Kto naprawdę rządzi pod wodą? Najnowsze zestawienia burzą stary porządek

Chiny zalały morza i oceany okrętami podwodnymi z napędem atomowym, a nie konwencjonalnym. Rosja jest już w tyle, a USA czują oddech na karku. Co to oznacza i jak maluje się przyszłość?
...

Pod powierzchnią mórz i oceanów od dekad trwa wojna o przewagę. Problem w tym, że w przypadku floty podwodnej proste rankingi potrafią rozmywać obraz tego, do jak wielkiej potęgi mają dostęp poszczególne kraje. Jedni liczą jednostki formalnie pozostające w służbie, inni okręty gotowe do wyjścia w morze, a jeszcze inni wrzucają do jednego worka okręty o różnych klasach oraz rolach. Gdy do tego dołożymy fakt, że część informacji pochodzi z szacunków open source, to robi się jasne, dlaczego ta historia wymaga spokojniejszego spojrzenia niż to, na które pozwala nagłówek.

Wyścig pod wodą, w którym nawet liczby są bronią

Według najnowszych ocen opartych na danych z otwartych źródeł Chiny maja obecnie około 32 aktywne okręty podwodne o napędzie jądrowym, podczas gdy Rosja ma około 25-28. Stany Zjednoczone pozostają zdecydowanym liderem z flota około 71 atomowych okrętów podwodnych. Warto jednak od razu postawić znak zapytania przy tych porównaniach. Tego typu liczby są wypadkową dwóch rzeczy: realnej produkcji oraz tego, jak rygorystycznie liczy się jednostki “operacyjne”. W przypadku Rosji różnica miedzy “w służbie” a “w gotowości” bywa szczególnie istotna, bo cykle remontowe są długie, a cześć platform to konstrukcje starsze. W przypadku Chin problemem bywa nie tyle serwis, ile nieprzejrzystość, czyli brak publicznych, stabilnych danych porównywalnych z tym, co potrafi podać Marynarka Wojenna USA.

Czytaj też: Stare działa jak zabawki. Nowa “snajperska armata” XM913 przewyższa nawet Bushmastera

Dodatkowo, żeby w ogóle zrozumieć, o co toczy się gra, trzeba wyznaczyć trzy kategorie podwodnych okrętów o napędzie nuklearnym. W tej grupie są okręty uderzeniowe (SSN), które polują na inne okręty i zbierają dane na temat ich ruchów. Są okręty-nosiciele pocisków manewrujących (SSGN), które są projektowane pod atak na cele lądowe i morskie z dużego dystansu. Wreszcie są też nosiciele pocisków balistycznych (SSBN) i to akurat wyjątkowa klasa okrętów, bo jest to najważniejszy element morskiego odstraszania jądrowego.

Najważniejsze okręty podwodne w rękach Chin

Najważniejszy element chińskiej układanki stanowią okręty strategiczne typu 094 (Jin). Kongresowe opracowania w USA od lat podkreślają, ze operacyjne okręty tej klasy są dla Chin pierwszym wiarygodnym morskim komponentem odstraszania, uzbrojonym w pociski JL-2 oraz nowsze JL-3 o zasięgu odpowiednio około 7225 i 10000 km. To właśnie zasięg jest kluczem do chińskiej “strategii bastionowej”, bo jeśli pocisk ma około 10 tys. km zasięgu, to okręt nie musi wypływać na otwarty Ocean Spokojny, zęby utrzymywać groźbę odwetu, a zamiast tego może operować bliżej własnych parasoli obrony powietrznej i morskiej.

Czytaj też: Oto bronie przeciwlotnicze, które przeraziły pilotów i na zawsze zmieniły lotnictwo

Jest jednak druga strona medalu, o której w dyskusjach wraca uporczywie jedno słowo: hałas. Otwarte analizy od dawna sugerują, ze wczesne warianty typu 094 są wyraźnie głośniejsze niż współczesne konstrukcje amerykańskie czy rosyjskie. Ten stan rzeczy potencjalnie ogranicza ich swobodę operowania z dala od “chronionych” akwenów z racji łatwości ich wykrycia podczas misji. Z tego punktu widzenia rozwój 094A i prace nad przyszłym typem 096 to próba zasypania luki zagrażającej bezpieczeństwu okrętu, a nie tylko zwykle “unowocześnienie”.

Rosja na trzecim miejscu, a USA niedoścignionym królem

Jeśli przyjąć, ze Chiny faktycznie maja już więcej aktywnych okrętów podwodnych o napędzie atomowym, to Rosja automatycznie spada w rankingu liczebności na trzecie miejsce. Nie oznacza to automatycznie utraty jakości. Rosjanie nadal dysponują bardzo groźnymi okrętami typu Boriej (strategiczne) oraz Jasień i Jasień-M (uderzeniowe), a do tego pociskami balistycznymi Buława o zasięgu rzędu około 8300 km. Z kolei Amerykanie pozostają liderem, utrzymując na służbie: około 71 atomowych okrętów podwodnych, a w tym 53 uderzeniowe, 14 strategicznych i 4 nosiciele pocisków manewrujących.

Najnowszy okręt klasy Borei, niszczycielski pocisk balistyczny Buława

Czytaj też: Chiny mają “huraganową mikrofalówkę” do czyszczenia nieba z wrogów

Jeżeli najbardziej “agresywne” szacunki dotyczące chińskiej floty atomowej są choć częściowo trafne, to świat wchodzi w etap, w którym przewaga USA nadal jest realna, ale koszt jej utrzymania rośnie, a margines błędu w planowaniu maleje. Nawet jeśli te liczby są zawyżone, to i tak sygnał pozostaje ten sam – Chiny konsekwentnie pchają się w domenę, w której liczy się już nie tylko sama liczba okrętów nawodnych i możliwości produkcyjne, ale przede wszystkim technologia wyciszenia, systemy sonarowe i zdolność prowadzenia długich patroli.