
Podczas gdy gigant z Mountain View całą swoją energię i zasoby pompuje w rozwój Gemini, poczciwy Asystent Google najwyraźniej został odstawiony na boczny tor. Efekt? Kierowcy utknęli w technologicznym czyśćcu. Stary system sypie się na naszych oczach, a nowy – choć obiecujący – wciąż dla wielu jest nieosiągalny lub działa w sposób, który budzi spore kontrowersje. Sytuacja staje się frustrująca, bo w samochodzie sprawny interfejs głosowy to nie luksus, a kwestia bezpieczeństwa.
“Nie zrozumiałem” – nowa mantra kierowców z Android Auto
Na forach internetowych, takich jak Reddit, aż huczy od skarg użytkowników, którzy mają dość użerania się ze “starym” Asystentem. Podstawowe komendy, które jeszcze rok temu działały bezbłędnie, dziś często kończą się irytującym komunikatem: „Przepraszam, nie zrozumiałem”. Asystent Google na Android Auto wydaje się obecnie ledwo dychać – zadania wykonują się z opóźnieniem, a prośby o wysłanie wiadomości czy zmianę trasy kończą się błędami.
Czytaj też: Allegro Klik wjeżdża do IKO. Zakupy jednym kliknięciem i pieniądze, które wracają na konto
Gigant przyznał kilka miesięcy temu, że starsza wersja asystenta ma swoje niedociągnięcia, ale w samochodzie te problemy bolą podwójnie. Kiedy asystent głosowy zawodzi, kierowca ma dwie, równie złe alternatywy: albo zaczyna nerwowo przeklikiwać się przez ekran dotykowy, co zajmuje pięć razy więcej czasu, albo – co gorsza – sięga po telefon. W obu przypadkach odrywa wzrok od drogi, co bezpośrednio przekłada się na ryzyko wypadku. Głosowa obsługa była fundamentem Android Auto właśnie po to, by ręce zostały na kierownicy, a oczy na asfalcie. Gdy ten fundament pęka, cały sens korzystania z systemu stoi pod znakiem zapytania.
Gemini na ratunek? Wdrażanie ciągnie się w nieskończoność
Rozwiązaniem tych bolączek ma być oczywiście Gemini. Google ogłosił w listopadzie zeszłego roku, że nowa sztuczna inteligencja zacznie pojawiać się w samochodach „w nadchodzących miesiącach”. Mamy połowę stycznia i sytuacja wciąż wygląda na nieukończoną układankę. Gemini trafia do użytkowników falami, co sprawia, że większość z nas wciąż musi użerać się z dogorywającym Asystentem.
Czytaj też: Firefox 147 trafia do użytkowników. Lepsze wideo, customowe skróty i święty spokój z oknami
Ci, którym udało się już przesiąść na nowego towarzysza AI, mają mieszane uczucia. Z jednej strony nowa AI jest znacznie bardziej „ludzka” – potrafi być świetnym partnerem do burzy mózgów w trasie czy streszczania długich wątków konwersacji. Z drugiej strony, wciąż brakuje jej głębokiej integracji z systemem. Zdarza się, że poprosicie Gemini o nawigację do celu, a po wykonaniu zadania na ekranie, AI nadal gada w tle, dopóki nie uciszycie jej ręcznie. To typowe problemy na tym etapie, które jednak w połączeniu z rozpadającym się starym systemem tworzą obraz sporego chaosu w ekosystemie firmy.
Czytaj też: Porządki w Mapach Google. Koniec z chaosem w ustawieniach na Androidzie
Obecna sytuacja z Android Auto to klasyczny przykład tego, co dzieje się, gdy gigant technologiczny zbyt szybko przenosi uwagę na nowy produkt, zapominając o wsparciu dla starego, z którego wciąż korzystają miliony. Gemini bez wątpienia jest przyszłością, ale tempo jego wdrażania w samochodach pozostawia wiele do życzenia. Kierowcy nie potrzebują filozoficznych rozmów z AI, ale sprawnego narzędzia, które bezbłędnie wybierze numer do domu czy ustawi trasę do najbliższej stacji. Dopóki Gemini nie stanie się standardem, a błędy w komunikacji z Asystentem nie zostaną wyeliminowane, korzystanie z Android Auto będzie dla wielu raczej źródłem stresu niż ułatwieniem. Pozostaje teraz mieć nadzieję, że nowa technologia zostanie wdrożona na szeroką skalę jak najszybciej, bo nerwy za kółkiem nie są niczym dobrym.