
W świecie zamówień obronnych, gdzie królują sprawdzeni giganci, czasami pojawiają się propozycje tak odważne, że aż trudno w nie uwierzyć. Amerykańska firma Stavatti Aerospace właśnie rzuciła rękawicę Boeingowi i Northrop Grummanowi, prezentując projekt myśliwca, który bardziej przypomina maszynę z filmów science-fiction niż realny samolot dla marynarki wojennej. Mowa o SM-39 Razor, a więc maszynie obiecującej prędkości przekraczające 4 Machy i zasięg sięgający ponad 2200 kilometrów, a wszystko to za rzekomo niską cenę jednostkową. Co ciekawe, firma nie jest nawet formalnym uczestnikiem przetargu, ale nie waha się przedstawić ambitnego planu wartego 51 miliardów dolarów, który zakłada dostawę aż 600 egzemplarzy w ciągu zaledwie kilku lat.

Stavatti nie pojawia się znikąd. Firma od lat funkcjonuje na obrzeżach przemysłu lotniczego, regularnie prezentując projekty samolotów bojowych i transportowych, które może i przyciągają uwagę efektownymi wizualizacjami, to jak dotąd nie doprowadziły do powstania ani jednej seryjnej maszyny. Media branżowe i lokalne wielokrotnie zwracały uwagę, że mimo ambitnych zapowiedzi o setkach miejsc pracy, przejęciu dawnych zakładów Bell Aircraft czy wejściu do programów takich jak następca T-38, realny dorobek produkcyjny firmy pozostaje zerowy, ale założyciel i zarząd są uwikłani w spory prawne z inwestorami i wykonawcami, a w tym w głośny pozew oskarżający spółkę o działania o charakterze schematu Ponziego, czemu Stavatti zaprzecza.
Osiągi SM-39 Razor. Brzmią imponująco, ale czy są wykonalne?
Deklarowane parametry tej maszyny zapierają dech w piersiach i momentalnie budzą pytania o ich fizyczną realizowalność. SM-39 Razor ma rzekomo utrzymywać stałą prędkość przekraczającą Mach 4, a więc ponad 4900 kilometrów na godzinę. Dla porównania, obecny flagowiec amerykańskiego lotnictwa, a więc F-35, osiąga maksymalnie około Mach 1,6. Na tym wyjątkowość SM-39 Razor jednak się nie kończy, bo wedle firmy, lot naddźwiękowy bez użycia dopalacza, tzw. supercruise, ma odbywać się z prędkością przekraczającą Mach 2,5, czyli ponad 3000 km/h. Zasięg operacyjny również ma być przełomowy, z promieniem taktycznym szacowanym na ponad 2200 kilometrów, co znacząco przewyższa możliwości obecnych maszyn pokładowych. Konstrukcja oparta na potrójnym kadłubie ma z kolei redukować opór i poprawiać stealth, a napędzać ją mają zaawansowane silniki turbowentylatorowe nowej generacji, których rozwój wciąż trwa w innych programach badawczych.
Czytaj też: Wojna bez tej broni nie istnieje. Najciekawsze artylerie kalibru 155 mm

