Potwierdzona 100-procentowa skuteczność tego latającego robota-zabójcy wręcz przeraża

Gdy mówimy o autonomicznych systemach bojowych, to zazwyczaj wyobrażamy sobie roje dronów, samodzielnie planujące trajektorię przelotu, albo robotyczne wieżyczki strzeleckie reagujące na ruch w polu widzenia kamery. Chiński eksperyment z dronem uzbrojonym w zwykły karabin piechoty dorzuca do tej układanki brakujący element, a jego skuteczność w terenie wręcz przeraża.
...

Autonomiczne systemy bojowe wciąż ewoluują, a niektóre doniesienia z tego pola mogą budzić niepokój mieszany z fascynacją. Ostatnie osiągnięcia chińskich inżynierów zdają się potwierdzać, że era precyzyjnych, latających strzelców może być bliższa, niż się wydaje. Pod koniec 2025 roku w fachowym Journal of Gun Launch and Control publikacji doczekały się wyniki badań, które nie bez powodu zwróciły uwagę specjalistów.

Latający strzelec wyborowy. Chiński dron z karabinem trafia celniej niż większość żołnierzy

Latający bezzałogowiec (dron) zaprezentowany przez firmę Wuhan Guide Infrared we współpracy z Akademią Operacji Specjalnych Chińskiej Armii podczas serii kontrolowanych testów osiągnął wynik, o którym marzy każdy strzelec – nie odnotował ani jednego chybienia. Platforma ta została wyposażona w standardowy karabin szturmowy piechoty i trafiła wszystkimi dwudziestoma pociskami w cel wielkości człowieka. Strzały były oddawane z odległości 100 metrów, podczas gdy dron unosił się na wysokości 10 metrów. Co jeszcze bardziej imponujące, połowa z tych pocisków uderzyła w obszar o średnicy zaledwie 11 centymetrów, co odpowiada wielkości ludzkiej głowy. Taka precyzja dotychczas kojarzona była raczej z wytrawnymi snajperami, a nie z maszynami.

Czytaj też: Myślałeś, że F-35 jest futurystyczny? SM-39 Razor robi wejście smoka w świat myśliwców 6. generacji

Skuteczność systemu została potwierdzona także na krótszym dystansie rzędu 50 metrów. Tam dron trafił 19 razy na 20 prób, a jedyne chybienie, jak wyjaśnili badacze, spowodowane było wadą produkcyjną samego pocisku, a nie usterką systemu celowania. Jako cel użyto sylwetki o ludzkich rozmiarach z umieszczoną na wysokości klatki piersiowej tarczą o wymiarach 50 na 50 centymetrów, symulującą newralgiczny obszar ciała. Taki standard testowy ma bezpośrednie przełożenie na realne scenariusze pola walki.

Paradoksalnie ograniczenie do pojedynczych strzałów może być w tej chwili cechą, a nie tylko wadą. Taki profil ognia wymusza używanie drona bardziej jak strzelca wyborowego niż karabinu maszynowego, co ułatwia kontrolę zużycia amunicji i minimalizuje ryzyko przypadkowych strat ubocznych. Z punktu widzenia decydentów politycznych i wojskowych może to być argument, że tego typu systemy wpisują się w narrację “precyzyjnego, ograniczonego użycia siły”, a nie w obraz autonomicznych platform prowadzących chaotyczny ogień.

Jeżeli jednak konstrukcja będzie dalej rozwijana, to naturalnym kolejnym krokiem wydają się tryby półautomatyczne lub krótkie serie, zsynchronizowane z algorytmami wykrywania i śledzenia celów. W tym momencie pojawi się jednak znacznie ostrzejsza dyskusja o “człowieku w pętli decyzyjnej” i o tym, gdzie dokładnie kończy się system wspierający decyzję żołnierza, a zaczyna realna autonomia w wyborze celu. Źródła opisujące testy drona nie rozstrzygają dziś szczegółowo, jaki był poziom automatyzacji samego aktu oddania strzału, co zresztą dobrze pokazuje, jak bardzo technologia wyprzedza publiczną debatę na temat zasad jej użycia.

Sekret chińskiego drona tkwi w prostocie

Sekret takiej celności nie tkwi w samej broni, ale w sposobie jej integracji z platformą. Zespół pod kierunkiem starszego inżyniera Jiang Huajiana dokonał fundamentalnej zmiany, sztywno łącząc karabin z czujnikiem optycznym drona. To rozwiązanie niemal całkowicie wyeliminowało mechaniczne niewspółosiowości, które wcześniej powodowały rozrzut pocisków. W praktyce oznacza to odejście od intuicyjnego podejścia, w którym broń próbuje się “uspokoić” za pomocą złożonych układów tłumienia drgań i ruchomych mocowań. Chiński zespół zrobił coś przeciwnego: uprościł mechanikę, a większość potrzebnej kontroli przeniósł do oprogramowania. Karabin i sensor optyczny tworzą jeden sztywny układ odniesienia, a wszelkie korekty odbywają się już w warstwie sterowania lotem i obliczania poprawki do strzału. To spójne z szerszym trendem w nowoczesnym uzbrojeniu, gdzie regulacje mechaniczne zastępuje się modelami numerycznymi i szybkim przeliczaniem trajektorii w czasie rzeczywistym.

