Zamiast tego, podzielono czołg na podwozie przeznaczone dla załogi i całkowicie bezzałogową wieżę, uszczuplając liczbę potrzebnego personelu do wyszkolonych czołgistów (kierowcy, dowódcy i strzelca). Cała trójka znajduje się w specjalnie opancerzonej kapsule z przodu czołgu, w której siedzą „ramię w ramię” i wchodzą do niej przez właz z przodu. 

T-14 Armata jest więc przykładem „pancernej puszki do potęgi” dla załogi, która świat wokół postrzega głównie za pomocą kamer, radarów oraz stosownych ekranów. Brzmi to bardzo nowocześnie i choć znacznie komplikuje projekt, to w praktyce będzie najpewniej skuteczniejsze od zwyczajnych wizjerów. Oczywiście o ile Rosja zadba o redundantność systemów oraz odpowiednie szerokokątne kamery dookoła czołgu, których wizję będzie można po prostu wyświetlać w czasie rzeczywistym na ekranie i z ich właśnie poziomu realizować ostrzał. 

Czytaj też: Opisujemy najbardziej zaawansowane polskie myśliwce. Co potrafią F-16 Jastrząb?

Jeśli zresztą o arsenał czołgów T-14 Armata idzie, ten ma obejmować 125-milimetrowe lub 152-mm gładkolufowe działo (kolejno 2A82 i 2A83) z dostępem do 45 pocisków, z czego 32 z nich znajdą się w automatycznym systemie ładującym. Poza tym ten czołg ma mieć również dostęp do zdalnie sterowanego karabinu 12,7 mm i 7,62 mm z dostępem do grubo ponad tysiąca pocisków.

Jeśli Rosji uda się wymienić początkowo planowaną armatę 2A82-1M na 2A83, będzie to znaczne ulepszenie nie tylko pod kątem samego kalibru (125 vs 152 mm), ale też ogólnych możliwości. W tej armacie będzie można wykorzystać pocisk APFSDS, który będzie rozpędzał się do 1980 m/s, dzięki czemu na odległości 2 km będzie mógł utrzymać prędkość na poziomie nawet 1900 m/s, co nie tylko zwiększy jego skuteczność niszczenia celów, ale też celność.

Jeśli idzie o systemy ochrony, ta pasywna w T-14 Armata obejmie reaktywny pancerz Malachit z przodu, po bokach i na górze. Z kolei tym aktywnym ma być Afghanit, który ponoć może przechwytywać wrogie pociski o prędkości do 1700 m/s, a potencjalnie nawet 3000 m/s (Mach 8,8). Składa się z kolei z radaru na falach milimetrowych, który wykrywa i śledzi nadlatujące pociski przeciwpancerne. Tylko po to, aby efektor w postaci ładunku wybuchowego zniszczył go tuż przed uderzeniem w pancerz czołgu. 

Czytaj też: Śmigłowce szturmowe Ka-52 Aligator, czyli podstawowy sprzęt Rosji do panowania w powietrzu, który masowo niszczą im Ukraińcy

Wszystko to składa się na czołg, który według serwisu Pravda, spełnia jako jedyny na świecie zasadę „sześciu stref”, dzięki temu, że: 

  • Może uniknąć spotkania z potężniejszym przeciwnikiem poprzez zastosowanie radaru do jego wykrywania i unikania
  • Ukrywa się przed wrogami za sprawą technologii stealth
  • Wykorzystuje systemów wojny elektronicznej do zakłócania wrogich środków wykrywania
  • Zwalcza wrogie pociski systemem aktywnej ochrony
  • Może wytrzymać przeciwpancerne pociski poprzez zastosowanie pasywnego opancerzenia
  • Chroni załogę specjalną kapsułą

T-14 Armata najpewniej pozostanie sprzętem paradnym i nigdy nie wjedzie do Ukrainy, bo… Rosja się boi

Trudno powiedzieć, co obecnie dzieje się z czołgami T-14 Armata i jak sankcje wpłyną na ich wprowadzenie na służbę do rosyjskich sił zbrojnych. Ponoć wojna na Ukrainie sprawiła, że Rosja skupiła się na produkcji T-72, ale z drugiej strony, żołnierze mieli już otrzymać kilka nowoczesnych i rozsławionych wręcz na cały świat T-14 w wersji testowej, więc w razie braku sprzętu powinny już trafić na front. Rosja zapewne chce tego uniknąć bez pewności, że uda jej się utrzymać T-14 przy „życiu” i zwłaszcza we własnych rękach, bo gdyby ten czołg wpadł w ręce Ukrainy, byłaby to wpadka na poziomie utraty flagowego okrętu Moskwa.