Warto przy tym pamiętać, że granica Mach 3 w lotach załogowych była dotąd zarezerwowana dla bardzo wąskiej klasy specjalistycznych konstrukcji, takich jak rozpoznawczy SR-71 Blackbird, operujących na dużych wysokościach, w bardzo specyficznym profilu misji i poza realiami lotnictwa pokładowego. Rekordowe prędkości tych maszyn okupiono ekstremalnym nagrzewaniem płatowca, koniecznością stosowania egzotycznych materiałów i ograniczeniem manewrowości. Stavatti twierdzi jednak, że problem ten rozwiąże dzięki zastosowaniu metalowo-ceramicznych powłok na bazie tytanku boru oraz pianometalowych przekładek, co ma pozwolić na loty z prędkością ponad Mach 4,5 bez degradacji struktury.
Te cermety miałyby tworzyć rodzaj pancerza termicznego zarówno dla płatowca, jak i elementów silnika. Sam fakt, że tę klasę materiałów dopiero testuje się na ograniczoną skalę w przemyśle lotniczym i energetycznym, pokazuje, jak wiele musiałoby się wydarzyć, zanim taki myśliwiec mógłby nie tylko polecieć szybko, ale też przeżyć wielokrotne cykle startów i lądowań z pokładu lotniskowca.
System uzbrojenia. Mocny arsenał w kadłubie o obniżonej wykrywalności
Jeśli chodzi o potencjał bojowy, projekt nie oszczędza na szczegółach. Standardem jest wewnętrzne działko M61A2 Vulcan kalibru 20 mm z zapasem tysiąca pocisków. Prawdziwy rozmach widać jednak w projektowaniu komór uzbrojenia. Przednia komora, o długości około 4,1 metra, ma pomieścić ładunki o łącznej masie do 2270 kilogramów. Znacznie większa, środkowa komora z obrotową wyrzutnią jest przystosowana do przenoszenia cięższego uzbrojenia o masie do około 5440 kilogramów.
W konfiguracji stealth samolot ma dysponować przestrzenią dla sześciu pocisków powietrze-powietrze dalekiego zasięgu lub wielu precyzyjnych bomb. Na potrzeby misji, w których priorytetem nie jest maksymalna niewidzialność dla radarów, konstrukcja przewiduje także cztery zewnętrzne punkty podwieszenia na skrzydłach, każdy o udźwigu około 2040 kilogramów. Łącznie daje to teoretyczną ładowność na poziomie około 11340 kilogramów, sytuującą SM-39 gdzieś pomiędzy myśliwcem przewagi powietrznej a lekkim bombowcem.
Czytaj też: Amerykańskie GPS do lamusa. Kwantowe pozycjonowanie Chin odporne na wszelkie zakłócenia
Warto jednak zauważyć, że suma dopuszczalnych obciążeń poszczególnych komór i pylonów przekracza podawane przez firmę dane na temat całkowitego obciążenia konstrukcji, co oznacza, że nie wszystkie konfiguracje można by realnie wykorzystać jednocześnie. Deklaracje ładowności mówią więc raczej o elastyczności architektury uzbrojenia niż o jednorazowym locie z pełnym zestawem bomb, pocisków przeciwokrętowych i dużymi zbiornikami paliwa.
Wizja kontra rzeczywistość. Gdzie tkwi haczyk?
Entuzjazm wobec suchych specyfikacji technicznych szybko gasną, gdy spojrzy się na szerszy kontekst. Stavatti obiecuje nie tylko zbudowanie rewolucyjnego samolotu, ale także postawienie od zera nowego zakładu produkcyjnego w USA, zdolnego do wytwarzania 200 maszyn rocznie, a do tego zapewnienie pracy dla 1600 osób przez dwie dekady. To ambitny plan gospodarczo-społeczny, ale historia programów zbrojeniowych pełna jest podobnych obietnic, które rozbiły się o skały rzeczywistości, technicznych trudności i przerośniętych budżetów.
Marynarka Wojenna Stanów Zjednoczonych już dawno zawęziła pole walki o kontrakt na następcę swoich myśliwców pokładowych do dwóch doświadczonych gigantów. Firma Stavatti musi więc udowodnić nie tylko, że jej samolot może latać tak szybko i daleko, ale także że przetrwa surowe warunki operowania z pokładu lotniskowca, czyli katapultowanie, lądowanie na hamulcu i ciasne hangary. Cena około 85 milionów dolarów za egzemplarz, przy jednoczesnym zapewnieniu tak zaawansowanych technologii i materiałów koniecznych do wytrzymania prędkości Mach 4, wydaje się mocno naciągana, zwłaszcza gdy porówna się ją z kosztem obecnych, znacznie mniej skomplikowanych maszyn.
Czytaj też: Jeden pocisk zamiast stu samolotów nad miastem. Tak wygląda nowoczesna wojna, o której mało kto wie
W tym miejscu wraca pytanie o zdolność Stavatti do udźwignięcia takiego przedsięwzięcia. Dotychczasowa historia firmy to seria medialnych zapowiedzi, prób wejścia do dużych programów (jak zastępca T-38 czy koncepcje nowoczesnych tankowców SM-940K i SM-635) oraz ambitnych planów inwestycyjnych w Niagara Falls, którym nie towarzyszył żaden udokumentowany sukces w postaci oblatanego prototypu czy wdrożonej do służby maszyny. Lokalne władze zdążyły już cofnąć przyznane wcześniej ulgi podatkowe, a sądy rozpatrują pozwy od wykonawców i inwestorów. To wszystko sprawia, że przeskok od niewielkiej firmy z problemami finansowymi do producenta 200 myśliwców rocznie wydaje się bardziej skokiem wiary niż standardowym ryzykiem przemysłowym.

Przyszłość programu F/A-XX. Czy jest miejsce dla niezapowiedzianego wybawcy?
Zapotrzebowanie marynarki na nowy myśliwiec przewagi powietrznej, oznaczony jako F/A-XX, jest realne i pilne, zwłaszcza w kontekście rosnących wyzwań w regionie Indo-Pacyfiku. Potrzebna jest maszyna o większym zasięgu, większej przeżywalności i głębszym magazynie uzbrojenia niż obecne F/A-18 Super Hornet. Kongres USA naciska na tempo, ale samo dowództwo marynarki zdaje się podchodzić do sprawy z większą ostrożnością, wyciągając wnioski z problemów programu F-35. W tym kontekście propozycja Stavatti jest ciekawym eksperymentem myślowym i próbą wywarcia pewnej presji na głównych graczy. Firma, jako zarejestrowany amerykański wykonawca obronny, ma prawo zabierać głos, ale sama droga od efektownej prezentacji i szczegółowych renderów do latającego, sprawdzonego prototypu jest długa, kosztowna i usiana porażkami wielu obiecujących startupów. SM-39 Razor prawdopodobnie pozostanie głównie tematem dyskusji w branżowych mediach.