Równą wagę przyłożono do warstwy programowej. Zaawansowane algorytmy na bieżąco korygują kąt strzału, biorąc pod uwagę nie tylko odległość do celu, ale również siłę wiatru oraz chwilowe pochylenie i przechył drona. Symulacje komputerowe wskazują, że te udoskonalenia teoretycznie podniosły celność systemu z poziomu nieco ponad 40% do bliskiego 100% w idealnych warunkach. Oznacza to ponad dwukrotną poprawę w stosunku do wcześniejszych prototypów. Warto też zwrócić uwagę, że system nie ogranicza się do prostego doliczenia opadu pocisku na zadanym dystansie. Opis badań wskazuje na uwzględnienie przechyłów i pochylenia drona, co jest krytyczne przy zawisie na wietrze lub manewrach w ograniczonej przestrzeni. Z punktu widzenia inżynierii oznacza to, że platforma musi na bieżąco scalać dane z wielu czujników inercyjnych i optycznych, a następnie generować poprawkę strzału w ułamku sekundy. Tego typu integracja sensorów jeszcze dekadę temu była domeną zaawansowanych systemów artyleryjskich, a dziś trafia na niewielkiego bezzałogowca z bronią strzelecką.

Wykorzystanie standardowego karabinu, czyli jak ułatwić logistykę i masowe wdrożenie

Istotną cechą odróżniającą ten projekt od innych bojowych bezzałogowców jest użycie zwykłego, seryjnie produkowanego karabinu piechoty. Wcześniejsze koncepcje często opierały się na broni specjalnie zaprojektowanej lub głęboko zmodyfikowanej, co generowało dodatkowe koszty i komplikacje logistyczne, utrudniając ewentualne masowe wdrożenie.

Czytaj też: Wojna bez tej broni nie istnieje. Najciekawsze artylerie kalibru 155 mm

Z militarnego punktu widzenia wybór standardowego karabinu ma jeszcze jedną, często niedocenianą konsekwencję. Zdejmuje bowiem z systemu istotną barierę polityczną i budżetową związaną z wprowadzaniem “nowego typu broni”. Armia nie musi bowiem certyfikować osobnej jednostki ogniowej ani budować dla niej wydzielonego łańcucha dostaw amunicji. W dokumentach planistycznych taki dron może funkcjonować jako kolejna platforma wykorzystująca już istniejące środki ogniowe, co ułatwia wkomponowanie go w realne plany zakupowe i szkoleniowe.

Jednocześnie taki wybór jest spójny z trendem “uzbrajania wszystkiego w to, co jest pod ręką”, który jest widoczny zwłaszcza w konfliktach o wysokiej intensywności. Jeśli wystarczająco tani bezzałogowiec jest w stanie zapewnić powtarzalną celność z broni strzeleckiej używanej przez zwykłych żołnierzy, to potencjalnie otwiera drogę do tworzenia mieszanych pododdziałów, gdzie część ognia prowadzą klasyczne drużyny piechoty, a część – towarzyszące im drony korzystające z tej samej amunicji i magazynów.

Obecna wersja ma istotne ograniczenia. Dron strzela tylko pojedynczymi strzałami

Jeśli uznamy, że doniesienia na temat tego drona nie mijają się z prawdą, to w szerszej perspektywie chiński dron z karabinem piechoty jest przede wszystkim demonstracją możliwości. Pokazuje, że problem precyzyjnego strzelania z platformy latającej nie jest już nierozwiązywalnym wyzwaniem inżynierskim, a zagadnieniem, które da się dopracować metodą kolejnych iteracji algorytmów, symulacji i testów poligonowych. Jeżeli dziś mówimy o 100 procentach trafień w warunkach laboratoryjnych na dystansie 100 metrów, to za kilka lat podobne rozwiązania mogą zostać przeskalowane na większe odległości, bardziej wymagające środowisko i zintegrowane z innymi systemami rozpoznania.

Czytaj też: Amerykańskie GPS do lamusa. Kwantowe pozycjonowanie Chin odporne na wszelkie zakłócenia

Jednocześnie to właśnie taka “poligonowa doskonałość” powinna skłaniać do ostrożności. Im bardziej bezzałogowa platforma potrafi powtarzalnie trafić w punkt, tym łatwiej traktować ją jako neutralne narzędzie techniczne i zapominać, że każdy taki strzał jest decyzją o użyciu śmiercionośnej siły. Opisywane badania to kolejny etap w dojrzewaniu całej generacji autonomicznych i zdalnie sterowanych środków walki. O tym, czy staną się one przede wszystkim narzędziem odstraszania i precyzyjnego wsparcia, czy raczej symbolem nowej, zautomatyzowanej eskalacji konfliktów, zdecydują już nie inżynierowie, lecz politycy i wojskowi planiści.