Amerykańska amunicja krążąca Switchblade, drony kamikaze są bronią idealną, Switchblade, dronyu Switchblade, amerykańskie Switchblade,

Opisujemy przyszłość dronów, czyli broni idealnej. Robotyzacja wojsk dzieje się na naszych oczach

Wszyscy ci, którzy do lutego 2022 roku nie wiedzieli, czym dokładnie jest dron i jak wiele może dokonać na wojnie, zapewne dosadnie przekonali się, jak wielki potencjał w nich drzemie. Wszystko przez trwający konflikt rosyjsko-ukraiński, który w praktyce pokazał całemu światu, jak drony całkowicie odmieniły oblicze wojny. To nie przypadek, a naturalna kolej rzeczy, a że robotyzacja wojny dzieje się na naszych oczach właśnie, postanowiliśmy opisać dla Was potencjalną przyszłość dronów.

Drony na rosyjsko-ukraińskiej wojnie. Rosja w desperacji szuka ratunku

Na samym początku tego artykułu po prostu nie można nie przypomnieć o trzech rodzajach dronów, które w związku z inwazją Rosji na Ukrainę, stały się bardzo popularne. Pierwszym z nich jest wszystkim zapewne znany Bayraktar TB2 tureckiej firmy Baykar. Ten zapewnia Ukraińcom nie tylko możliwość spoglądania na wrogów „z góry”, ale też sam odpowiada za kilka ataków powietrznych na praktycznie wszystko – od oddziałów piechoty po pojazdy lekko i ciężko opancerzone i na okrętach kończąc.

Czytaj też: Trzon rosyjskiego lotnictwa zestrzelony. Rosjanie zestrzelili swój własny zaawansowany bombowiec

Tureckie drony Bayraktar TB2, Bayraktar TB2,

Inne ciekawe drony, które biorą czynny udział trwającej wojnie, to tak zwane drony kamikadze w formie amunicji krążącej. Mowa zarówno o amerykańskich Switchblade, jak i polskich Warmate, które poniekąd pełnią funkcję „latających, inteligentnych granatów”. Są jednorazowe, podczas ataku po prostu nurkują na cel i uderzają w niego, aktywując jednocześnie swoją głowicę wybuchową i w efekcie niszczą zarówno siebie, jak i racjonalnie dobrany cel.

Na temat tych dronów pisaliśmy już specjalne artykuły, więc polecam zapoznać się z nimi, klikając w odpowiednie odnośniki:

Śmierć z przestworzy… i nie tylko śmierć. Bezzałogowce latające zmieniają wojny, a są tylko wierzchołkiem góry lodowej w ruchu robotyzacji wojska

Wyjątkowość dronów latających sprowadza się przede wszystkim do tego, że mogą realizować wiele zadań stosunkowo niskim kosztem. Mowa o pełnieniu funkcji stricte bojowych, rozpoznawczych, szpiegowskich, obserwacyjnych i logistycznych, co w rzeczywistych scenariuszach sprowadza się m.in. do naprowadzania na cele, wsparcia i ochrony oddziałów na lądzie, transportowania zasobów do otoczonych przez wroga oddziałów czy nawet rozminowywania danych terenów.

Siły Powietrzne USA celowo rozbiły drona MQ-9A Reaper, rozbiły drona MQ-9A Reaper, MQ-9A Reaper, dron MQ-9A Reaper

Wszystko to przede wszystkim bez ryzykowania życia pilotów oraz z projektem drona skoncentrowanym w pełni na określonym zadaniu i profilu aerodynamicznym. W przypadku tej drugiej cechy, projektanci drona mogą całkowicie pominąć kwestię kokpitu oraz kabiny dla pilotów, oszczędzając całą masę kilogramów oraz miejsca. Zwłaszcza przez fakt, że sterowanie dronami odbywa się zwykle poprzez połączenia fly-by-wire, co jeszcze bardziej upraszcza ich konstrukcję, a tym samym obniża skomplikowanie oraz… cenę.

