
Kiedy mówimy o samochodach autonomicznych, wyobraźnia podsuwa zwykle obrazy miast przyszłości: ciche, samodzielnie poruszające się pojazdy, brak korków, brak stłuczek, brak zmartwienia o to, czy ktoś wróci bezpiecznie do domu. Nowa analiza kanadyjskich badaczy brutalnie konfrontuje tę wizję z arytmetyką realnego świata. Okazuje się, że nawet jeśli udział pojazdów bez kierowcy na drogach będzie stosunkowo niewielki, efekt liczony w urazach i złamanych kościach i tak może być imponujący.

W najnowszej pracy naukowcy postarali się przy tym odciąć od typowego dla branży technologicznej entuzjazmu. Zamiast obiecywać “koniec wypadków”, zbudowali kilka ostrożnych scenariuszy, w których autonomiczne auta są tylko jednym z elementów większej układanki. Nie obiecują cudu, tylko pokazują, ile konkretnie można zyskać, jeśli choć część decyzji drogowych zostanie odebrana ludziom i powierzona algorytmom.
Amerykański problem bezpieczeństwa na drogach
Każdego roku amerykańskie drogi pochłaniają tysiące istnień, a koszty społeczne i ekonomiczne sięgają setek miliardów dolarów. Większość tych zdarzeń ma źródło w ludzkich słabościach: zmęczeniu, rozkojarzeniu czy decyzjach pod wpływem alkoholu. Liczby wręcz przerażają, bo wypadki samochodowe pozostają w Stanach Zjednoczonych jednym z głównych powodów przedwczesnych zgonów i poważnych urazów. Tylko w 2022 roku odnotowano ponad 2,6 miliona wizyt na szpitalnych oddziałach ratunkowych spowodowanych tymi zdarzeniami. Roczne koszty leczenia oraz utracony potencjał produkcyjny szacuje się na ponad 470 miliardów dolarów, co w przeliczeniu daje około 1,9 biliona złotych. Prawda jest taka, że ogromnej części tych tragedii dałoby się uniknąć.

Na tym gruncie rośnie nadzieja pokładana w autonomicznych pojazdach. Najnowsza analiza opublikowana w czasopiśmie JAMA Surgery sugeruje, że technologia ta może zapobiec ponad milionowi obrażeń związanych z wypadkami drogowym w latach 2025-2035. Chociaż procentowo to redukcja o 3,6% w skali dziesięciolecia, to w liczbach bezwzględnych przekłada się na setki tysięcy osób, które uniknęłyby wizyty w szpitalach. Co ważne, wstępne statystyki firm takich jak Waymo, które weryfikują potencjał autonomicznych samochodów na rzeczywistych drogach, wydają się obiecujące, wskazując na możliwość redukcji liczby wypadków nawet o 80% w porównaniu z tradycyjnymi kierowcami.
Cztery warianty przyszłości według naukowców
Zespół kanadyjskich naukowców, chcąc uniknąć nadmiernego optymizmu, opracował cztery różne scenariusze przyszłego wdrożenia. W analizie wykorzystali narodowe dane o obrażeniach z lat 2009-2023 oraz model regresji liniowej do prognozowania trendów na kolejną dekadę. Zakres przyjętych założeń był szeroki, bo od bardzo ostrożnego, w którym pojazdy autonomiczne odpowiadałyby za zaledwie 1% wszystkich przejechanych kilometrów (około 1,6% wszystkich kilometrów) do 2035 roku, po ambitny wariant z aż 10% udziałem.
Czytaj też: Podobieństwo do motocykli Ducati aż boli, ale parametry mówią, że to nie jest tylko zabawka
Równie ostrożnie podeszli do kwestii samego bezpieczeństwa technologii. Przyjęli dwa poziomy: konserwatywny, zakładający, że samochody bez kierowcy są o 50% bezpieczniejsze od ludzi, oraz optymistyczny, oparty na wspomnianych danych Waymo, a więc z 80% przewagą. Wyniki pokazują, jak istotne jest tempo adopcji. Nawet w tym najskromniejszym scenariuszu (1% udziału, 50% bezpieczeństwa) można by zapobiec ponad 67 tysiącom obrażeń. Jednak pełny potencjał ujawnia się dopiero przy 10% udziale i 80% przewadze bezpieczeństwa, bo wtedy liczba potencjalnie unikniętych urazów przekracza milion.
Pełna autonomia samochodów i problem uśrednienia
Warto przy tym pamiętać, że w analizie kanadyjskiego zespołu mowa jest o pojazdach w pełni autonomicznych, które faktycznie przejmują rolę kierowcy. Tymczasem na drogach już dziś jeździ ogromna liczba samochodów wyposażonych w zaawansowane systemy wspomagania, takie jak automatyczne hamowanie awaryjne, asystent pasa ruchu czy adaptacyjny tempomat. Inne badania sugerują, że sama upowszechniona elektronika wspierająca kierowcę mogłaby w perspektywie kilku dekad zapobiec dziesiątkom milionów kolizji i milionom urazów. Z tego punktu widzenia autonomiczne auta są raczej kolejnym etapem długiego procesu odciążania człowieka z najbardziej ryzykownych zadań za kierownicą niż nagłym zerwaniem z przeszłością.

