
W grudniu ubiegłego (2025) roku pierwszy prototyp czołgu Abrams M1E3 wpadł w ręce wojskowych, a już na początku tego roku (2026) mają ruszyć jego testy. To tempo znacznie odbiega od wieloletnich, tradycyjnych programów zbrojeniowych i pokazuje, z jaką determinacją Armia USA podchodzi do modernizacji swoich sił pancernych. Prototyp, którego pierwsze zdjęcia właśnie trafiły do Internetu, powstał w firmie Roush i stanowi efekt wcześniejszych prac studyjnych nad redukcją ryzyka technologicznego.

M1E3 Abrams jest charakterystyczny, czyli rewolucja w sylwetce pancernego giganta
Pierwsza cecha Abrams M1E3, która rzuca się w oczy na tych zdjęciach, to zupełnie nowa, niższa wieża. Po jej lewej stronie znajduje się charakterystyczne okno sensora, a więc element niespotykany w żadnej dotychczasowej wersji tego czołgu. Kadłub także przeszedł gruntowną metamorfozę. Widać na nim dwie wyraźne luki oraz kamerę, która prawdopodobnie jest częścią rozproszonego systemu obserwacji otoczenia, mającego poprawić świadomość sytuacyjną załogi w każdych warunkach.
Czytaj też: Jeżeli to nie jest prowokacja, to okręty wojenne będą zaskakiwać dwukrotnie

Innymi słowy, czołg USA nowej generacji poszedł “na dietę”, co po prostu widać. Amerykanie postawili sobie nie lada wyzwanie w tej kwestii, bo zdecydowali się zmniejszyć masę pojazdu z obecnych około 78 ton do zaledwie 60 ton. Ubytek ponad 18 ton to nie tylko kwestia mobilności strategicznej, ułatwiającej transport lotniczy, bo lżejszy czołg poradzi sobie na słabszych mostach, będzie zwinniejszy w terenie i mniej podatny na ugrzęźnięcie.

Kluczowym elementem tej “diety” ma być zintegrowany, a nie w pełni zintegrowany, system aktywnej ochrony. Ma on być nie tylko lżejszy, ale też bardziej zaawansowany, bo nie tylko lepiej zoptymalizowany, ale też zdolny do zwalczania dronów, czyli zagrożenia, które w ostatnich konfliktach stało się jednym z głównych wrogów pojazdów opancerzonych.
Czego zdjęcia czołgu M1E3 Abrams nie pokazują?
Wewnątrz również wiele się dzieje, choć żadnych zdjęć środka czołgu Abrams M1E3 jeszcze nie dostaliśmy. Wiemy jednak, że znalazł się tam automat ładowania głównego działa, który jest jedną z bardziej dyskusyjnych decyzji projektowych. Pozwala on zmniejszyć załogę z czterech do trzech osób, co oznacza kategoryczny koniec wymogu pełnienia tradycyjnej funkcji ładowniczego w przedziale załogi. Nowy system opiera się na dwurzędowej, zamkniętej karuzeli z pojemnikami na amunicję, która obraca się, by podać odpowiedni pocisk do ładowania. Takie rozwiązanie nie wymaga już masywnych włazów przeciwwybuchowych, wystarczy niewielki port.
Czytaj też: Od K2 Black Panther po T-14 Armata. Co wyróżnia czołgi 4 i 4+ generacji?
Kolejną fundamentalną zmianą jest napęd. Obecne Abramsy, napędzane żarłoczną turbiną gazową, mają zostać zastąpione przez układ hybrydowy. Szacuje się, że nowy napęd ma być nawet o 40 procent oszczędniejszy, co w praktyce polowej oznacza znacząco większy zasięg operacyjny i mniejsze obciążenie dla logistyki. Dodatkowo projekt M1E3 stawia na otwarte architektury i modułowość. W praktyce oznacza to, że integracja nowych celowników, czujników czy systemów łączności będzie w przyszłości prostsza i szybsza, co ma zapobiec kosztownym i długotrwałym modernizacjom. Aby jak najszybciej zweryfikować założenia, armia planuje dostarczyć do testów polowych liczbę prototypów odpowiadającą plutonowi.
Czytaj też: Przetrwa kule, 500 stopni i mróz. Nowy akumulator Epsilora to paliwo dla armii przyszłości
Wszystko to stanowi część nowej, wielkiej strategii rozwojowej. Zamiast czekać w biurach projektowych na finalny produkt, żołnierze z jednostek liniowych wcześniej otrzymają maszyny do oceny. Będą mogli zgłaszać uwagi dotyczące każdego aspektu – od ergonomii stanowisk załogi po działanie skomplikowanych systemów. Na podstawie tych opinii wprowadzone zostaną poprawki, a kolejna, ulepszona wersja ma trafić do testów już w przyszłym roku.
Ciężki pancerz w poszukiwaniu nowej roli
Prace nad M1E3 toczą się w czasie gorącej debaty o sensie utrzymywania ciężkich czołgów. Doświadczenia z Ukrainy dobitnie pokazują ich wrażliwość na precyzyjną broń przeciwpancerną i drony kamikadze. Pewną oznaką niepewności może być decyzja armii USA o anulowaniu w 2025 roku zamówienia na 500 lekkich pojazdów wsparcia ogniowego M10 Booker. M1E3 ma być jednak odpowiedzią na te wątpliwości. Zamiast rezygnować z potęgi pancernej, Amerykanie stawiają na jej ewolucję i mają nadzieję, że połączenie zmniejszonej masy, większej oszczędności, zaawansowanych systemów obronnych i elastyczności utrzyma czołgi w roli kluczowego gracza na polu walki. Czy ten plan się powiedzie? Pierwsze testy, które rozpoczną się lada dzień, przyniosą wstępne odpowiedzi na to kluczowe pytanie.