Naukowcy chcą uzależnić elektryczne samochody na drogach. Kierowca obok będzie mógł „kraść” Wasze elektrony

Masowe przejście ze spalinowych samochodów na te elektryczne otwiera wiele furtek. Świetnym tego przykładem jest nie tylko droga ładująca z automatu jadące po niej samochody, ale też pomysł zespołu z University of Kansas School of Engineering, który obejmuje połączenie samochodów w jedną wielką sieć „wzajemnej pomocy”. W ramach tego podejścia naukowcy chcą wręcz uzależnić elektryczne samochody na drogach.

Wzajemne ładowanie podczas podróży, czyli jak naukowcy chcą uzależnić elektryczne samochody na drogach

Obecnie największym problemem dręczącym elektryczne samochody jest ich zasięg, a dokładniej mówiąc, niski zasięg, jeśli ktoś spędza długie godziny tygodniowo na podróżach. Wprawdzie ta najdroższe modele mają do zaoferowania nie 200-300 realnych kilometrów na jednym ładowaniu, a ponad 500 km, ale jak już wspomniałem, są szalenie drogie. O ile więc do miasta i w rejony podmiejskie BEV jest świetnym wyborem, tak przy podróżach międzymiastowych już niekoniecznie.

Czytaj też: Mózg może posiąść superpamięć. Pomaga metoda, z której korzystano już w starożytności

samochody elektryczne z nieograniczonym zasięgiem, samochody elektryczne

Są oczywiście szanse, że zasięg poprawi się w następnych latach wraz z rozwojem technologii oraz spadkiem cen akumulatorów „na kWh”, ale warto mieć kilka planów awaryjnych. Przykładowo, wyobraźcie sobie, że podczas jazdy z każdą kolejną minutą akumulatory Waszego samochodu zbliżają się niebezpiecznie do zera w kwestii poziomu naładowania. Nie musicie jednak obawiać się długiego postoju „tu i teraz”, bo energię możecie zaczerpnąć z samochodów jadących na tej samej drodze.

Czytaj też: Najdokładniejszy test elektrodynamiki kwantowej w historii fizyki. Wyniki są zgodne z modelem standardowym

Jak? W wizji naukowców wystarczyłoby tylko wprowadzić samochody do systemu i wyposażyć je w odpowiednie aparatury, aby zautomatyzować proces wzajemnego ładowania BEV na drogach. W praktyce wyglądałoby to tak, że samochody wspierałyby się nawzajem na drogach, użyczając pozostałym uczestnikom ruchu drogowego swoje zgromadzone wcześniej elektrony… i to w ruchu.

Czytaj też: Jak brzmi galaktyka oddalona o 70 mln lat świetlnych? Właśnie tak

To zdecydowanie jeden z tych pomysłów, które pozostaną na papierze i tylko tam, bo w praktyce tego typu strategia mogłaby się sprawdzić wyłącznie w przypadku ujednoliconych flot i autonomicznych systemów, które przejmowałyby kontrolę nad pojazdami podczas tego procesu. No, chyba że według pomysłodawców kultura na drogach dorównuje tej przed kamerami na uroczystych politycznych bankietach.