Drugą kwestią pozostaje fakt, że symulacje kanadyjskich badaczy są uśrednione dla całych Stanów Zjednoczonych, ale rzeczywistość dróg rzadko bywa “przeciętna”. Inaczej wygląda bezpieczeństwo w zamożnych dzielnicach dużych miast, gdzie szybciej pojawią się nowe technologie, a inaczej na ubogich przedmieściach czy w regionach wiejskich, gdzie ludzie jeżdżą starszymi, gorzej wyposażonymi samochodami. To oznacza, że potencjalne korzyści płynące z automatyzacji ruchu także będą rozkładały się nierówno. Bogatsi szybciej skorzystają z bezpieczniejszych pojazdów, podczas gdy mieszkańcy mniej zamożnych obszarów jeszcze długo pozostaną skazani na tradycyjne auta i swoje własne błędy.
Z perspektywy zdrowia publicznego stawia to bardzo konkretne pytania: czy rozwój autonomicznej mobilności będzie tylko kolejnym luksusem dla tych, których już dziś stać na najbezpieczniejsze samochody, czy też regulatorzy wymuszą mechanizmy, które pozwolą od początku włączać w ten proces także najbardziej narażone grupy użytkowników dróg?
Realistyczne spojrzenie na wyzwania autonomicznych samochodów
Naukowcy podkreślają, że ich prognozy to tylko symulacje oparte na określonych założeniach. Technologia pojazdów autonomicznych wciąż znajduje się w fazie rozwoju i testów, a brakuje długoterminowych danych z masowego użytku w rzeczywistych, nieprzewidywalnych warunkach. To, co sprawdza się na zamkniętym poligonie lub w określonej dzielnicy, może napotkać nieoczekiwane trudności na zatłoczonej autostradzie podczas śnieżycy. Kluczowe dla weryfikacji tych optymistycznych szacunków będą niezależne analizy w miarę zwiększania skali wdrożenia. Szczególną uwagę należy zwrócić na autostrady, gdzie dochodzi do najpoważniejszych wypadków. To właśnie na długich, prostych odcinkach, przy wysokich prędkościach, gdzie uwaga człowieka często słabnie, automatyzacja mogłaby przynieść największe korzyści.
Czytaj też: Motocykle same unikną wypadku. Kontrowersyjny system do ratowania życia i zdrowia opatentowany
W pewnym sensie ta historia nie jest już wcale opowieścią o samochodach, ale o tym, komu jako społeczeństwo chcemy powierzyć odpowiedzialność za życie na drogach. Przez ponad sto lat decyzje podejmował człowiek, ze wszystkimi swoimi ograniczeniami, a przepisy i systemy bezpieczeństwa były jedynie zabezpieczeniem przed jego błędami. Propozycja, aby choć część tej odpowiedzialności oddać algorytmom, to nie tylko kwestia wygody czy technicznej ciekawostki, ale głęboka zmiana kontraktu społecznego. Jeśli prognozy kanadyjskich naukowców choć częściowo się potwierdzą, to za kilkanaście lat dyskusja o autonomicznych samochodach nie będzie już dotyczyła wyłącznie tego, czy “lubimy” je jako kierowcy, ale także tego, czy możemy sobie pozwolić, by z nich nie korzystać, skoro w grę wchodzą setki tysięcy unikniętych urazów.