Amerykańska marka Salsa Cycles postanowiła podejść do tematu elektrycznych rowerów gravelowych w sposób, który może zaskoczyć wielu tradycjonalistów. Zamiast kolejnej ciężkiej konstrukcji z dominującym silnikiem, firma proponuje model Confluence, a więc maszynę, która stara się zachować charakter tradycyjnego roweru, jednocześnie oferując dyskretne wspomaganie na dłuższych dystansach. Tego typu rozwiązanie trafia w wyraźną lukę na rynku, gdzie coraz więcej cyklistów poszukuje sprzętu umożliwiającego dalsze wyprawy bikepackingowe bez konieczności zmagania się z nadmierną wagą typowych e-bike. Nowy Confluence ma być zaś dowodem, że elektryczne wspomaganie nie musi oznaczać rezygnacji z naturalności prowadzenia i zwinności.

Silnik MAHLE X30 jako lekki i wydajny napęd gravelowego e-bike
Sercem nowej konstrukcji jest lżejszy system napędowy MAHLE X30 zintegrowany z piastą. Inżynierom udało się zmniejszyć masę układu o około 0,23 kilograma w porównaniu z poprzednią generacją, a to przy jednoczesnym zwiększeniu momentu obrotowego z 40 Nm do 45 Nm. Chociaż różnica 5 Nm może wydawać się niewielka, to w praktyce przekłada się na wyraźnie płynniejsze wspomaganie podczas podjazdów lub jazdy z obciążeniem. Jednocześnie tak mały silnik nie odcina wspomagania przy prędkości ledwie kilkunastu km/h, bo jest w stanie pomagać rowerzyście aż do 32 km/h.
Czytaj też: Giant Anthem 2026 chudnie i przyspiesza. Na tym rowerze nawet laik rozwinie skrzydła

Producent deklaruje zasięg około 72 kilometrów na jednym ładowaniu akumulatora, co powinno wystarczyć na całodzienną eksplorację szutrowych dróg, choć taki wynik z całą pewnością jest nieosiągalny przy ciągłej jeździe na najwyższym trybie. Dla tych, którzy planują dłuższe eskapady, dostępna jest opcja dodatkowego akumulatora zwiększającego zasięg do 129 kilometrów, a więc dystansu pozwalającego na dłuższe weekendowe wypady z noclegiem w plenerze. Naturalnie sam napęd, to nie wszystko, na co warto zwrócić uwagę w przypadku modelu Confluence.
Bikepacking w centrum uwagi projektantów
Geometria roweru Confluence została opracowana z myślą o komforcie podczas wielogodzinnych przejażdżek po nierównym terenie. Projektanci zadbali o dyskretny wygląd, co widać w całkowitym braku masywnych rur aluminiowej ramy, kabli prowadzonych na zewnątrz czy wystających akumulatorów, które często psują estetykę elektrycznych konstrukcji. Nie oznacza to jednak, że cieńsze rurki nie wytrzymają dodatkowego obciążenia. Ba, prawdziwym atutem tego modelu okazują się możliwości transportowe, bo rama oferuje liczne punkty mocowania bidonów w głównym trójkącie, co umożliwia zabranie zapasu wody niezbędnego podczas długich wypraw.
Czytaj też: Test elektrycznego roweru Engwe P275 SE. To tani e-bike dla każdego i całej rodziny

Widelec również został wyposażony w trzyczęściowe mocowania po obu stronach, co jest idealne do montażu toreb typu fork bag niezakłócających sterowania. Dodatkowe punkty montażowe na przedni i tylny bagażnik dopełniają obrazu roweru przygotowanego do bikepackingu. Tego typu konfiguracja pozwala na zabranie namiotu, śpiwora, odzieży i prowiantu bez konieczności korzystania z plecaka. W połączeniu z elektrycznym wspomaganiem redukującym zmęczenie otwiera to możliwość wielodniowych wypraw dla szerszego grona rowerzystów. Właśnie te praktyczne aspekty bikepackingu wyróżniają Confluence na tle konkurencji, gdzie często skupiano się wyłącznie na samym wspomaganiu.
Dwie wersje elektrycznego roweru Confluence do wyboru
Salsa Cycles przygotowała dwie konfiguracje Confluence. Bardziej przystępna cenowo wersja ESSA 8 Flat-Bar kosztuje 2899 dolarów i jest wyposażona w napęd Shimano 1×8 oraz prostą kierownicę Salt Flat, co zapewnia bardziej wyprostowaną pozycję jazdy charakterystyczną dla rowerów trekkingowych. Droższy wariant CUES 10 Drop-Bar za 3499 dolarów oferuje już napęd Shimano 1×10 oraz klasyczną kierownicę szosową Cowbell. Większa liczba przełożeń i sportowa pozycja sprawdzają się lepiej na wymagających trasach ze znacznymi przewyższeniami. Obie konfiguracje dzielą wspólne komponenty, a w tym koła WTB przystosowane do opon bezdętkowych, szerokie opony Teravail Washburn o wymiarach 700×50 mm zapewniające komfort na szutrowych drogach, hydrauliczne hamulce tarczowe gwarantujące pewne hamowanie nawet przy pełnym obciążeniu oraz kompatybilność z regulowaną sztycą podsiodłową.
Czytaj też: Wreszcie zadebiutował dobry rower z włókna węglowego, który nie przeraża ceną


Confluence nie próbuje rozwiązać wszystkich problemów świata elektrycznych rowerów gravelowych jednym ruchem. Zamiast tego bardzo świadomie wybiera pole, na którym chce się wyróżnić. To rower dla tych, którzy lubią planować trasy z linią przerywaną kończącą się daleko za horyzontem, ale nie chcą rezygnować z wrażenia, że wciąż to ich własne nogi dowożą bagaż do kolejnego punktu noclegu. Dyskretne wspomaganie, dopracowane możliwości mocowania bagażu i geometria nastawiona na długie dni w siodle składają się na propozycję, która nie będzie pierwszym wyborem miłośników maksymalnej mocy i trybu turbo na każdym podjeździe. I bardzo dobrze, bo nie taka była jej rola.