Elektryczny motocykl Verge TS Pro zawstydzi Twoje auto. Koniec problemu z zasięgiem

W świecie motocykli elektrycznych marketing od lat wyprzedza rzeczywistość. Co sezon słyszymy o “przełomowych” rozwiązaniach, które w praktyce kończą z realnym zasięgiem na poziomie krótkiej wycieczki za miasto i koniecznością długiego postoju przy ładowarce. Motocykl Verge TS Pro uderza dokładnie w tę wrażliwą nutę, bo obiecuje nie kosmetyczny postęp, ale skok o całe pokolenie. Zamiast kolejnego elektryka “do miasta” otrzymujemy obietnicę motocykla, który na jednym ładowaniu ma przejechać tyle, ile wielu kierowców pokonuje w ciągu całego dnia podróży.
...

Kluczową deklaracją firmy Verge Motorcycles w kwestii zaprezentowanego właśnie motocykla Verge TS Pro jest zasięg przekraczający 600 kilometrów na jednym ładowaniu. Dla świata elektrycznych dwukołowców, gdzie praktyczny dystans rzadko przekracza 300 km, tego typu wartość brzmi niemal rewolucyjnie. Sekret ma tkwić nie w wyolbrzymionych obietnicach i sprytnie dobranej sekwencji testowej, a w technologii, o której mówi się od lat, ale której wdrożenie wciąż napotyka na trudności.

Bateria półprzewodnikowa od Donut Lab. Obiecująca technologia w walce o realny zasięg

Sercem Verge TS Pro nie jest tradycyjny akumulator litowo-jonowy, ale magazyn wykorzystujący ogniwa solid-state (ze stałym elektrolitem) opracowane przez Donut Lab, spółkę zależną Verge. Firma określa je zresztą pierwszymi na świecie, które są gotowe do masowej produkcji. My musimy wiedzieć z kolei tylko tyle, że różnica w stosunku do powszechnie stosowanych akumulatorów jest tutaj fundamentalna, bo zamiast płynnego lub żelowego elektrolitu, w tych nowych ogniwach wykorzystuje się stały materiał przewodzący, taki jak ceramika czy specjalny polimer.

Czytaj też: Wyjątkowy silnik, elektryczne wsparcie i agresja w wyglądzie. Ten motocykl krzyczy, że pewna era się skończyła

Teoretyczne zalety takiego podejścia są ogromne. Donut Lab podaje, że ich ogniwo osiąga gęstość energii na poziomie 400 Wh/kg, a do tego wytrzymuje nawet 100 tysięcy cykli ładowania. Oznaczałoby to nie tylko imponujący zasięg, ale także wieloletnią żywotność samego akumulatora, a to wszystko przy jednoczesnym obniżeniu kosztów produkcji w porównaniu z konwencjonalnymi technologiami. Verge TS Pro ma korzystać z pakietu o pojemności 33,3 kWh i stąd właśnie gwarantować wspomniany zasięg rzędu ponad 600 kilometrów, choć na stronie producenta widnieje informacja o 554 km. Rozbieżność między stroną, a materiałem promocyjnym jest więc… wręcz osobliwa.

Warto przy tym pamiętać, że sama liczba Wh/kg niewiele jeszcze mówi. Przekładając to na praktykę, 400 Wh/kg oznacza możliwość upakowania większej ilości energii w tej samej masie, albo osiągnięcie podobnego zasięgu przy lżejszym pakiecie. Teoretycznie otwiera to drogę do budowy motocykla, który nie zamienia się w ociężały krążownik ważący tyle, co lekki samochód. W praktyce jednak diabeł tkwi w szczegółach, bo w architekturze pakietu, systemie chłodzenia, strategii zarządzania ładowaniem i rozładowaniem ogniw.

