Cafe racer z przyszłości. Ten motocykl powala nie tylko wyglądem, ale też ceną

Koreańska firma Compass Rose postanowiła ożywić ducha dawnych, stylowych motocykli w zupełnie nowej, elektrycznej odsłonie. Zamiast kolejnego futurystycznego prototypu, zdecydowała się pokazać na CES 2026 maszynę, która zdaje się wyjęta wprost z innej epoki, choć kryje w sobie najnowocześniejszy napęd.
...

Compass Rose na swoim stoisku pokazała dwa elektryczne modele o nazwie Ciulator oraz Dandelion, które są inspirowane brytyjską kulturą cafe racerów z lat 50. Producent nazywa swoje podejście neo-retro i próbuje udowodnić, że zeroemisyjna jazda może mieć duszę i styl, a nie tylko chłodną, technologiczną wydajność. Jest to bardzo odważna próba, a to zwłaszcza na rynku zdominowanym przez minimalistyczne, a do tego gadżeciarskie projekty, które zwykle łączy jedna wspólna cecha – efekciarski futuryzm.

Dwie twarze Ciulatora. Od wersji torowej po miejską

Model Ciulator występuje w dwóch wariantach, które dzieli niemal wszystko. Wersja torowa to prawdziwy demon prędkości. Osiąga bowiem zawrotną prędkość maksymalną rzędu 240 km/h, co plasuje go w ścisłej czołówce najszybszych elektrycznych motocykli. Napędza go zaś silnik BLDC o mocy 34 KM, generujący olbrzymi moment obrotowy rzędu 350 Nm. Energię czerpie zaś z akumulatora Samsung o pojemności 72V/150Ah, która według producenta ma zapewniać zasięg około 150 kilometrów. Przy takiej mocy i osiągach, ten zasięg nie powala, ale trudno oczekiwać czegoś więcej.

Czytaj też: Smartfonowa marka upokorzyła Ferrari. SF90 XX rozjechane na drobny mak

Druga, standardowa wersja, jest dużo spokojniejsza i zdaje się być stworzona do codziennego użytku w mieście. Jej silnik ma skromne 10 KM, co ogranicza prędkość do 150 km/h, a mniejszy akumulator (72V/100Ah) oferuje zasięg około 130 km. Są to więc parametry wystarczające dla większości miejskich tras, choć raczej nie wzbudzą emocji miłośników sportowej jazdy.

To, co naprawdę wyróżnia Ciulatora, to podejście do wykonania i detali. Rama została zbudowana ze stalowych rur Reynolds 953, znanych z najwyższej klasy rowerów szosowych. Tę ramę połączono z nadwoziem wykonanym w całości z włókna węglowego, a dzięki takiej kombinacji materiałów cała konstrukcja waży zaledwie 140 kilogramów, co jest wynikiem imponującym dla elektryka.

Czytaj też: Pierwszy taki Volkswagen. Gigantyczny ID Era 9X udaje elektryka, ale w środku drzemie benzyna

Producent poszedł nawet o krok dalej w swojej retro-filozofii. Pakiet akumulatorów specjalnie uformował tak, aby wizualnie przypominał klasyczny, widlasty silnik spalinowy. Nawet samo siodło jest starannie dobrane, bo zostąło wykonane z argentyńskiej skóry Cordovan. Widać tu dbałość o estetykę, która często schodzi na dalszy plan w pościgu za technologią.

Dandelion. Lżejsza i tańsza propozycja z tej samej stajni

Drugi zaprezentowany przez Compass Rose model, a więc Dandelion, to zupełnie inna propozycja cenowa i koncepcyjna. Ma charakter retro-futurystyczny, z dużymi 19-calowymi kołami typu aero-disc i długim rozstawem osi. Skierowany jest do klientów szukających stylowego, ale przede wszystkim przystępnego środka transportu. Tutaj również producent postarał się o dwa warianty. Wersja Lighting dysponuje silnikiem o mocy 10 KM, prędkością maksymalną 150 km/h i akumulatorem LG (72V/100Ah) gwarantującym około 150 km zasięgu, a podstawowy model jest jeszcze skromniejszy, z jednostką 6,7 KM, prędkością 90 km/h i akumulatorem Samsung (60V/60Ah) o zasięgu na 100 kilometrów. Są to więc parametry bliższe dobrym skuterom miejskim, ale zapakowane w niespotykaną i bardzo ciekawą stylistykę.

Cena i dostępność, czyli zła i zła wiadomość

Tu pojawia się największa niewiadoma i prawdopodobnie największa przeszkoda dla tych motocykli. Ciulator ma kosztować równowartość około 50000 dolarów, a to akurat cena, za którą można nabyć absolutnie topowe motocykle spalinowe od uznanych marek premium. Dandelion jest znacznie przystępniejszy, z szacowaną ceną około 5700 dolarów. Na razie jednak nie grozi nam to, że wyrwą z naszego portfela takie sumy, bo oba modele mają trafić wyłącznie na rynek koreański. Compass Rose nie zdradziło planów ekspansji na Europę czy Amerykę Północną.

Czytaj też: Technologia weryfikuje ludzką słabość za kierownicą

Chociaż sam pomysł Compass Rose jest niezwykle ciekawy i chwalę go za odwagę, bo pokazuje on, że elektryczna mobilność może mieć charakter, historię i duszę, a nie być tylko funkcjonalnym pudełkiem na kołach. Samo stworzenie motocykla, który łączy rzemieślnicze wykonanie, klasyczny design i nowoczesny napęd, to ambitne zadanie. Pozostaje jednak zasadnicze pytanie: czy w dzisiejszych czasach, gdy większość kupujących patrzy na zasięg, czas ładowania i cenę, znajdzie się wystarczająco dużo osób, które zapłacą dużą premię za styl i kunszt wykonania?