Czytaj też: Obejrzyjcie, jak po rosyjskim BMP zostaje tylko wrak. Ukraiński pocisk zapewnił mu miejsce w konkursie na lot wieżą

Kwestia ceny zaraz za brakiem osoby na pokładzie drona sprawia, że te bezzałogowce można znacznie łatwiej wysyłać nawet na ważne, ale bardzo ryzykowne misje. Zamiast pilotów, za sterami dronów zasiadają tak zwany operatorzy, którzy zamiast w ciasnej kabinie, znajdują się najczęściej w klimatyzowanej centrali kontrolnej oddalonej wiele dziesiątek, a nawet setek kilometrów od celu. Z perspektywy trzech osób (odpowiednika pilota, drugiego pilota oraz koordynatora misji) lot dronem wygląda, jak gra wideo, jako że sterują dronem z wykorzystaniem kontrolerów i widzą to, co „widzi on” na kilku monitorach.

drony wojskowe przyszłości, Concept 1 od BAE Systems, drony BAE Systems

Tak właśnie wygląda dzisiejsza rzeczywistość z dronami, ale pewne jest, że w przyszłości drony nabiorą znacznie większego znaczenia. Z jednej strony zaczną działać, jak wielkie roje, a z drugiej mogą przyjąć formę „awatarów”, w które będą wcielać się operatorzy. Zupełnie tak, jak w przypadku filmu Avatar, gdzie ludzie byli przenoszeni do ciał wyhodowanych przez siebie przedstawicieli innych ras.

Roje, czyli drony jako jeden superorganizm

Obecnie wiele firm oraz agencji wojskowych pracuje nad tym, aby uczynić z dronów coś na zasadzie mrówek. Zamiast pozwolić im działać na własną rękę, ludzkość chce zapewnić im możliwość nie tylko autonomicznego postępowania wedle z góry narzuconych reguł i ciągłego nadzoru operatora, ale też łączenia się ze sobą nawzajem właśnie w formie roju. Do tego drugiego dąży m.in. DARPA w ramach swojego programu OFFSET od 2016 roku, chcąc umożliwić operatorom panowanie nie nad jednym, a nad dziesiątkami dronów jednocześnie.

Ominą nawet najbardziej zaawansowane systemy obronne, drony

Czytaj też: Rosjanie utracili najpotężniejszą artylerię. To pierwszy taki sukces Ukraińców

W finalnej wersji współpracujące ze sobą drony będą mogły jeszcze skuteczniej realizować nawet podstawowe misje, a nawet dokonywać niemożliwego. Przykładowo drony w tej konfiguracji mogą zasypywać wrogą obronę przeciwlotniczą do tego stopnia, że część z dronów roju przedostanie się przez nią i uderzy w krytyczną infrastrukturę. Wszystko to w „białych rękawiczkach”, bo bez śmierci żadnego z pilotów.

Drony niczym awatary. W przyszłości mogą stać się przedłużeniem żołnierzy

Częścią wspomnianego programu OFFSET jest umożliwienie operatorom sterowania nie tylko za pomocą kontrolera, ale też głosu, gestu i dotyku w ramach rozbudowanego ekosystemu człowiek-robot. W tego typu scenariuszach dojdzie do tego, że ludzie „staną się” nawet nie dronami, a całymi rojami. Udowodniono to już w 2017 roku, kiedy to Nathan Copeland „zdołał jednocześnie latać dwoma maszynami”, jak przypomina Łukasz Kamieński, autor książki Mimowolne Cyborgi Mózg i Wojna Przyszłości.

W jednym z eksperymentów Copeland zdołał jednocześnie latać dwoma maszynami. Do kolejnego przełomu doszło w styczniu 2017 roku, kiedy udało mu się myślo-kierować trzema pojazdami jednocześnie. […] Dwukierunkowy interfejs, jaki zastosowano u Nathana, nie tylko czytał myśli, by przekształcić je w komendy sterowania, ale także pobudzał korę mózgową. W przyszłości takie rozwiązanie pozwoli „przesyłać sygnały z samolotów do mózgu, tak że użytkownik będzie postrzegał ich otoczenie”. Jeśli maszyny wykryją coś ważnego, niezwłocznie dowiedzą się o tym pilot lub operator– czytamy w rozdziale poświęconym właśnie dronom.

Nie były to jednak testy praktyczne, a wirtualne, bo Copeland sterował nie mechanicznymi dronami latającymi w otwartej przestrzeni, ale ich wirtualnymi odpowiednikami. Sama technologia jest też obecnie w powijakach i do tego momentu „upłynie jeszcze mnóstwo czasu”. Potencjał tej technologii jest jednak ogromny.

W przyszłości piloci samolotów, operatorzy pojazdów bojowych, oficerowie wywiadu, żołnierze rozpoznania, a także dowódcy komand i medycy będą za pomocą fal mózgowych kontrolowali roje wyspecjalizowanych bezzałogowców

Wszystko to doprowadzi do momentu, w którym drony (nie tylko te latające) będą pełnić funkcję istnych awatarów „na zawołanie” dla wyszkolonych i odpowiednio wyposażonych operatorów.