Czytaj też: Producenci motocykli testują technologię, która wydaje się absurdalna. Haptyczne ostrzeżenia mają zastąpić tradycyjne sygnały

Niestety, historia branży pełna jest pięknych teorii, które rozbijają się o surową rzeczywistość produkcji. Akumulatory ze stałym elektrolitem od dawna są zapowiadane jako Święty Graal elektromobilności, ale ich komercyjne wdrożenie postępuje bardzo powoli. Pozostaje więc pytanie, czy fiński startup rzeczywiście pokonał wszystkie przeszkody? Pierwsze egzemplarze dla klientów będą prawdziwym testem. Tutaj drzemie też problem, bo nie bez znaczenia jest też to, że motocykl pozostaje produktem niszowym nawet na tle elektrycznych samochodów. Ewentualne kłopoty wieku dziecięcego, czyli degradacja ogniw, problemy z elektroniką sterującą czy konieczność wymiany pakietów, będą odczuwalne dla relatywnie niewielkiej grupy klientów. Z punktu widzenia producenta oznacza to mniejsze ryzyko wizerunkowe niż w przypadku masowo sprzedawanego pojazdu.

Ładowanie w kilka minut i potężny moment obrotowy Verge TS Pro

Jeśli chodzi o ładowanie, to możliwości motocykla Verge TS Pro również robią wrażenie. Motocykl ma akceptować moc do 200 kW, co według producenta pozwala dodać około 300 kilometrów zasięgu w czasie krótszym niż dziesięć minut. Taki parametr może rzeczywiście może zdjąć z elektryków miano pojazdów wyłącznie miejskich i umożliwić jednocześnie dłuższe, wygodne podróże z krótkimi postojami. Verge TS Pro nie jest zresztą byle motocyklem, a istnym królem dróg szybkiego ruchu, bo jego silnik generuje moment obrotowy o wartości 1000 Nm i moc 137 koni mechanicznych, co przekłada się na przyśpieszenie od zera do 100 km/h w około 3,5 sekundy.

Najwięcej pytań budzi jednak sama konstrukcja napędu. Verge od lat stosuje rozwiązanie, w którym silnik jest zintegrowany bezpośrednio z tylnym kołem, co oznacza, że firma całkowicie rezygnuje z tradycyjnej piasty. Chociaż estetyka takiego koła bez środka jest niepodważalna i nadaje motocyklowi futurystyczny wygląd, to potencjalne wady są ogromne. Głównym problemem jest drastyczne zwiększenie masy nieresorowanej, którą zawieszenie musi kontrolować. Ciężki silnik zamontowany w kole może negatywnie wpływać na komfort jazdy po nierównościach i precyzję prowadzenia w zakrętach. Pojawiają się też obawy dotyczące trwałości i kosztów ewentualnych napraw, bo awaria tej unikalnej, niszowej konstrukcji z pewnością nie będzie ani tania, ani szybka.

Elektryczny motocykl Verge TS Pro to sprzęt dla nielicznych

Verge TS Pro w wariancie z większym akumulatorem ma kosztować 34900 dolarów, co po doliczeniu podatku VAT w Polsce daje kwotę około 140 tysięcy złotych, a to pozycjonuje go w absolutnej półce premium, gdzie konkuruje z najdroższymi, topowymi motocyklami spalinowymi. Co ciekawe, producent deklaruje, że wysyłka zamówionych egzemplarzy rozpocznie się w pierwszym kwartale 2026 roku, więc stosunkowo niedługo poczekamy jeszcze na pierwsze sprawdziany tego modelu w praktyce.

Czytaj też: System przejmie kontrolę nad twoim motocyklem. To rewolucja czy zagrożenie dla jazdy?

Czy warto się tym motocyklem interesować? Zdecydowanie tak, bo nawet jeśli połowa obietnic się ziści, będzie to duży krok naprzód dla całego segmentu. Verge TS Pro mierzy się bowiem z rzeczywistymi problemami elektryków (zasięgiem i czasem ładowania) proponując jednocześnie konkretne, technologiczne odpowiedzi. Kluczowe jest jednak to, czy firma z Finlandii dostarczy gotowy, dopracowany i niezawodny produkt, czy też pierwszy rocznik okaże się etapem testów, za które zapłacą pionierzy.